Słowo o słowach kluczowych

Styczeń 18, 2010 Jak Żyć 9 komentarzy

NAPRAWDĘ?!

Jak sobie poradzić z tym wypiździewem?

Styczeń 17, 2010 Jak Żyć 11 komentarzy

Zdajemy sobie sprawę, że czwarta rano to nie jest showtime i najlepszy czas na pisanie blogowych notek, ale od kiedy przypałętała się ta zawszona kurwa zdążyliśmy już posprzątać całe mieszkanie, klatkę schodową, a sąsiadom nawet odśnieżyliśmy samochody.

Jak ci sie nudzi, to mozesz zostac naszym fanem na Facebooku! (nie powoduje to absolutnie niczego ciekawego!)

Nie będziemy ukrywać, że nasze uczucia w związku z sytuacją meteorologiczną w kraju są dość ambiwalentne (jak ktoś to kiedyś ładnie wytłumaczył – ambiwalentne uczucia, czyli Joanna Senyszyn spadająca w przepaść jadąc nowiutkim Ferrari należącym do jednego z nas). Trochę cieszy nas to, że ktoś utarł nosa tym pierdolonym wodnikom szuwarkom, ale z drugiej strony – ile dni pod rząd można zamawiać pizzę?*

pierdolone wodniki szuwarki, osiem sztuk

Staroszkolne metody naszych babć to czapka, szalik, rękawiczki, oczywiście nie będziemy kwestionować w tym miejscu nauki naszych wielkich przodkiń, niemniej jednak świat i nauka idą do przodu, a tym samym – znamy dużo lepsze metody walki z przeszywającym mrozem.

1. Pół litra

Nie jest to szczególnie wyrafinowana metoda, ale to jest wojna, a więc liczy się przede wszystkim skuteczność. Kupujemy w sklepie pół litra dobrej wódki (przy okazji, dobra wódka to np. Smirnoff, Finlandia, Żołądkowa Gorzka, a nawet Absolwent – zapamiętaj nim następnym razem zechcesz się wpierdolić na naszą imprezę z Bolsem), a następnie pijemy wszystko za jednym zamachem (słabsi zawodnicy powinni sobie znaleźć partnera). Tym oto sposobem stężenie alkoholu we krwi stanie się odpowiednio wysokie, by zainteresowana osoba uodporniła się na zgubne efekty mrozu, gdyż jak wszyscy wiemy – wódka nie zamarza. Metoda ta dodaje także pewności siebie i odwagi, co jest niezwykle istotne w starciu z temperaturą dochodzącą do -20 stopni Celsjusza.

Efekty uboczne – idiotyczna inicjatywa lepienia bałwana (im więcej alkoholu, tym ambicje są większe, już 0,7l na dwóch u słabszych zawodników, czyli z naszej perspektywy większości polskiego społeczeństwa, wystarczy dla ulepienia iglo), ponadto możliwość przekimania w jakiejś zaspie, co jest ryzykowne, bo nigdy nie wiadomo obok kogo się obudzisz.

Metoda "Pół litra" bywa też potocznie nazywana "Na Jane Ahonena"

2. Tłuszcz zwierzęcy

Nic tak dobrze nie chroni przed odmrożeniami jak wysmarowanie się zwierzęcym tłuszczem (oglądamy dużo Discovery to wiemy). Odpowiedni tłuszcz zwierzęcy można znaleźć na przykład w sklepie spożywczym, ze swojej strony polecamy tłuszcz ryb, bowiem jest nie tylko zdrowy, nie tuczy, ale i zawiera zbawienne kwasy Omega-3, które z kolei regenerują wątrobę (patrz punkt 1.). Ponieważ najlepiej wysmarować się na całym ciele i w trudno dostępnych miejscach, a pomoc warto poprosić na przykład kolegę.

Efekty uboczne – jeżeli kolega zamiast zwierzęcego tłuszczu zaproponuje na przykład wazelinę, to nie szykuje się nic dobrego. Radzimy zastanowić się nad charakterem waszej znajomości.

3. Te, których nazwy nie wolno wymawiać

Choć kończąc szóstą/ósmą klasę szkoły podstawowej przysięgałeś, że to się już nigdy więcej nie powtórzy. Choć w twojej głowie żywe są jeszcze lata upokorzeń z lekcji W-Fu, dyskomfort u Twego wiernego przyjaciela i jego dwóch równie wiernych kompanów (sam Czesław Miłosz nie powstydziłby się tej metafory), godziny spędzone na kłótniach z mamą oraz nasza definicja śmierci cywilnej, w życiu każdego mężczyzny nastaje taki moment – wkłada kalesony.

Efekty uboczne – a co, jeśli ktoś zobaczy?! Po YMCA, Robercie Biedroniu i Tomku Jacykowie kalesony to nie tylko trauma z dzieciństwa,

dziś jest to także symbol wyzwolonego homoseksualizmu

4. Kąpiele w ciepłej Cherry

Nie każdy w życiu mógł dostąpić tego zaszczytu, pewne środowiska postrzegałyby to jako skrajne marnotrawstwo, w każdym razie nic tak dobrze nie robi na odmrożenia, a przy okazji cerę, jak kąpiele w dobrze podgrzanej Cherry Coke z odrobiną goździków i imbiru. Delikatnie musujące bąbelki oraz aromat świeżo zerwanych wiśni pobudzą każdego, po takiej kąpieli będziesz rozgrzany, zrelaksowany, a dzięki zawartej w Coli kofeinie – także zwarty i gotowy do dalszego działania.

Efekty uboczne – radykalne środowiska miłośników Cherry Coke mogą ci tego nie wybaczyć. Po kąpieli będziesz musiał wszystko wypić.

No dobra, może na tym zdjęciu nie do końca jest Cherry Coke, ale akcja rozgrywa się w Kraju Kwitnącej Wiśni, więc się liczy, ok?

5. Rzuć wszystko w pizdu i podróżuj do ciepłych krajów

Zdajemy sobie sprawę, że podróżowanie nie jest obecnie najtańszą z przyjemności, ale na pewno w ofertach last minute znajdzie się coś korzystnego. Grecja, Egipt, a najlepiej Nigeria to kraje, w których panuje obecnie optymalna temperatura. Idziemy zresztą o zakład, że cieplej jest nawet w Skandynawii (PO nawet globalne ocieplenie umie spierdolić). Analizując rynek biur podróży od kilku dni najbardziej atrakcyjne finansowo wydaje się być Haiti, ale ok – nigdy nie żartujemy sobie ze śmierci 200 000 osób – chyba, że chodzi akurat o sympatyków PiSu lub świadków jehowy.

Efektem ubocznym może być na przykład fakt opuszczenia ważnych egzaminów w sesji lub kilku dni w pracy. Poza tym H&M ma zajebistą zimową kolekcję, dla której nasze polskie, dobre galerianki zrobią

absolutnie wszystko

6. Jeśli nie możesz pokonać zimy…

… To ją polub! Wyjdź z przyjaciółmi na dwór i ulepcie bałwana. Pamiętaj, żeby robić to z przyjaciółmi, bo w pojedynkę – w najlepszym wypadku – wezmą cię za niezbyt rozgarniętego pedofila (biorąc pod uwagę, że w dorobku nie masz żadnych filmów, ani nigdy nie miałeś trójkąta z Jokerem, konsekwencje będą chujowe). Zima to także czas na sanki, a także wypad w nasze piękne polskie Tatry na narty (nie snowboard – ze snowboardzistami swego czasu to już Hitler powinien był zrobić porządek).

Katecheza #101: Ciekawostka z okazji niedzieli: choć jakieś 60% naszych czytelników to kobiety, jakoś tak wyszło, że ta notka brzmi jak pisana tylko do facetów. Sami nie wiemy czemu.

* – prawidłowa odpowiedź brzmi: 17. Badania naukowe wykazały, iż osiemnastego dnia żywienia się wyłącznie pizzą (rodzaj Capriciosa, producent Da Grasso Żoliborz) zaczynają pojawiać się pierwsze poważne dolegliwości i – co najgorsze – zaczyna się rodzić niechęć do tego pokarmu olimpijskich bogów, stworzonego na kształt doskonałości samego slońca.

Jesteśmy wielcy!

Styczeń 5, 2010 Jak Żyć 18 komentarzy

Bo piliśmy mleko.

Kurde, nie będziemy was oszukiwać. Nie piliśmy mleka, bo mleko jest paskudne, dorośli pierdolą, że jest zdrowe, ale to nieprawda, dzieci to piją, a potem są brzydkie i grube (mleko jest tłuste). W zerówce lubowały się w nim tylko największe pizdy, te które lały w majty i pierwsze ustawiały się w kolejce na fluoryzowanie zębów. To trochę jak ze szpinakiem, gdzie rodzice sięgali nawet po

medialną prowokację z żydowskim wegetarianinem w roli głównej,

a dziś wszyscy wiedzą, że to gówno powoduje raka wątroby, zeza, stulejkę i Alzheimera.

Co to my…

A!

Ale pomimo różnych takich, leżakowania, bana na Power Rangers, dzieciństwo naszego pokolenia było całkiem zajebiste, ile je trzeba cenić, ten tylko się dowie, kto choć raz miał w buzi gumę Turbo. Dość wspomnieć, że dziś raczej mało kto przychylnie patrzy na zwrot “guma w buzi”.

Nikt chyba nie zaprzeczy, że ze Świętym Mikołajem czy bocianem, który przynosi dzieci trochę robiono nas w chuja. Dziś dzieciaki mogą przeglądać w necie porno i wysyłać sobie bluzgi sms’ami, my niestety zostaliśmy jebanymi językowymi purystami, którzy poprawną polszczyzną, rumieniąc się na dźwięk słowa “kurczę” czytaliśmy “trudne pytania” w Bravo. Swoją drogą, anegdotka, od kilku miesięcy jeden z nas pisze horoskopy do pewnego, szanowanego na naszym rynku czasopisma (serio). My naprawdę mówimy wam jak żyć.

Jeden z nas - real foto! (BCM)

Nieskromnie przyznamy, że za naszych czasów lepsza była także kinematografia. Prosty przykład – Avatar. Banda dzikusów, przerośniętych zwierząt, które bezproduktywnie zapierdalają po lesie porywa się na ludzką cywilizację, która osiągnęła kolejny poziom humanizmu i doskonałości eksplorując galaktykę. Jak dziecko, które obejrzy taki film, ma potem spać spokojnie? A trójwymiarowe jest to kurde tak, że najbardziej wystająca była reklama Cyfry +.

