Jak pić wódkę

Dnia 31.01.2009 w Ciućkowie Dużym odbył się XVI już Ciućkowski Festiwal Wódki. Zespół JakŻyć nie mógł przegapić takiej okazji i w związku z tym wydarzeniem wysłaliśmy na miejsce naszego specjalnego korespondenta.

Kazik (właściwie Abraham Vodkmann) – Historyk wódki, wybitny jurysta. Od 18 lat związany z Warszawskim Kołem Picia Wódki, od 15 lat czynny działacz Związku Na Rzecz Zniesienia Akcyzy. Prywatnie ojciec dwójki cudownych dzieci, właściciel położonej na Małopolsce winnicy, kolekcjoner kapsli po piwie i jeden z ojców dyrektorów JakŻyć Media S.A.

Na samym wstępie JakŻyć chciałoby obalić nasz kompleks narodowy związany z alkoholizmem. Statystyki dowodzą (i tutaj mówimy całkiem poważnie), że Polska jest jednym z ostatnich krajów UE pod względem ilości spożywanego alkoholu. A skoro informacje są tak radosne – uczcijmy je butelką czystej. Francuzi mają wino, Niemcy piwo, Szkoci whisky, a my, Polacy – mamy wódkę. I właśnie dla Was, nasi drodzy przyjaciele z zagranicy, przygotowaliśmy kolejną katechezę. Musicie bowiem wiedzieć jak robić to, czego każdy porządny Polak uczy się już na pierwszej komunii. Jak pić wódkę!

Niestety JakŻyć nie dociera jeszcze do wszystkich Polaków. Takie są skutki słabo rozwiniętej sieci komputeryzacji Polski.

Niestety JakŻyć nie dociera jeszcze do wszystkich Polaków. Takie są skutki słabo rozwiniętej sieci komputeryzacji Polski.

Analizując grupę przypadkowo wybranych osób w wieku 10-15 lat doszliśmy do wniosku, że historia cyklicznie się powtarza. Pierwszy kontakt z alkoholem rozpoczyna się w wieku 15 lat i wiąże się z chęcią zaimponowania bliskim, przeważnie kolegom, choć patologie Dolnego Śląska przeraziły nawet ekipę Jak Żyć. Niestety młodym na początku brakuje mentorów i autorytetów (dlatego spieszymy z pomocą), w związku z czym mogą nabawić się licznych nieprawidłowych nawyków. Podczas jednego ze swoich sympozjów udzielonych na Uniwersytecie Lwowskim, Kazik reprezentując JakŻyć wysunął odważną tezę, iż prawdziwe doświadczenia alkoholowe rozpoczynają się wraz z momentem pójścia na studia. Teza ta znalazła poparcie pośród zgromadzonych tłumnie na sali studentów.

Aby odnaleźć się w studenckim świecie trzeba umieć dobrze walić gorzałę. Abstynenci nie są mile widziani.

- mówił Kazik, a ukraińscy studenci mimo bariery językowej głośno wyrażali poparcie -

No chyba, że przez chorobę się nie pije…  Ale co to za facet, który powie: „Nie, dzięki, nie piję z przekonania…”. Zadajmy więc pytanie o jakie kurwa przekonania delikwentowi chodzi? Mama mu zakazała? Z całym szacunkiem dla takich jednostek, ale w światku gdzie jedna impreza goni kolejną, nie spotyka się to z wyrazami uznania.”

Co najciekawsze, słowa Kazika spotkały się z tak dużym entuzjazmem, że kilka miesięcy później ów zabieg marketingowy chciał powtórzyć były już Prezydent RP, Aleksander Kwaśniewski. Niestety ze względu na spowodowany tajemniczą filipińską chorobą wirus, Kwaśniewski nie odniósł podobnego sukcesu,  jak wysłannik JakŻyć.

Szkoła Picia ((c) JakŻyć 2009)

Zaprawa – jest jedną z najważniejszych części picia. Jemy dużo i tłusto. Nie bez przesady, ale tak żeby zaspokoić pierwszy głód. Warto też pamiętać, by nie przesadzić, bo efekt okaże się odwrotny do zamierzonego. Moglibyśmy Wam całość wytłumaczyć naukowo, ale ponieważ mamy duży autorytet – darujemy sobie.