Chciałoby się powiedzieć, że za naszych czasów lepsze mieliśmy także dupy, ale sami popatrzcie

że się kurde nie da :/

Nie żebyśmy byli jakimiś wielkimi fanami, ale wychowani na Natalce Kukulskiej wybrzydzać po prostu nie możemy. Choociaż, chooociaż, chooooo…

Geri!

Ona miała niestety pecha, bo wtedy jeszcze nie patrzyliśmy na nią “w ten sposób”, a dziś to już niestety stara dupa jest [*].

Kiedyś lepsze były gry komputerowe. Pamiętamy czasy, kiedy przy jednym komputerze pięciu kolegów mogło grać na raz w Need For Speeda (czterech odpowiadało za kierunki, a jeden za hamulec) i to był kurde multiplayer, a nie jakieś Tibie, przy których większość gimnazjalistów dopiero uczy się pisać i czytać. Swoją drogą gry naszej epoki wyglądały lepiej niż ta cała Tibia, więc chyba naprawdę nie było tak źle?  To były piękne czasy, kiedy siadało się do komputera i konsoli bez alkoholu. Dziś się tak nie da, bo gry są słabe. Dlatego pijemy! No i nie było e-sportowców, czyli kolesi, którzy w Counter-Strike’a grają po 15 godzin dziennie, a szczycą się tym jakby naraz wygrali całą kurwa Olimpiadę.

Z perspektywy czasu miło wspominamy czasy kiedy szyto spodnie, od których jajka nie podchodziły pod szyję i bez wieśniackich kamizelek w stylu indie. Bo dziś każdy chce być indie, alternatywny, electro, a jak nie wiesz jak ma na imię wokalista Coldplaya to jesteś pierdolonym dziwakiem i zostaniesz wyklęty. Nie wierzysz? Czasem mamy wrażenie, że Krzysiek wciąż trzyma się w Polsacie, bo jeszcze jako-tako ogarnia to całe gówno.

Weronika wolała Razom nas bahato

Nie wspominając już o rozmaitych romantycznych bohaterach dzieciństwa, na których tle Szyc, Dorociński czy tam nawet Małaszyński są zwykłymi pizdami. Kto z nas oglądając Psy te piętnaście lat temu nie uronił łzy, gdy Franz Maurer wypowiadał kultowe słowa “w imię zasad skurwysynu” stając się zarazem mottem sporego wycinka młodzieży lat 90-ych? Kto z nas nie stał w kącie za “bo ty stara dupa jesteś” wypowiedziane w kierunku przedszkolanki?

Tak to kiedyś było, a nie!

Błogie czasy bez podatków, sesji, obowiązków dydaktycznych względem internautów, itd. minęły bezpowrotnie. Gdyby dziś któryś z nas zdecydował się na dziecko (spokojnie, nie zrobimy tego, dzieci śmierdzą takim obleśnym mydełkiem, drą ryje, płaczą i kosztują, a to by zabiło kilka bardziej rozrywkowych sektorów rodzimej gospodarki, no ale gdyby) to prawdopodobnie gdyby była to dziewczynka to miałaby na imię Cherry Coke. :) (chyba spodziewaliście się jakiejś głębszej myśli, ale to już koniec notki, więc po co się napinać?)

Katecheza #71: Jesteśmy wielcy!

Jak baunsować w Święta?

Grudzień 24, 2009 Jak Żyć 8 komentarzy
Miejmy to już za sobą, ok? Wszystkie dobrego, ple ple ple! A teraz: czadu!

Miejmy to już za sobą, ok? Wszystkie dobrego, ple ple ple! A teraz: czadu!

Nie ma wody,  pękły rury,

z kranu lecą  same wióry,

ja pitolę, ja nie mogę,

czym umyję dziś podłogę?

Hoop Colę daj, colę daj!

Tę staropolską kolędę dedykujemy naszemu koledze i wiernemu czytelnikowi, który przez trzy dni przed świętami nie miał wody. Nie żeby jakaś napina, w końcu dzisiaj Święta, ale kto pił Hoop Colę ten wie.

Zresztą znamy się na tyle długo, że chyba wiecie o co nam chodzi.

I oto nadeszło naczelne święto międzynarodowego feminizmu. Kto by pomyślał, jeszcze kilkanaście lat temu, że mężczyźni, niestrudzeni myśliwi, samce alfa, baroni melanżu, itd. będą siedzieli w kuchni w pedalskim fartuszku krojąc warzywa na sałatkę? My na pewno nie! Ale w końcu dziś Wigilia, darujemy więc feministkom, lewakom, nazistom, pedałom i ekologom (choć mamy w domach taaaaaaakie zajebiste choinki prosto z lasu).

Długo zastanawialiśmy się czy puścić specjalną notkę świąteczną czy jednak planowaną na koniec grudnia “jak zamawiać dziwki”. Ostatecznie uznaliśmy, że wasze jak wasze, ale własnych uczuć religijnych obrażać nie będziemy.

Akt 1: Coraz bliżej Święta

Okres świąteczny to nie mniej, nie więcej niż dramat w trzech aktach. Akt 1: Coraz bliżej Święta.

Pośrednio to właśnie ten etap jest winien, że notkę świąteczną czytacie dopiero teraz, a nie na przykład dwa dni temu. Niestety – sprzątanie. Sprzątanie jeszcze raz, bo niedokładnie, sprzątanie jeszcze raz bo jeszcze tu i tu, bieganie po sklepach, a na końcu krojenie jakiejś pedalskiej sałatki to zakres obowiązków, który raz na zawsze uświadczył nas w przekonaniu, że po definitywnym opuszczeniu domów rodzinnych NIGDY SIĘ NIE OŻENIMY. Już pomijając fakt, że małżeństwo to przyzwolenie na tycie, bo to materiał na osobną notkę. Albo i trzy.

Nie będziemy się rozwodzić nad kolejkami w sklepach czy wszechobecną komerchą, bo takie marudzenie jest dobre dla gościa, który nie potrafi sobie zrobić budyniu. My w zasadzie ten świąteczny klimat lubimy i wręcz ubolewamy, że w tym roku było go tak mało. Nie każdy ma tak dobrze, że mu ugotują, ewentualnie, że kierowany cennymi wskazówkami pokroi sałatkę warzywną (która naturalnie będzie HITEM Wigilii). Jako, że i my czasem jesteśmy studentami, doskonale rozumiemy inicjatywę pizzy z makiem, Cherry Coke z uszkami czy ciasta nasączonego 0,7L Smirnoffa (na dwóch).

To też fajne, ale bez przesady!

Akt 1 to także ubieranie choinki. Generalnie właściwą ścieżką życia jest choinka z lasu (na pohybel tym pedałom z grinpisu). Sztuczna choinka prezentuje mniej więcej ten sam poziom zajebistości co sztuczny śnieg, więc za rok poważnie zastanówcie się, nim rozstawicie w salonie kawałek zielonego plastiku.

Z prezentami jest natomiast dziwna zależność, że im więcej prezentów kupisz bliskim, tym sam mniej dostaniesz (cofnijcie się myślami wstecz… ha?!), dlatego najlepiej nic im nie kupować, ew. po parze skarpetek, ludwik jakiś, może wykałaczki młodszemu bratu.

Akt 2: Przy stole.

A ona najebana tańczyła na stole

Osoby dramatu: Ty, rodzeństwo, rodzice, starzy ludzie z rodziny, obleśni starzy ludzie ponoć z rodziny

Zła wiadomość jest taka, że w Wigilię Da Grasso nie działa, nie ma nawet zasranego kebaba, w sumie nie wiemy czemu, skoro robią go głównie Turasy. Mają swoje święto Hakana Sukura czy co? No w każdym razie skazani jesteśmy na całkiem wypasioną kolację, choć widok obleśnych starych ludzi, którzy ponoć są z nami spokrewnieni, którzy oczekują tytułowania per “wujek” i “ciocia” i pytają jak na studiach i kiedy ślub (nadal się dziwicie, że życzymy im śmierci?), także człowiek ucieka myślami do dekadencko-studenckich czasów wczorajszej pizzy w mikrofalówce o poranku.

Bo nie czytał jak pić wódkę

Ale Wigilia to przede wszystkim okres radości związany z narodzinami Jezusa. Zaczyna się od symbolicznej lektury fragmentu Pisma Świętego i choć dalej są naprawdę dużo lepsze kawałki, zamiana wody w cherry, zmartwychwstanie, lewitacja, itd. konserwatywni obleśni starzy ludzie ponoć z rodziny zawsze domagają się “w owym czasie” – dalej znacie.

Daliście się nabrać z tym poprzednim akapitem? Pewnie nie – Wigilia to przede wszystkim prezenty. Oczywiście OSLPZR to pasożyty i darmozjady więc nie przynoszą nic, albo przynoszą paczkę zapałek “bo takie praktyczne, a jakie te łebki kolorowe”. Normalni członkowie rodziny odnajdują jednak perwersyjną przyjemność w obdarowywaniu się niezbyt praktycznymi, ale fajnymi prezentami i to jest dobre (tako rzeczemy my).

Najgorzej, jak ktoś z rodziny dobrowolnie zaoferuje się, żeby przebrać się za Świętego Mikołaja. Mówcie co chcecie, ale to znaczy, że na bank macie przed sobą PEDOFILA.

Prof. Miodek w liście nadesłanym do redakcji pytał nas czy “ubić karpia” jest synonimem masturbacji. Panie profesorze!

W tych strojach śpiewaliśmy radośnie "White Christmas" z Dżordżem Majkelem zanim jeszcze odkrył, że jest gejem.

W tych wdziankach śpiewaliśmy "Last Christmas" z Dżordżem Majkelem zanim odkrył, że jest gejem.

Akt 3: Aftierparti (to po rosyjsku właśnie “Pasterka”)

Natomiast sporo problemów sprawia finalny aspekt dnia wigilijnego, a mianowicie Pasterka. Nazwa “Pasterka” wywodzi się z XVII wieku z rejonu Tatr. Po wigilijnej kolacji górale oddawali się tradycyjnym czynnościom seksualnym wraz ze swoimi (uwaga, brzydkie słowo) małżonkami, a ponieważ większość z nich miała i tak tylko jedno zajęcie – powszechnie przyjęto chodzenie na “pasterkę”. Niestety jakiś kretyn w XX wieku porwał się na tradycję i teraz zmarźniesz, dasz na tacę, będziesz stał 1,5h w kościele, ale jedno jest pewne – nie poruchasz.

Mało kto wie, iż 26 grudnia obchodzimy święto dwóch baronów baunsu, naszych wielkich przodków Kazizara i Kubara, którzy – wbrew legendzie – jako pierwsi przyszli oddać pokłon Dzieciątku, przynosząc mu Coca Colę (Cherry Coke narodziła się kilkanaście lat później) i Xboxa. Po sobie zostawili ślad w postaci Gwiazdy Betlejemskiej, zaś okoliczny Hilton rozpadł się i została tylko okoliczna stajnia – taka była impreza. Resztę znacie.

Katecheza #84: A oto, co Święty Mikołaj robi, gdy nie dostarcza wam prezentów:

Bonusowa Katecheza #85: Bo śnieg!

Jak wyrywać laski?

Grudzień 12, 2009 Jak Żyć 15 komentarzy

Kobiety lubią, kiedy jesteś wobec nich szarmancki.  Pamiętacie “Titanica”? Jest taka scena, gdy mężczyźni puszczają kobiety przodem do szalup ratunkowych. Zrobili to, gdyż chcieli zamoczyć, ale za sprawą ironii losu zamoczyli jedynie w Atlantyku. Dlatego apelujemy o umiar i złoty środek, a gdy statek tonie, spierdzielaj z niego pierwszy (chyba, że jesteś kapitanem, ale kapitanowie raczej nas nie czytają, bo na morzu nie ma internetu).

W odpowiedzi na listy, maile, telefony, ożywienie na grupach dyskusyjnych i szkolnych kołach zainteresowań. W walce przeciwko niżowi demograficznemu i Susan Boyle, na złość wszystkim zatroskanym ojcom (może poza Józefem Fritzlem), redakcja Jak Żyć nauczy was dziś

http://www.klubowa.pl/grafika_dod/foto/podryw.jpg

jak wyrywać laski.

Zanim zaczniesz lekturę poważnie zastanów się czy laska jest ci w ogóle potrzebna do szczęścia, czy twoje (wspaniałe! ekscytujące! pozbawione zobowiązań!) życie jest gotowe na tak drastyczną zmianę. Przypomnij sobie jak typowa kobieta wygląda

bez makijażu

bez makijażu

a jeśli i ten argument cię nie przekonuje – przeczytaj sobie blog naszego czytelnika (swoją drogą stary, użyj wreszcie siekiery, którą trzymasz w garażu bo jeśli się nie pospieszysz, to MY to zrobimy).  Oczywiście kobiety mają też swoje zalety i zapewne wszyscy czytelnicy wiedzą co mamy na myśli :). Podpowiadamy – chodzi oczywiście o pranie, gotowanie i sprzątanie, a wyjaśniamy, bo feministki tradycyjnie podniosłyby larum, że traktujemy kobiety wyłącznie w charakterze wyposażonych w cycki sexmachines.

Troszkę się zagadaliśmy, skill w robieniu bloga już nie ten co kiedyś, ale stało się tak po części dlatego, że ostatnio pijemy troszkę mniej Cherry Coke (odkryliśmy ile ma kalorii!).  Do sedna!

1. Bądź szarmancki

No to już w zasadzie omówione, tylko nie przeginaj za bardzo, bo zamoczysz w Atlantyku.

Skoro nawet Leo skończył w Atlantyku to ty też na pewno tam skończysz.

2. Bądź bogaty

Tutaj nie ma wielkiej filozofii. Wszystkie fajne laski lecą na kasę. Oczywiście jest grono lasek (pewnie feministek), które lecą na urodę, wnętrze, ple, ple, ple, pierdu, pierdu, ale dziwnym trafem takie są przeważnie bardzo brzydkie.

Za CNS OBOP

Za CNS OBOP

Ponadto istnieje tzw. (choć wciąż będąca tematem tabu) Reguła Biedaka. Tyczy się to ubogich, mniej więcej dwudziestoletnich mężczyzn, którzy za pieniądze oddają się często dwukrotnie starszym kobietom. Działa to tak:

- tak czy siak poruchasz (co jest w tym wypadku obleśne, ale)

- dorobisz do kieszonkowego (co jest fajne, więc)

- staniesz się bogatym (co jest piękne i)

- spełnisz punkt drugi (więc)

3. Miej pasję.

Laaaski uwielbiają facetów z pasją. Tylko to nie może być pasja pokroju “lubię się uczyć”, “lubię jeść makaron” czy “lubię składać modele plastikowych samochodów”. To się dziś nie sprzedaje. Generalnie poza konkurencją jest “piszę bloga jak żyć”, ale my już to sobie zaklepaliśmy. Kolejne kluczowe słowa to

- tańczę

- mam talent

- jestem Naznaczony

- występuję w reality show

I inne takie, generalnie katalog lansu wyznacza TVN, wystarczy przejrzeć ramówkę, oczywiście nie róbcie tego bezkrytycznie, “oglądam Rozmowy w Toku” nigdy nie będzie się sprzedawało wśród lasek.

Tak zupełnie przy okazji przypomniało nam się żeby nie wyrywać lasek przez internet, bo ty będziesz ją sobie wyobrażać tak:

O tak

A w rzeczywistości będzie to tak:

O Jezus Maria

Kiedyś już chyba o tym zresztą pisaliśmy…

4. Bądź kreatywny

Tutaj nie obędzie się bez kilku chwytów. Każdy maczo musi mieć swój chwyt, najlepsi mają ich kilkadziesiąt, my znamy ich kilka tysięcy, ale ponieważ nikt nie płaci nam za to, że piszemy tego bloga, ograniczmy się do kilku najciekawszych.

(Tutaj mieliśmy naprawdę długi wywód, ale ten fragment kupiła od nas amerykańska stacja telewizyjna na potrzeby swojego serialu, w związku z czym podeprzemy się YouTubem)

5. Atak bezpośredni

W tak umiłowanych przez nas czasach paleolitu zainteresowany wyrwaniem neandertalskiej laski neandertal po prostu porywał ją z jaskini jej ojca. Niestety czasy się zmieniły i poza Austriakami (którzy porywają laskę z piwnicy jej ojca) baby się wyemancypowały.

[tu będzie trochę przegadany akapit, ale napisaliśmy go w trakcie walki pudziana z najmanem, a przecież musięliśmy jeszcze ze dwa razy mrugnąć okiem]

Dzisiejszą laskę najłatwiej jest wyrwać w klubie. Tutaj rodzi się klasyczny dylemat, ponieważ w klubach, szczególnie wiejskich, przeważają tępe idiotki niezbyt lotne białogłowy. Odpada też biblioteka, bo tam przesiadują same pasztety, na przystanku autobusowym najpewniej zostaniesz wzięty za zboczeńca, jeśli zapozna cię kolega to jesteś niezaradną cipą, jeśli wyrwiesz na czacie to za sex i tak będziesz musiał płacić, a jeśli dosiądziesz się do niej w kinie, to chłopak, z którym przyszła, może poczuć się nieco niezręcznie.

Tak przy okazji - w trakcie seansu unikaj pytania się na całą salę czy "ej, widziałeś to?"

Tak przy okazji - w trakcie seansu unikaj pytania się na całą salę czy "ej, widziałeś to?"

Tak naprawdę dobrym miejscem na podryw jest galeria handlowa. Czytelnicy bardziej zboczeni, a zarazem zapoznani z przebojami rodzimej kinematografii, zapewne radośnie zahihotali, ale my jesteśmy śmiertelnie poważni. Dla zasady odrzucamy tym razem wszystkie panienki z serii “jeśli kupisz mi loda, to zrobię ci spodnie”.

Dobrym miejscem na podryw jest toaleta publiczna. Ale tylko jeśli jesteś gejem. My nie lubimy gejów bo robią korki na mieście, więc nie będziemy was uczyli jak ich zarywać.

6. Dlaczego ostatnio mało piszemy?

Jakby wam powiedzieć...

7. Bądź zadbany

Generalnie nie mówimy ludziom o podstawowych tajnikach higieny osobistej, ale ponieważ akcja naszego dramatu rozgrywa się w internecie przypominamy, że po trzydniowej sesji World of Warcraft człowiek też się brudzi.

8. Nie czytaj internetowych kursów podrywu

Internetowe kursy podrywu są pisane dla desperatów (z całym szacunkiem, ale pod koniec notki powinniście się już zorientować). Nasz jest troche bardziej zajebisty, bo tworzy go elita intelektualna narodu, ale wystrzegajcie się porad pisanych przez konkurencję:

Chodzi mi o siłę charakteru. Znasz pary, w których facet jest kompletną ciotą i tańczy tak jak jego partnerka mu zagra? Heh Może nawet i ty byłeś taki? (…) One chcą silnego faceta a nie cioty! One chcą faceta odpornego na ich głupawe wątpliwości, na ich marudzenie, na ich testy i manipulacje. Każda kobieta gra w takie gierki prócz tych, które boją się, że Cię stracą jeśli zrobią coś nie tak!

ą

A tak skończysz jak będziesz czytać poradniki konkurencji

Wywody konkurencji mają bardziej kazuistyczny charakter, nie zmienia to jednak faktu, że bezpośrednie podejście do problemu może przysporzyć więcej dylematów niż rozstrzygnięć. My napisaliśmy w pipkę poradnik dlatego, że jesteśmy fajni, ale wierzymy, że i poradnik od dresów dla dresów wyceluje w swój dobrze wykalibrowany target.

9. Bądź obojętny.

Laska po prostu pokocha cię kiedy obdarzysz ją chłodną, perwersyjną obojętnością. Przeciwne zachowanie przyniesie przeciwny efekt. I od razu.

10. Nie zapraszaj laski na zrobioną przez siebie kolację.

Rozumiemy, że kryzys gospodarczy w pełnej krasie, rozumiemy, że z własnej jadalni dość blisko do sypialni, ale na litość boską żaden porządny facet nie potrafi gotować, a jeśli potrafi gotować to nie powinien się do tego przyznawać.

Faceci, którzy potrafią gotować i oficjalnie akceptujemy to:

-  Turek z kebaba przy Metrze Świętokrzyska i z Sahary

- kucharz z pizzerii Dominium

Koniec kropka, cała reszta jest niemęska.