Fani często przysyłają nam prezenty. Dziękujemy! W zeszłym tygodniu dziewięcioletnia Zuzia z Konina przysłała nam nasze figurki zrobione z kasztanów. W tym tygodniu Ewelinka (22 lata, dobrze się prowadzi) przysłała nam figurki ekipy JakŻyć w kształcie pełnych kielonków. Od lewej - Kazik, Kuba, Ewelinka.

Fani często przysyłają nam prezenty. Dziękujemy! W zeszłym tygodniu dziewięcioletnia Zuzia z Konina przysłała nam nasze figurki zrobione z kasztanów. W tym tygodniu Ewelinka (22 lata, dobrze się prowadzi) przysłała nam figurki ekipy JakŻyć w kształcie pełnych kielonków. Od lewej - Kazik, Kuba, Ewelinka.

Po posiłku musimy oszacować ile w danym dniu damy radę wypić. Nie trzeba szczególnie długo zastanawiać się nad tą kwestią, bo i tak najpewniej się pomylicie i wypijecie za dużo (bywa). Najważniejsze jest jednak przygotowanie mentalne. Bez tego ani rusz.

Punk trzeci to aspekt opatentowany przez JakŻyć i choć wiele naszych fanek postrzega go jako jakiś specyficzny element gry wstępnej, tak naprawdę ma to spory wpływ na metabolizm. Otóż w trakcie picia rozpinamy paski u spodni. Po raz kolejny moglibyśmy naukowo to tłumaczyć, ale bierzemy pod uwagę autorytarny charakter tego bloga, itp., itd. W tym miejscu warto powołać się na fragment naszego lwowskiego sukcesu:

Dlaczego tak dużo osób wymiotuje? Mają zaciśnięte paski po cyce, najedzą się jak dzikie świnie, a potem przypał murowany. Polecam także technikę “na stojaka”. Czyli rozpinamy pasek i do każdego kielona, bądź grzdyla, wstajemy.

Jedni piją z naparstków, inni z kielonków (to my!), jeszcze inni ze szklanek (to my!), a ludzie z żelaza (to my!) piją z gwinta. Przy piciu z tego ostatniego trzeba zachować szczególną ostrożność, bowiem zbyt szybkie przyswojenie zbyt dużej ilości alkoholu na raz kończy się tragicznie. Lepiej rozłożyć to nawet na trzy szybko wypite kielonki.

Nie przegryzaj. To jakaś bzdura, którą Artur wypowiedział do Bartka w 543 odcinku naszego ulubionego serialu, czyli  “Pierwszej Miłości”.  Spójrzcie sobie jak ten człowiek wygląda zanim posłuchacie jego porad. W piciu wódki ważne jest także odpowiednie towarzystwo. Muszą to być prawdziwi ludzie renesansu, którzy są w stanie pobełkotać na każdy temat, a ich nastrój jest zmienny niczym nastrój kobiety.

Dobra popita to tajemnica sukcesu. W zależności od możliwości finansowych nadaje się do tego wszystko, choć zagotowana woda z kranu, a także ciepła herbata nie spełniają tej funkcji najlepiej. Jako rzetelni autorzy bloga, którzy czują się odpowiedzialni za Wasz los przetestowaliśmy blisko stop napojów i poza wyżej wspomnianymi reszta (wliczając karotkę) uzyskała średnią powyżej 3.0. Przypominamy jedynie, że z wódką nie należy pić Cherry Coke. Nie chodzi tu o walory smakowe, ale o uniknięcie świętokradztwa.

Wielokrotnie w listach prosicie byśmy publikowali autorskie ilustracje. Postaraliśmy się wyjść na przeciw Waszym oczekiwaniom.

Wielokrotnie w listach prosicie byśmy publikowali autorskie ilustracje. Postaraliśmy się wyjść na przeciw Waszym oczekiwaniom.