11. Kupuj kobiecie kwiaty.

Nie dlatego, że tak trzeba, że taki jest kanon, że będzie jej miło i w ogóle. W tym akapicie chcieliśmy tylko zagrać na nosie ekologom, których nie lubimy, uważamy ich za pedalskich, poprzebieranych za drzewa terrorystów, którzy nie mają normalnych pasji i zamiast się napić, poruchać czy nawet kurde poczytać książki wolą zawracać innym dupę swoimi urojeniami.

Ps. Znamy teorię, która zabrania kupowania kobietom kwiatów, bo żywe rośliny budzą w nich uczucia macierzyńskie, ale niechęć do ekologów jest większa.

12. Adoptuj małego murzynka!

Nic tak nie działa na kobiety jak małe dzieci. A ponieważ ostatnio panuje moda na dzieci z Afryki, szczególnie rekomendujemy adopcję małego murzynka. Nic tak nie rozczula i nie roztkliwia na pierwszej randce jak kochający ojciec z historią wspaniałej miłości podczas jego ostatniej podróży do Kilimandżaro.

Kilimandżaro - 5895 m n.p.m. Jak Żyć Bawi i Uczy

Nie zapomnij wspomnieć o goniącym cię tygrysie oraz porwaniu przez plemię dzikich Pigmejów. Wyimaginowane eskapady lubią być niebezpieczne.

13. Powiedz nie seksowi na pierwszej randce!

Gdy laska będzie już twoja, a wszystkie sprawy będą zmierzały w wiadomym kierunku powiedz stanowcze nie powołując się na normy etyczne lub religijne.

Naprawdę w to uwierzyłeś?

Chcemy, żebyś przestał odwiedzać naszego bloga…

14. Udawaj geja!

Tylko żeby ci nie przyszło do głowy chodzić na jakieś dziwne porady. Udawaj geja, będziesz tym samym niedostępny i intrygujący. Ze statystyk zresztą dość jasno wynika, że geje są bardziej intrygujący od reszty społeczeństwa, nawet Jarkowi po kaming ałcie skoczyły sondaże o jakieś 2%.

Wynik badania na grupie 1000 mężczyzn

W swojej roli musisz wypaść wiarygodnie. Przeciągaj samogłoski jakby bolała cię pupa np. od siedzenia na twardym krześle, często przytaczaj słowa Roberta Biedronia oraz głośno dywaguj na temat jesiennej ramówki TVN STYLE.

15. Wiek

Liczba 15 nieprzypadkowo została powiązana z kwestią wieku. Przypominamy, iż zgodnie z ustawodawstwem polskim jest to bardzo drażliwa bariera, a jeśli nie macie dorobku w kinematografii (np. nie jesteście znanym reżyserem) dla bezpieczeństwa zawsze pytajcie nawet o dowód.

Naprawdę nie wiemy co my ostatnio z tymi fotkami do notek mamy...

Naprawdę nie wiemy co my ostatnio z tymi fotkami do notek mamy...

Oczywiście kobiety nie lubią gdy się je pyta o wiek (tak też tłumaczył się pewien znany reżyser) dlatego najlepiej będzie jeśli zrobicie to dyskretnie. Kilka pytań na temat stanu wojennego (jeśli pamięta za dobrze to uciekajcie, to przyczajona czterdziestka!), rządu Bieleckiego czy wreszcie Olimpiady w Atlancie i jesteście – jak to się mówi – w domu (jej albo Twoim).

16. Teatr czy kino?

Sprawa jest prosta – zależy czy idziesz tam z ładną czy z brzydką dziewczyną. Jeśli dziewczyna jest ładna – proponujemy kino. Filmy i tak można ściągnąć z RapidShare’a, gdyby pewne istotne elementy dzieła z nieuzasadnionych powodów nagle nam umknęły.

Czemu teatr z brzydką dziewczyną? Wbrew pozorom to nie efekt pogardy dla sztuki. Po prostu przedstawienia teatralne dzielą się na akty. Jeśli uznamy, że jednak nie da rady wytrzymać do końca, można łatwo zerwać się w trakcie. Na dodatek brzydkie dziewczyny bardzo lubią teatr, więc może nawet nie zauważy twojej absencji i nie opowie koleżankom, jaki z ciebie

17. Zimny drań.

To zasadniczo największy dylemat. Być zimnym draniem, ciepłą kluchą, wielką cipą czy może naczelnym błaznem. Oczywiście, że moglibyśmy napisać: bądź sobą, ale ponieważ czytasz internetowy poradnik o wyrywaniu lasek, na twoim miejscu wiele byśmy się po sobie nie spodziewali. Dlatego właśnie powinieneś zostać zimnym draniem, człowiekiem bez uczuć, emocji i serca.

To działa w dość prosty sposób:

- weź od laski numer i nigdy nie zadzwoń, pierwszy tydzień będzie dla niej mordęgą

- idź z laską na randkę, powiedz, że było super i koniecznie musicie to powtórzyć, a potem nigdy więcej do niej nie dzwoń

- idź z laską na randkę, puknij ją, po czym nigdy więcej do niej nie dzwoń

- (najlepsze) idź z laską na randkę, zrób jej dziecko, po czym zmień numer telefonu

18. Zaczepianie obcych

Z któregoś tam punktu u góry (już się pogubiliśmy, a Pudzian właśnie dzwonił i pytał czy będzie dziś nowa notka) mogliscie się dowiedzieć, że odradzamy zaczepianie obcych, ale skoro musicie – róbcie to z klasą. Proszenie o papierosa, ogień, drobne na bilet czy podanie godziny są takie patetyczne. Co to za facet od zegarka?

“Czy mogę cię puknąć?”, “Może byśmy się przespali?”, “Mam wieeelkie łóżko (i nie tylko)” to wspaniałe slogany, których skuteczność wynosi jakieś 4%, niemniej warto. Oszczędzi czasu, poza tym doskonale komponuje się z doktryną krótkiej piłki.

Im więcej laska wypije, tym lepiej!

19. Gdy mówisz coś ciekawego – zawsze kończ w najlepszym momencie.

I kiedy już laska jest twoja, wypróbujesz wszystkie nasze chwyty, oczarujesz ją swoim jestestwem, przeniesiecie się do twojego mieszkania, wzniesiecie na wyżyny rozkoszy pamiętaj, żeby nigdy, ale to nigdy…

Katecheza #69: A jeszcze co do zasady szkolnej miłości – zagraj na opak. Zakochaj się w klasowym pasztecie, to będzie na ciebie leciała największa laska w szkole!

14. Udawaj geja!

Tylko żeby ci nie pr

Uciekajcie do Azji

Listopad 18, 2009 Jak Żyć 13 komentarzy

Musicie nam wybaczyć sporadyczną ostatnio częstotliwość notek, ale wszystko w trosce o rzetelność. Otóż w odpowiedzi na liczne listy, maile i anonimy z pogróżkami (te ostatnie są jakby mniej mile widziane) postanowiliśmy w końcu nauczyć was jak wyrywać laski. A ponieważ zanim coś napiszemy na blogu, najpierw testujemy w praktyce, w ostatnim miesiącu mieliśmy pełne ręce (ekhm) roboty. O tym jednak niedługo (może na święta), dziś bowiem udowodnimy wam, że przyszłość leży w Azji.

Pamiątkowe zdjęcie Kazika z wakacji.

Korespondencja z Azji, ekipa JŻ!

Generalnie nie jest tak, że przyszłość naprawdę leży w Azji. Punktem wyjścia jest ucieczka poza granice Unii Europejskiej, a ponieważ Ukraina się nie nadaje bo tam psy dupami szczekają (ostatnio także świnie), nowy amerykański prezydent wpędził w sporą konfuzję antysemitów, a w Afryce jest kurewsko ciepło, ostatecznie nasz wybór padł na Azję. Edit: Ktoś tam w komentarzach podpowiada, że jest jeszcze jakaś Australia, ale widocznie chciał błysnąć i oczywiście zgasł. Przecież Australia leży w granicach UE, gdzieś tam obok Szwajcarii, mają tam kangury i dziobaki i mają też takie faaajne piwnice. My wiemy lepiej, a jakby na potwierdzenie piąteczki z geografii były na maturze!

Czytelnicy, którzy nie przeglądają serwisów informacyjnych z pewnością zadadzą pytanie “dlaczego?”. Sprawa jest prosta, w naszym kraju się pierdoli, konstytucyjna głowa państwa jest chora (w sensie przeziębiona) i trafiła do szpitala, premier chciał wejść all-inem, a checknął go Kamiński, co niestety może przyfoldować poparcie dla Platformy. Istnieje realne ryzyko, że jełopy z UPR (tak, tak, wklejcie swój program pod notką) dojdą do władzy lub chociaż wejdą do sejmu, a to już wystarczający powód, by spierdzielać gdzie się da.

Realnym powodem jest jednak Unia Europejska. Na potrzeby tej notki (i nie tylko :() zapoznaliśmy się bliżej z tajnikami prawa Unii Europejskiej i przyznamy szczerze, że takiego pierdolenia jeszcze nie czytaliśmy (a czytaliśmy blog Joanny Senyszyn). Z tej powalonej organizacji naprawdę trzeba uciekać, bo dziś zajmują się ilością emulgatorów owocowych w landrynkach, ale w 2012 w sprawie Komisja vs Izaak Stollzstein w ramach tolerancji religijnej obrzezanie stanie się obowiązkiem wszystkich facetów, w 2015  w głośnej sprawie Komisja vs Zbigniew Ziobro przynajmniej jedna osoba na czteroosobową rodzinę będzie musiała legitymować się jako homoseksualista, a w 2020 (Komisja vs Obama, to chyba oczywiste?) wszystkich nas przemalują na czarno! Ale my już wtedy będziemy sobie smacznie popijać sake.

Komisja własnie postanowiła, że od tej pory podpisy pod obrazkami będą mogły mieć tylko 145 znaków ze spacj

Komisja własnie postanowiła, że od tej pory podpisy pod obrazkami będą mogły mieć tylko 145 znaków ze spacj

Azja to piękny kontynent, trzeba tylko znaleźć dobre miejsce do mieszkania. Góra odpada, bo jest tam strasznie zimno, a na dodatek Rosjanie w kółko testują sequel Sputnika. Odpada też południe, ponieważ mieszkańcy Indii mają słabe głowy i robią niezbyt smaczne kebaby, a więc osiedlając się tam, stalibyśmy się pierdolonymi hipokrytami. Z podobnego powodu odpada cały Bliski Wschód, bo choć kebaby mają tam zajebiste, a w Dubaju można nawet pojeździć na nartach (i żeby nie było za pięknie – także na snowboardzie), to jednak ich radykalny stosunek do alkoholu nie wróży nam długiej kariery. Istnieje także dość spore prawdopodobieństwo, że poznaliby się na naszej zajebistości, a Kuba i Kazik (jak głosić będzie Koran) zawstydzili Mahometa.

Gdy już znudzi nam się Bliski Wschód, to jak ten Mojżesz poprowadzimy was przez pustynie (ha, piąteczki z geografii) do Japonii. Uwaga, w tym miejscu burzymy mit seksownych Azjatek. Musicie jednak wiedzieć, że Japonki wcale nie są specjalnie seksowne, a jeśli ktoś myśli inaczej to się naoglądał Azjatek z Holiłudu, wymieszanych ze szlachetną europejską krwią. Jeśli ktoś swoją opinię na temat seksownych Azjatek czerpie z Czarodziejki z Księżyca to oficjalnie informujemy, że powinien się leczyć.

Swoją drogą niedawno dowiedzieliśmy się, że dwie spośród czarodziejek były lesbijkami i – choć po cichu już od piątego roku życia coś nam w tej relacji nie grało – było to dla nas naprawdę wielką traumą. Ale to, jak i szykowany przez nas pozew przeciwko Polsatowi, to już tak poza katechezą.

Przyznacie sami, że w tej relacji zawsze coś widzowi "nie grało"!

Przyznacie sami, że w tej relacji zawsze coś widzowi "nie grało"!

Japonia to także kraj wykwintnych potraw. Wprawdzie nie serwują tam na tak wielką skalę pizzy i kebabów, a ponieważ jesteśmy warszawską śmietanką i TVN zatrudnia nas w przynajmniej trzech ze swoich pięciu seriali przejadło nam się sushi, to jednak i tak warto pokusić się o skosztowanie takich specjałów jak sake i wódka na ryżu (no chyba was pogrzało, jeśli naprawdę myśleliście, że będziemy się tu rozpisywać o kuchni azjatyckiej). Porządnie najebani z przyjemnością weźmiemy udział w jakimś japońskim teleturnieju, aczkolwiek na pewno nie jednym z tych, w których nagrodą jest wąchanie tyłka swojego kolegi. To mogłoby zaburzyć nasze wzajemne relacje, a to z kolei okazałoby się wielkim ciosem dla geniuszu płynącego z tego bloga.

Przez krótki czas zastanawialiśmy się nad Chinami, bo choć tamtejszy ustrój nie jest naszym ulubionym, to jednak Mao jakiśtam (czy ktośtam inny, w szkole przykładaliśmy się głównie do geografii, mniej do wosu) przynajmniej nie wydaje dyrektyw na temat kształtu mydła w kostce czy zapachu paprykarzu w puszce (nie jesteśmy pewni czy słowo “zapach” nie jest w tym wypadku pewnego rodzaju nadużyciem). Poza tym tam wielki wódz też jest mały, zakompleksiony i złośliwy, a przecież ruszamy w poszukiwaniu – także – orientu i egzotyki.

I jak to się ma do dobrego, staropolskiego kebabu?

Nie chcielibyśmy żebyście odebrali naszą notkę na temat wyprawy do Azji jako motywowaną jedynie dobrym jedzeniem, dobrym alkoholem i ładnymi laskami, choć niestety troszkę tak właśnie jest. Tak samo, jak prawdą jest, że tych z Unii naprawdę popierdoliło i zajmują się takimi bzdurami, na jakie nie wpadłyby najbardziej światłe umysły polskiego parlamentu. To trochę smutna i prorocza zarazem notka, pamiętajcie o tym, lokując kapitał w nieruchomości.

Katecheza #44: Jeśli nie smakuje ci sushi to nigdy nie wystąpisz w Dzień Dobry TVN.

Korkociąg – instrukcja obsługi

Październik 18, 2009 Jak Żyć 27 komentarzy

Na początku chcieliśmy podziękować za to, że sympatycy Unii Polityki Realnej w końcu przestali przeklejać program partii do komentarzy pod poprzednią notką. Jest nam też trochę przykro, że niektórzy internauci przyrównywali nas do Kominka. Naprawdę myślicie, że my, baroni życia, chcielibyśmy mieć cokolwiek wspólnego z kolesiem, który nie potrafi sobie zrobić budyniu? Chyba powinniście wrócić do lekcji “jak czytać naszego bloga“, a jak nie – wracajcie do porad kolesia od budyniu. Na pewno

daleko na tym zajdziecie!

daleko na tym zajdziecie!

W życiu przychodzi taki okres, że w lokalnym Starbucksie zabrakło kawy i aby poczuć się bardziej wysublimowanym postanawiasz napić się wina. I o ile masz więcej niż 40 lat lub mniej niż 20 i najpewniej jeszcze mieszkasz z rodzicami (jeśli masz 30 lat i nadal mieszkasz z rodzicami to coś jest nie tak) to w twoim domu znajdziesz korkociąg, tak jeśli jesteś w typowo studencko-rozwojowym wieku – masz przewalone. To swoisty fenomen, że w studenckim mieszkaniu można znaleźć zastygłą magmę wulkaniczną, monety z czasów Napoleona, okulary należące do Paris Hilton, dzielnicowego uwięzionego w szafie, a korkociągu ani rusz!

Przyczyna takiego stanu rzeczy jest dość prosta. Przede wszystkim nie wiadomo, gdzie coś takiego kupić. Okazuje się, że sklep spożywczy nie posiada, sklep papierniczy, kosmetyczny, z garnkami! (to ma jakąś ładną nazwę, ale nie pamiętamy jaką, poza tym połowa z was i tak by nie wiedziała o jaki chodzi) też nie. I tak oto młodzi ludzie pozostają bez korkociągu. Istnieje podejrzenie o międzynarodowym spisku i zakazie sprzedaży korkociągów osobom poniżej czterdziestego roku życia, w związku z czym wszystko staje się jasne.

Młodzi ludzie pozbawieni dostępu do luksusu zwanego korkociągiem muszą we własnym zakresie zdobywać dostęp do alkoholu. I o ile 90% z nich decyduje się ostatecznie wybrać wódkę, tak niektórzy uparcie obstają przy winie,  wybierając tym samym drogę świadomej abstynencji. Wino stoi w honorowym miejscu aż do czterdziestki, zaś takie osobniki lansują się gejowskim hasełkiem o tym, że “im wino starsze tym lepsze”.

Wino jako przedmiot rozważań i cycki jako nowoczesna forma marketingu

Wino jako przedmiot rozważań i cycki jako nowoczesna forma marketingu

Od razu uprzedzamy, że pójście do sąsiadów po korkociąg to zły pomysł, bo nawet jeśli są starymi ludźmi (a sąsiedzi – co zaskakujące – mają to do siebie, że są starymi ludźmi), to zaraz po zamknięciu za wami drzwi zadzwonią na policję z powodu zakłócania ciszy i porządku. Nie pomogą tłumaczenia, że jesteś młodym alkoholikiem/liczką i w samotności sączysz wino, patrząc w szybę i rozpamiętując straconą młodość co się działo na poprzednim roku.

Dlatego też, choć tytuł notki jest mylny, na bazie naszych kilkuletnich doświadczeń, nauczymy was dziś jak otwierać wino bez dostępu do korkociągu!

- Metoda klucza

Metoda klucza jest zasadniczo prosta, ale i przereklamowana. Większa część młodzieży poznaje tę metodę już w okolicach liceum, jeśli upieracie się, że w okolicach gimnazjum, to my pytamy: “co z tą młodzieżą? za naszych czasów było inaczej!”. Otwieranie wina kluczem to symbol nowych czasów, bo za komuny mieszkania zamykano przecież na kłódkę, a klucze były tak wielkie, że nawet w dupę nie można było ich sobie wsadzić! (proszę traktować to metaforycznie, bo znowu nam UPR zarzuci, że piszemy notki “na zlecenie lewactwa”). Wbijamy kluczyk w dziurkę, wiercimy, wiercimy, wiercimy, aż rozpierdolimy połowę korka i z miną znawcy stwierdzamy “jak oni te korki robią?”. Tym samym prowadzi nas to do drugiej metody.

Jeszcze gratka dla fetyszystów (tak powstaje wino, serio!)

Jeszcze gratka dla fetyszystów (tak powstaje wino, serio!)

- Wbijanie korka do środka

Też licealna metoda. Paradoksalnie większość licealistów nie pije w domach tylko nad jakąś rzeką, dlatego jest to dobra okazja do podrywu, jeśli tylko jakimś cudem uda ci się zdobyć korkociąg (np. podwędzisz rodzicom, bo w sklepach – jak wiemy – jest to towar deficytowy). Przechodząc się NONSZALANCKO (ta nonszalancja jest niezwykle ważna, nie może być widoczna desperacja w twoich oczach) w okolicy brzegu Wisły i rosnących tam krzaków (nie przejmuj się jak spotkasz jakiegoś ekshibicjonistę, oni są niegroźni) możesz natrafić na grupkę ponętnych licealistek/licealistów. Szybko musisz ocenić czy są to metale (piją tanie wina) czy jednak ludzie z dobrego domu i wkroczyć do akcji. Wyciągasz korkociąg i wszystkie dupki twoje. Pamiętaj tylko, żeby sprawdzić legitymacje szkolne, bowiem ci dzisiejsi gimnazjaliści to prawdziwe utrapienie.

A metoda wbijania korka do butelki jest bardzo prosta. Kiedy już zniszczysz korek kluczem postanawiasz wbić go do butelki. Wbijasz, wbijasz, wbijasz, w międzyczasie wino tryska w górę wprost na twoją białą koszulę, co tam twoją, na ulubioną białą bluzkę twojej (za chwilę byłej) koleżanki! Ostatecznie korek się klinuje i postanawiasz przejść do kolejnego kroku.

W listach pytacie nas jak w ogóle wygląda ten korkociąg.

W listach pytacie nas jak w ogóle wygląda ten korkociąg.