Jak pić gdy nie chcemy pić, a odmówić nie wypada? JakŻyć nie zna pojęcia “nie chcemy pić”, jednak lata obserwacji nauczyły nas kilku wniosków. Po pierwsze (primo) – wódka wsiąka w dywan. Po drugie (primo) – wódka miesza się z popitą. Po trzecie (primo ultimo) – przy trzecim kielonku wszyscy chcą już pić. Istotną kwestią jest także technika picia. JakŻyć preferuje metodę “wszystko na raz”, picie wódki łyczkami jest niemęskie, ale przede wszystkim szkodzi zdrowiu (ok, tym razem nie wiemy w jaki sposób, ale zaufajcie autorytetowi JakŻyć).

Elementarnym składnikiem każdego kieliszka jest odpowiednio wymówiony toast. W zależności od sytuacji – często może być związany z okazją (zdrowie pary młodej, zdrowie jubilata, zdrowie solenizanta), choć czasem bywają też bardziej fantazyjne (“pod te dupy”, “pod tą sesję”). Reguła jest taka, że pierwsze pięć toastów jest dość wyraźne i sensowne, następne pięć nadal brzmią dość wyraźnie, zaś po dziesiątym toastem jest wszystko, co fonetycznie przypomina frazy “Dajwhq ajsdhjsqs whdfahuw  asjdah!”, “Pospadso kqjlwekjq xzczxci pqwopeq mdamkadmk!!!”, “hjkasdjahjhsqwjjqwh cjzociozioc oqwdkqwkw!” czy “AJIdoaoqw jkjdakjk iqiewui pczxop”.

To w zasadzie wszystko, co chcieliśmy Wam powiedzieć o piciu wódki. Znamy jeszcze wiele tajników tej trudnej sztuki, ale zabierzemy je ze sobą do grobu. Podobnie – darowaliśmy sobie pisanie o oczywistych oczywistościach. Zaś naszym najwierniejszym fanom mianem refleksyjnego podsumowania dedykujemy też piosenkę o życiu piciu:
(w tym miejscu miało być “Niepokonani” Perfectu, ale dla jednego motta “trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść niepokonanym” nie będziemy psuć nastroju, niech się więc dzieje wola nieba!)

Katecheza #6: Przeliczaj na promile, a nie litry, wówczas nie będziesz miał sobie równych.

Jak nie wyrywać lasek (cz. 1)?

W listach pytacie nas często “jak wyrywać laski?”. Otóż… nie wiemy, bo to one wyrywają nas, niemniej jednak z całą pewnością dziś powiemy Wam jak lasek (lasków?) nie wyrywać. Sprawa jest dość długa i skomplikowana, dlatego otrzymacie zaraz rozdział pierwszy, a następny przyjdzie za jakiś czas (byście mogli stosowną wiedzę przyswoić). Co więcej, sprawa jest na tyle poważna, że zburzymy nasz regularny szyk zajęć i katechezę umieścimy na samym początku.

Katecheza #5: Nie wyrywaj lasek w ciemno przez Gadu-Gadu. Nigdy.

Otóż tak naprawdę nie jest to Ameryka i być może nawet bez nas niektórzy doszliby do takich wniosków. I my o tym wiedzieliśmy, dlatego gdy wczoraj wieczorem zaczepiliśmy 30 losowo wybranych Warszawianek w wieku 20-25 lat, od razu przyświecał nam tylko jeden cel – przyjaźń aż po grób! Jako ludzie spontaniczni (jak być spontanicznym – tego Was nauczymy) postanowiliśmy zorganizować wyjazd w góry (jak organizować wyjazd – tego was nauczymy, jak nie organizować wyjazdu – tego tym bardziej) i zostało nam kilka wolnych miejsc, które postanowiliśmy zapełnić… ludźmi zaczepionymi na gadu-gadu. A że jesteśmy całkowicie zdrowi, nie chodzimy na żadne parady, itp., po namyśle zamiast ludzi postanowiliśmy poszukać kobiet.

Efekt poszukiwań #1. Magda, 23l, Warszawa.

Efekt poszukiwań #1. Żaneta, 20l, Warszawa.