- Upierdalanie szyjki

Chcieliśmy znaleźć jakąś ładną nazwę dla tej metody, jednak ostatecznie postanowiliśmy pozostać wierni dziennikarskim ideałom rzetelności, a ponieważ społeczeństwo oficjalnie korzysta z nazwy “upierdolmy szyjkę”, to i my tego się trzymamy. Generalnie najlepszym wariantem do upierdalania szyjki jest jakaś poręcz (choć walenie w balkon może przynieść niepożądany efekt, odradzamy też zlew i wannę). Trzeba uderzyć energicznie, ale z uczuciem. Dokładnie tak, by odłamki butelki walały się po całym mieszkaniu, wbiły się w stopy przynajmniej trójce osób (albo jakiemuś pechowcowi trzy razy), a następnie by wina w ogóle nie dało się pić, bo pływają w nim odłamki.

Odradzamy picie wina z odłamkami. Czytaliśmy kiedyś książkę o chłopcu, któremu w ten sposób posmakowało szkło i zaczął masowo wpierdalać szklanki i kineskopy telewizorów.

- Skuteczna siła perswazji

Liczymy spokojnie od jednego do dziesięciu, zupełnie jak Kaszpirowski czy raczej jego lepsza wersja z reklamy Netii. Około dziesiątki najprawdopodobniej nic się nie wydarzy, jednak poczujesz się lekki, szczęśliwy i zrelaksowany.

- Kombinerki?

W sieci znaleźliśmy poradnik otwierania wina przy pomocy kombinerek, z jednej strony brzmi wiarygodnie, z drugiej jednak autorem jest “geek, linuksiarz i kdeowiec” (cokolwiek to ostatnie znaczy, pewnie chodzi o to, że musiał konfigurować swój system pół roku zanim zaczął z niego korzystać). Ciekawe, co na ten temat powiedziałby nasz młody UPR-owiec, którego nie chwaląc się STWORZYLIŚMY. A na swojego bloga dostał tyle wejść, że jak tylko to zobaczył, zaczął raczyć nas systemem jeden dzień – jedna notka. Szkoda tylko, że usunął swoje foto. Jeszcze ktoś zacznie go brać na poważnie.

Naszym zdaniem to manipulacja, że wino ukazuje się zawsze w towarzystwie pięknych kobiet, a inne alkohole, no cóż...

Naszym zdaniem to manipulacja, że wino ukazuje się zawsze w towarzystwie pięknych kobiet, a inne alkohole, no cóż...

Katecheza: Wino jest dobre, ale za dużo z nim pierdolenia. No i do wina raczej nie można pić Cherry Coke, a to przecież niepowetowana strata.

Dziesięć grup społecznych, do których trochę wstyd należeć

Październik 3, 2009 Jak Żyć 74 komentarzy

Na naszym blogu pisaliśmy wam już o świadkach jehowy i feministkach. Przynależność do którejkolwiek z tych grup społecznych jest obciachowa. Mają zresztą wiele ze sobą wspólnego – przeważnie są brzydcy, nikt ich nie lubi, a na dodatek wpierdalają się ze swoimi poglądami gdzie popadnie, chociaż tak naprawdę wszystkich gówno to obchodzi. To jednak nie koniec długiej litanii grup społecznych, które są strasznie obciachowe. Dziś zrobimy sobie takie małe tournee po osobnikach i zachowaniach, których lepiej się wystrzegać, unikając przy tym ośmieszenia. Katalog grup społecznych jest dość otwarty, dlatego w przyszłości zapewne wrócimy do tego tematu, dziś na przykład darujemy omawianym już jehowym czy w sumie nie-tak-bardzo-groźnym (chyba, że akurat wyłączą prąd) komputerowym nerdom (ileż można naśmiewać się z flanelowych koszul?).

Nasza ostatnia notka sprzedała się naprawdę dobrze...

Nasza ostatnia notka sprzedała się naprawdę dobrze...

Nie sposób też nie odnieść się do licznych komentarzy do naszej poprzedniej notki. Dziękujemy serdecznie  za spory odzew, wszystkich nie przeczytaliśmy, bo były trochę długie i nam się nie chciało, ale tradycyjnie wycięliśmy feministki, które wypominają nam kompleksy z powodu rozmiaru penisa (jakby kiedyś jakiegokolwiek widziały) i około setkę zadeklarowanych kibiców Bayernu Monachium i Borussi Dortmund (swoją drogą przeciwko nam  zjednoczyli się ponad podziałami, po cichu liczymy na pokojową nagrodę Nobla), którzy mieli jakiś 1000 historii na temat naszych matek. Pragniemy też grupowo uświadomić kilku panów, że jeśli naprawdę nie podobają wam się cycki to tak, jesteście gejami. I lepiej żebyście dowiedzieli się o tym dziś, niż za kilka lat zostawili żonę i dzieci dla wspominanego z coraz większym sentymentem kolegi z wojska.

Jedziemy z tymi grupami, bo wódka stygnie (jakkolwiek przerażająco dla bardziej pruderyjnych czytelników brzmią to słowa o godzinie 14:00 po południu)!

1. Wyborcy Unii Polityki Realnej

Realna siła polityczna. Na szczęście tylko w polskim internecie. Gdyby wierzyć elektronicznym sondażom w przyszłych wyborach parlamentarnych mielibyśmy system monopartyjny, UPR zaś wpadłaby w niezłe kłopoty, bowiem dostałaby w polskim parlamencie więcej miejsc niż posiada członków. Korwin-Mikke zostałby naszym prezydentem, jednak z odpowiednim poparciem w sejmie, a także wolą narodu, szybko stanąłby na czele monarchii konstytucyjnej. Lewicowa Królowa okupująca rodzime ziemie wreszcie by upadła, Senyszyn (zgodnie z wolą narodu) w końcu by rozstrzelano, Kalisz schudłby  ze 100 kg, pewien były już premier pojednał się ze swoimi braćmi w wierze, zaś Unia Europejska obeszłaby się smakiem po polskich terytoriach.

jedno zdjęcie powie więcej niż 1000 słów

"niech jedno zdjęcie powie więcej niż 1000 słów"

Wyborcy UPR robią filmiki na YouTubie, komentują na Onecie, WP, Gazecie (troszkę mniej na Interii), są stałymi gośćmi portali dla pierdolniętych Racjonalistów i Poloniców (wiecie o co chodzi). Jest troszkę tak, że elektorat UPR to banda kretynów ślepo wierzących w utopijną wizję roztaczaną przez Piotrusia Pana z bliżej nam niewyjaśnioną awersją do krawatów. Prowadziliśmy wieloletnie badania, które ostatecznie pozwoliły ustalić przyczynę kiepskich wyników wyborczych Unii Polityki Realnej. Powód był prozaiczny – czynne prawo wyborcze przysługuje dopiero od 18 roku życia.

2. Studenci prawa

Typowy student prawa

Typowy student prawa

W czasach gdy 77% procent Polaków jest magistrem, pozostałe 45% ma doktorat, a większość z nich nie opanowała nawet elementarnych podstaw matematyki zaistniała potrzeba tworzenia się elit społecznych. Jedną z nich, samozwańczą, jest elita studentów prawa. Mając dobry wynik na maturze z historii lub w przeważającej wyższości po prostu płacąc wysokie czesne możesz dołączyć do elity tego narodu. Daje to liczne uprawnienia, między innymi siedzące miejsce w autobusie, możliwość szydzenia ze studentów wszystkich innych kierunków, pracowników McDonalda, kierowców taksówek, roznoszących ulotki. Elita tego narodu w wieku 19 lat musi dbać o swój image chodząc w dobrze skrojonych garniturach na wykłady, do klubu, a nawet do pobliskiego spożywczaka. Mile widziany też laptop i ostentacyjnie śledzone na każdym wykładzie nowinki giełdowe.

I tak aż do pierwszej sesji.

3. Deskorolkowcy

Gdyby Parandowski jeszcze żył (a nawet jeśli jeszcze żyje, to po śmierci Edelmana zapewne wyczuje presję otoczenia) to dziś mit o Syzyfie wyglądałby tak, że Syzyf kupiłby sobie baggy w najlepszym skejtszopie w całej Warszawie, zamówił deskę na Amazonie, a następnie wraz z kumplami spędzał przy jakimś pomniku/murku całe popołudnia (dawniej pomniki obsrywały gołębie, teraz robią to skejterzy).

As skateboardingu

As skateboardingu

Syzyfowe prace byłyby oparte na schemacie nieustannego samodoskonalenia w jeździe na deskorolce. Prawdopodobnie na świecie nie istnieje osoba, która opanowała tę trudną sztukę, bowiem wszędzie pełno jest dzieciaków, które UCZĄ się jeździć na desce i żadna sztuczka im nie wychodzi. Tony Hawk jest wyjątkiem potwierdzającym regułę, tudzież dowodem na to, że MTV to żydowskie media i kłamią.

4. Faceci na parkiecie

Nie jest tak, że nie lubimy tańca, choć TVN skutecznie od kilku lat stara się nam go obrzydzić (a gdy widzimy Kingę Rusin idziemy zwymiotować). Taniec jest nawet spoko, szczególnie kiedy tańczą panienki, nie ma jakiejś kretyńskiej choreografii, a jego dziki seksualny charakter tworzy z tego prawdziwą sztukę.

Jedyna sytuacja, kiedy facet na parkiecie wygląda (w miarę) poważnie

Jedyna sytuacja, kiedy facet na parkiecie wygląda (w miarę) poważnie

Jeśli jesteś facetem, albo nawet jeśli jesteś gejem, pamiętaj. Facet, który tańczy, nawet kurwa sam Maserak, nie wygląda fajnie. Może to kwestia cycków, może to kwestia fajnej pupy, tańczący facet wygląda jednak tragicznie. Zachowuje się jak betonowy kloc machający łapami. Największym bólem estetycznym dla oka jest wizyta w dowolnym warszawskim klubie i obserwowanie występujących tam adonisów, którzy robią wszystko, byle tylko przez ten swój klocek dens danego wieczora zamoczyć.

Nie idźcie tą drogą.

5. Autorzy internetowych blogów

Ale nie tacy fajni jak my. Tacy przyjebani. Generalnie blogi to najgorsza możliwa forma publikacji w internecie, bo w przeciwieństwie do np. serwisu, portalu, wortalu czy nawet kurwa zinu, których chyba nikt już na świecie nie czyta, blog często ma charakter smutnych, nudnych, personalnych wynurzeń. Jak nie było blogów to tacy ludzie pisali posty na forach dyskusyjnych i po prostu nikt im nie odpisywał, ale kurwa ktoś znalazł lukę na rynku i dziś musimy wyczytywać setki wynurzeń z cyklu grypa światowym spiskiem czy bzykam się z Marcinkiewiczem.

A Blog 27 to nawet trochę (za wyrazistość) lubimy. Ale nie w takim sensie w jakim lubiłby go pewien znany polski reżyser.

A Blog 27 to nawet trochę (za wyrazistość) lubimy. Ale nie w takim sensie w jakim lubiłby go pewien znany polski reżyser.

A już najbardziej wkurwiające są takie poczytne  blogi (ale nie aż tak jak my, ha), gdzie ich redaktorzy to tacy pseudocelebryci z internetu i mają kolesi, którzy też piszą blogi. I potem w swoich notkach “nawiązują do wpisu Krzysia” czy “nie zgodzą się z tezą postawioną w ostatniej notce przez mojego drogiego Slayerka”. I naprawdę nie wiadomo czy oni są gejami i to jakaś forma podrywu czy po prostu w dzieciństwie puszczali im zapętlone kwestie Kaśki Cichopek.

PS. Przypadkiem znaleźliśmy w sieci blog młodego UPR-owca. Normalnie kombo wszystkich nieszczęść.

6. KRAKUSY I POZNANIACY

Nie mamy pojęcia jak to działa i naprawdę nie wierzymy w stereotypy, ale z tym Krakowem i Poznaniem rzeczywiście coś jest na rzeczy. Pijesz z Gdańskiem, pijesz z Wrocławiem, pijesz z Warszawą, Szczecinem, Katowicami, Wąchockiem, WŁOSZCZOWĄ, flaszek na stole zawsze pod dostatkiem. Pijesz z Krakowem lub Poznaniem to nie dość, że dranie opiją cię z twojej wódki, same na stół nic nie postawią, a jak trzeba będzie skoczyć do marketu po nową dostawę, nagle znikną w niewyjaśnionych okolicznościach.

Daj nam Derdziuk wódki!

Daj nam Derdziuk wódki!

Żeby nie było, że wywyższamy stolicę, ostatnio gościliśmy na imprezie kolesia z WARSZAWY (ale na pewno miał dziadka w Krakowie!), który jak Pan Bóg nakazał wpadł na imprezę z flaszką, ale… wypił kilka litrów naszej zdrowej, zimnej czystej, po czym gdy jego się ostała… wyjął z lodówki, zabrał ze sobą i poszedł do domu (z tym, że jedna się ostała, choć zaważy to na naszym wizerunku, prosimy o wybaczenie, ale lata już nie te, a zajęcia były na ósmą rano, nawet my mamy słabsze dni). Ręce opadają. A tyle było przecież mówione o KULTURZE picia wódki.

7. Warszafka

To pojęcie tak naprawdę krzyżuje się po części z punktem drugim, czwartym i szóstym. Warszafka to określenie grupy społecznej, która tłumnie przybywa do Warszawy w poszukiwaniu łatwego zarobku lub wykształcenia. Ponieważ Warszawa ma jakieś 2 miliony mieszkańców, metro i można zobaczyć Jacykowa na Chmielnej, wielu goszczącym w stolicy najzwyczajniej odpierdala. I tak oto w swoim mniemaniu naradzają się królowie świata.

Tacy delikwenci w gruncie rzeczy od razu nadają się na odstrzał. Szczególnie ci za kółkami samochodów, którzy nasłuchali się historii o szalonych kierowcach z Warszawy, a tymczasem 3/4 z nich ma rejestracje zaczynające się od takich liter, że nawet nie wiedzieliśmy, że takie są w polskim alfabecie. I trąbią i kurwią, a przez rondo to czasem nawet po średnicy potrafią przejechać. Pójdą potem do klubu, potańczą, wyśmieją pracowników Maca, odwiedzą prestiżowy klub Underground na Świętokrzyskiej, spotkają jakąś gwiazdę telewizyjnego serialu i powiedzą jej jak bardzo ją szanują, a koniec końców wylądują w ciepłym, warszafskim łóżku, ciesząc się, że chwycili Pana Boga z ogon.

Przykładowa gwiazda serialu, z którą każdy Warszafiak pstryknie sobie foto (a potem na grono, na grono!)

Przykładowa gwiazda serialu, z którą każdy Warszafiak pstryknie sobie foto (a potem na grono, na grono!)

8. Czytelnicy Gazety Wyborczej

Nie wszyscy, ale spora część miłośników Gazety Wyborczej ma dość niezdrowe podejście do swojego ukochanego czytadła. Otóż brak jakiegokolwiek dystansu publikowanego w tego typu źródłach informacji prowadzi do pobudzenia niezdrowych relacji w społeczeństwie. Do tego – umówmy się – spora część redaktorów Gazety Wyborczej nie stanowi śmietanki polskiego dziennikarstwa. Na szczeblach lokalnych redagują ją często debile, które z niewiadomych nam przyczyn jednak ukończyły liceum. Dział polityczny to na przemian komuchy i solidarnościowcy, czyli coś na zasadzie prowadzenia telewizyjnego show jednocześnie przez Piroga i Dziwisza. O pomstę do nieba woła też dział sportowy, któremu dzielnie przewodzi facet wyglądający jakby naprawdę uwielbiał kąpać się ze swoim tatą.

A powiedz Konstantynopolitańczykowianeczka

"A powiedz Konstantynopolitańczykowianeczka"

Oczywiście poziom dziennikarstwa Gazety Wyborczej jest i tak całkiem średni, w końcu tak długo, jak totalne dno będzie wyznaczał pewien redaktor czasopisma Wprost (nie napiszemy który, bo nie wszyscy muszą wiedzieć, że chodzi o Roberta Leszczyńskiego), tak GW będzie miała i pewną formę szacunku i sporą grupkę oddanych czytelników. Aktywnych na forach i w internecie (choć w troszkę bardziej znośny sposób niż UPR’owcy).

9. Brzydkie dziewczyny, które udają, że są ładne

Nic tak nie bawi, a zarazem nie zniesmacza jak brzydkie dziewczyny, które próbują udawać, że są ładne, robiąc to przy okazji w sposób jawnego kurwienia się. Otóż, jeśli jesteś gruba, masz pryszcze, łysiejesz, a na domiar złego jesteś feministką, to choćby ci majtki zwisały do kolan spod krótkiej spódniczki (choć to w sumie bardzo zły znak), raczej nic nie wyrwiesz.

a fe

a fe (choć pewien reżyser...)

Brzydkie dziewczyny są brzydkie, ale jeszcze brzydsze są brzydkie dziewczyny, które kładą na siebie tyle tapety, że jak zaczyna padać deszcz, to po mieście płyną kolorowe potoki. Nie specjalnie fajne są też dziewczyny z serii PCC (Photoshop Czyni Cuda) czy robiące sobie fotki w lustrze lub z wyciągniętego (i bardzo dobrze widocznego na zdjęciu) łokcia. Niestety wraz z rozwojem internetu to zjawisko się potęguje, a już prawdziwym mistrzostwem świata są galerie, w których mamy ujęcie tej samej twarzy, w tym samym momencie, z jakichś 30 różnych kątów (oczywiście z łokcia albo w lustrze). Trochę humor nam poprawia fakt, iż prawdopodobnie jest to 30 fotek wyselekcjonowanych spośród 3000, ale nieznacznie.

Podobne zjawisko pewnie (nawet na pewno) tyczy się facetów, ale nie jesteśmy jakimiś pedałami, żeby od czasu do czasu obczajać ich galerie.

9 i 3/4 Bananowe dzieci

Miał być oddzielny akapit, ale w sumie bananów ci powyżej dostatek. Tych takich z serii “przejedźmy 3/4 Warszawy żeby zjeść śniadanie w Jeffie” i zróbmy tam sobie fotki żeby je potem wrzucić na grono.

10. Pedofile

Spójrzmy prawdzie w oczy, być pedofilem to mieć przejebane, bo nie dość, że leci się na laski, które najczęściej nie mają jeszcze nawet cycków, to i społeczeństwo jakoś się tak dziwnie patrzy. Na szczęście niedawno opinia publiczna zweryfikowała swoją opinię na temat tej dewiacji seksualnej, zaś szanowane postaci ze świata mediów, kultury i polityki zdają się nawet nie tylko liberalizować, ale wręcz popierać przedstawicieli tej jakże dyskryminowanej mniejszości seksualnej.

Brawa za odwagę!

A tak zupełnie bez okazji, ostatnio znów oglądaliśmy "Pianistę" Romana Polańskiego, piękny film.

Męczennikiem popkultury, swoistym Jackiem Poniedziałkiem pedofilów został tym razem pewien polski reżyser. To niezwykły akt odwagi. Na dzień dzisiejszy potępiamy pedofilię, uważamy ją za obleśną i trochę obciachową, ale doceniamy działania polskich celebrytów w walce z zaściankowością i nietolerancją niektórych przedstawicieli naszego społeczeństwa.

Katecheza: Jeśli jesteś z Krakowa lub Poznania to postaw czasem wódkę na stół, co ci szkodzi?

Jak wyrywać facetów?

Wrzesień 28, 2009 Jak Żyć 137 komentarzy

Dzisiejsza notka będzie nacechowana szowinizmem i negatywnym nastawieniem do kobiet. A wszystko dlatego, że po premierze filmu “Galerianki” spędziliśmy blisko 10 godzin biegając po Złotych Tarasach szukając okazji i… nic. Teraz wy szukajcie na Allegro ciuchów w okazyjnej cenie od użytkownika JakŻyć.

Po naszym ostatnim apelu wprawdzie przysłałyście nam całą masę swoich fotek, ale na wszystkich jesteście ubrane! Jakbyśmy chcieli pooglądać sobie ubrane laski, to byśmy kupili sobie TeleTydzień. Ale to nie koniec długiej listy faux pas popełnianych przez dzisiejsze kobiety. Żyjemy w czasach, gdzie mężczyźni mają szybkie samochody, konsole do gier i redtube’a, więc na drodze naturalnej ewolucji odpowiedzialność za przedłużenie gatunku i prokreację spada na kobiety (a z tym u nich słabo).

Korzystając z okazji pragniemy wyróżnić TeleTydzień jako jedno z naszych ulubionych czasopism. Mówi o życiu jak mało co, serio!

Korzystając z okazji pragniemy wyróżnić TeleTydzień jako jedno z naszych ulubionych czasopism. Mówi o życiu jak mało co, serio!

To smutna prawda, ale mężczyźni w dzisiejszych czasach się zmienili. Niektórzy mają nawet własnego męża. Spadek zainteresowania płcią przeciwną drastycznie maleje, choć nie bez przyczyny. Pozostaje więc przejąć pałeczkę (i naprawdę to zdanie nie zawiera żadnych podtekstów), przeczytać naszego bloga i zabrać się do roboty!

Jako idole milionów Polaków, którzy wprawdzie nigdy nie wyrywali żadnego faceta, ale gdyby tylko chcieli to na pewno by wyrwali, zdradzimy wam, nasze czytelniczki, tajniki uwodzenia facetów. Sami boimy się, co z tego wyniknie, jednak świadomi faktu, że los ludzkości jest obecnie w naszych rękach – zaryzykujemy! Oto krótki poradnik, który sprawi, że nawet sami Zakościelny, Małaszyński, Hołownia, Kuba i Kazik wam się nie oprą!

1. Bądź ładna


No dobrze, jednak coś napiszemy, bo nasz żydowski wydawca płaci nam wierszówkę od ilości słów. Nasze zasady są proste i klarowne. Jeśli jesteś ładna, to nie oprze ci się żaden facet. Prawdopodobnie nie stworzysz z nim rodziny, albo nawet na odwrót – jeśli dodatkowo obydwoje nie grzeszycie inteligencją to istnieje spore ryzyko, że jednak stworzysz, choć nie będzie to waszą intencją. Jeśli jesteś ładna to ładnie wyglądasz w czarnym, czerwonym, pomarańczowym, a nawet zielonym. Jeśli jesteś ładna to nie płacisz mandatów, nie dźwigasz tornistra, a wszyscy faceci są dla ciebie mili. Jeśli jesteś ładna to obcy ludzie zapraszają cię do znajomych na Naszej Klasie!

Dziewczyna z Colą. W całych googlach nie mogliśmy znaleźć dziewczyny z Cherry Coke. To skandal, więc ogłaszamy konkurs. Przysyłajcie nam swoje zdjęcia z Cherry Coke. Nagroda - jeśli jesteś ładna - upojna noc z Kubą, jeśli jesteś brzydka - upojna noc z Kazikiem.

Dziewczyna z Colą. W całych googlach nie mogliśmy znaleźć dziewczyny z Cherry Coke. To skandal, więc ogłaszamy konkurs. Przysyłajcie nam swoje zdjęcia z Cherry Coke. Nagroda - jeśli jesteś ładna - upojna noc z Kubą, jeśli jesteś brzydka - upojna noc z Kazikiem.

2. Dbaj o swój PR

Jesteśmy w stanie zrozumieć, że piękno to pojęcie względne. Jeśli już jesteś gruba, brzydka, zezowata, łysiejesz, wypadają ci zęby, masz 20 lat, a za  sobą już menopauzę, itp., itd., etc., – naprawdę, TO WIDAĆ. Zasadą prawidłowo działającego Public Relations jest ukrycie swoich wad, dlatego opowiadanie o nich na lewo i prawo to nie koniecznie skuteczna metoda walczenia z kompleksami. Tak samo jak eksponowanie niedoskonałości. Jak jesteś gruba to nie wkładaj obcisłych bluzek, tylko coś luźnego. Można wyglądać fajnie, bez obrzydzania innym życia. Jeśli dobrze się zamaskujesz ofiara będzie twoja, a w decydującym momencie niestety trudno się wycofać.

Czujemy się okropnie i wiemy, że pewnego dnia pożałujemy tej notki… Ale warto dodać, że duża ilość dobrego alkoholu sprawi, że każda z was stanie się piękna.

3. Cycki

Każdy facet lubi cycki. Jeśli twierdzi, że nie lubi, są mu obojętne, “kocha cię za co innego”, “docenia twój charakter” to znaczy, że jest gejem albo twój tata jest bogaty, a on ma długi. Najpewniej ściga go mafia. Nie jest prawdą, że nadmierne eksponowanie biustu czasem bywa niestosowne. Prawdę powiedziawszy gdyby któraś z was aplikowała do redakcji JakŻyć to jedynym kryterium jakim byśmy się kierowali byłyby wasze cycki. Zwłaszcza od czasów, gdy wynaleźli te ekspresowe kawy w saszetkach.

Cycki. Ktoś może poczuć się zgorszony, ale my wierzymy w teorię sex sells.

Cycki. Ktoś może poczuć się zgorszony, ale my wierzymy w teorię sex sells.

4. Gotowanie

Miejsce kobiety jest w kuchni To już nie jest średniowiecze, zaś ty możesz śmiało zająć się rozwijaniem swojej osobowości. Nie może jednak dojść do konfliktu interesów i twój mężczyzna nie powinien chodzić głodny. Nie gotuj mu obiadu, bo i tak zrobisz to gorzej niż jego matka. Prawdopodobnie zrobisz to gorzej nawet niż pani Barbara z pobliskiego speluno-baru, ale tak to jest, jak zamiast szkolić się w sztuce gotowania, zachciewa ci się fryzjera, kosmetyczki albo studiów.

Zamów mu pizzę. Będzie szczęśliwy. Będzie jeszcze bardziej szczęśliwy jeśli tę pizzę podasz mu nago (chyba, że jesteś brzydka – wtedy nie), a najszczęśliwszy na świecie będzie jeśli podasz mu ją wraz z litrem idealnie zmrożonej Cherry Coke.

5. Reguła Ligi Mistrzów

Gdy brakuje tematów do rozmowy z facetem, zawsze, ale to zawsze można porozmawiać o piłce nożnej. Jeśli chcesz trafić w jego gusta pozytywnie i z aprobatą wypowiadaj się o poczynaniach jego ulubionej drużyny (a także pokrytykuj PZPN i głośno krytykuj pomysł powołania Dudka). Rozpoznanie ulubionej drużyny twojej potencjalnej ofiary jest bardzo proste. Przeciętny heteroseksualny facet zaczyna interesować się piłką nożną w wieku 8-10 lat. Dodajemy więc do daty jego urodzin te 8-10 lat i sprawdzamy kto w tamtym okresie wygrywał finał Ligi Mistrzów. Odrzucamy niemieckie drużyny, bo żaden szanujący się Polak nie będzie kibicował Bayernowi albo Borussi. Teraz pozostaje tylko przychylnie wypowiadać się o tych drużynach (masz przynajmniej 33% szansy, że trafisz!) i facet jest twój.

Jeśli zastanawiasz się czemu twój facet nie kibicuje Bayernowi Monachium to na tym obrazku masz przynajmniej jeden powód.

Jeśli zastanawiasz się czemu twój facet nie kibicuje Bayernowi Monachium to na tym obrazku masz przynajmniej jeden powód.

Uważaj jednak, żeby nie przeholować. Jeśli okaże się, że zbyt dobrze kumasz klimaty futbolu zostaniesz jego kumplem z cyckami. A kręcenie z własnymi kumplami jest obleśne.

6. Rodzice & ślub

Sesja wrześniowa, wizyta u stomatologa i poznanie twoich rodziców to trzy najgorsze rzeczy jakie mogą spotkać w życiu twojego potencjalnego chłopaka. Uwierz nam na słowo. Jest jednak jeszcze gorsza, ponadligowa rzecz jaką możesz wyświadczyć swojemu obiektowi zainteresowań. Jest to nagabywanie do oświadczyn. Otóż przeciętny heteroseksualny mężczyzna nie myśli o ustatkowaniu się przed trzydziestym rokiem życia, jeśli to robi to:

- ma długi (nie będzie chciał słyszeć o rozdzielności majątkowej)

- jest gejem (szuka przykrywki, nie będzie chciał słyszeć o nocy poślubnej)

- mama mu każe (będziesz miała teściową w domu co 2 dni, na dodatek wypomni ci, że nie umiesz gotować i zamawiasz chłopakowi/mężowi pizzę).

7. Cycki

Wiemy, że już było, ale na wszelki wypadek jeszcze raz przypominamy!

Google twierdzi, że cycki to tylko za pieniądze. Galerianki były (a raczej: nie były) innego zdania...

Google twierdzi, że cycki to tylko za pieniądze. Galerianki były (a raczej: nie były) innego zdania...

8. Feminizm

Jeśli jesteś zadeklarowaną feministką nie powinnaś szukać sobie chłopaka, a tym bardziej zawracać mu głowy tymi pierdołami u równouprawnieniu. Najprawdopodobniej gówno to obchodzi, a jeśli jest inaczej, to z całą pewnością twój chłopak jest gejem i liczy, że razem zaczniecie chodzić na parady.

9. Szanuj się (trochę!)

Przeciętnego normalnego faceta kręcą łatwe panienki (jeśli jest inaczej, to znaczy, że jest on gejem i po prostu szuka kumpla z cyckami do czytania poezji, chodzenia na parady i zajebiste imprezki w Utopii), ale z drugiej strony doktryna wyraźnie przestrzega przed nazbyt łatwymi panienkami.

Wprawdzie zza oceanu napływają pozytywne wieści na temat walki z wirusem HIV, niemniej jednak obawa przed nadmiernym uwikłaniem w ojcostwo jest znacznie większa. Chyba, że facet ma więcej niż 30 lat, wtedy ma inne priorytety. Albo jest gejem i… ok, chyba już załapałyście.

Dziewczyna ze wsi

Szczególnie mocno szanujcie się dziewczyny ze wsi. Macie tam w ogóle internet? Zrobicie wszystko byle tylko mieć dziecko przed 18 rokiem życia i ustawić się w najpowszechniejszej w waszym regionie sposób unijnych dotacji o nazwie Alimenty!

10. Przejmij inicjatywę!

Kup swojemu facetowi kwiaty, zaproś go do kina i restauracji, w automacie na stacji benzynowej zaopatrz się w co trzeba, potem spędźcie przyjemne chwile w jego sypialni, po czym nad ranem zniknij niepostrzeżenie i więcej nie dzwoń i nie pokazuj mu się na oczy!

Po 11 czyli Katecheza: Czytaj nasz blog.

Trudno ukryć (staramy się, nie jest to jednak łatwe), że jesteśmy zajebiści. Wasze babki i matki nie miały tyle szczęścia (czyt.: internetu) co wy, dlatego dziś są stare i brzydkie. Dzięki naszym poradom zajdziecie naprawdę daleko, a być może pewnego dnia w “tej trudnej rozmowie” polecicie naszego bloga swoim córkom.