Oczywiście co jak co, ale poszukiwania nie są najłatwiejsze. Zostaliśmy nazwani pedofilami, zboczeńcami, kretynami, pomyleńcami, idiotami, naiwniakami, a nawet desperatami, choć to ostatnie było w zasadzie dość truistyczne. W każdym razie nie wszystkie rozmówczynie z podobnym dystansem i opanowaniem reagowały na nasze propozycje.  Choć zdarzały się i łatwe, tak jak Maja, 23l.

JakŻyć
Cześć, nie znamy się, Maja, jedziesz z nami w góry w lutym?

Maja
ok

Ta dziewczyna chyba nie doświadcza zbyt wiele szacunku u kolegów i koleżanek.  A chcecie wiedzieć jak zaczęła się historia znajomości z Żanetką? (foto powyżej)

JakŻyć
Ciemne blond wlosy, okolo 170 cm wzrostu, 50 kg :)
JakŻyć
trafiliśmy coś?
Żaneta
no jestem pod wrazeniem;p

Byliśmy blisko!

Madzia
jak moge gdzies jechac jak sie nie znamy

JakŻyć
o rany, tworzysz sobie sztuczne problemy

W przyszłości żaden facet nie będzie miał z tą panienką łatwo…

Efekt #2. Oliwka, 22l, Warszawa.

Efekt #2. Oliwka, 22l, Warszawa.

W trakcie naszych wspaniałych podbojów przez GG zupełnie spontanicznie powstała też konstytucja koleżeństwa. Poniżej najlepsze fragmenty:

Art. 32, ust. 1
a) nigdy nie umawiaj sie z dziewczyną, która podoba się Twojemu koledze
b) nigdy nie umawiaj sie z siostrą kolegi
c) nigdy nie umawiaj się z matką kolegi

Przejrzyste i krótkie, a na dodatek niezbyt skomplikowane. Panie Premierze, chętnie stworzymy też nowy kodeks cywilny! Niektóre dziewczyny były też przygotowane na atak z naszej strony:

JakŻyć
czesc Izka

Izabella
jak chcesz złożyć propozycje matrymonialne to odwal sie.

JakŻyć
w zasadzie to chcialem zapytac czy jedziesz z nami w góry

Iza odebrała to dość jednoznacznie… Ale zniosła to godnie. Niestety, niektóre dziewczyny traciły nawet kontrolę nad sobą.

Malwina
jak ci wyjebie to dopiero w gory polecisz

Skoro wypowiedzi gości mamy już za sobą – pora na naukę. Kochani, nigdy, przenigdy, nie wyrywajcie lasek czy lasków przez gadu-gadu, bo to się nigdy dobrze nie kończy. Albo traficie na pedofila, albo na desperata (sami nie wiemy co gorsze), a najpewniej taka osoba nie spełni waszych oczekiwań. Dawno temu jeden z naszych uczniów zapytał nas “czy można komuś powiedzieć, że się go kocha, ale przez gadu-gadu”. Odrzekliśmy mu wówczas, że można – ale nie pierwszy raz.

Jola (24l), Warszawa - w sumie była spoko, ale była też trochę zaniedbana.

Jola (24l), Warszawa - w sumie była spoko, ale była też trochę zaniedbana.

Wracając do rozczarowań – to realne zagrożenie. W dobie naszej klasy, grona, fotki i kilku innych badziewnych serwisów (jak nie mieć konta na naszej klasie – jeszcze w lutym!) dość łatwo zidentyfikować daną osobę po numerze gadu-gadu. I rozczarowanie jest wtedy bolesne, bo nie wygląda jak trzeba, nie jest tym kim trzeba, a czasem naprawdę ma 50 lat i łapę na wacku.

Specjalnie dla Was, spod siedziby Gadu Gadu S.A. zespół JakŻyć. Nie wyrywajcie lasek i lasków na gg, nie wyrywajcie!

Cherry Coke

Dziś znowu będzie o kulinariach, bo są tacy, którzy jeszcze nie wiedzą (i trzeba im o tym opowiedzieć), że na mieście pije się tylko Cherry Coke.

Cherry

Czcij boga swego tak długo jak dostarcza ci Cherry.

JakŻyć zapytało jednego z naszych ekspertów od napojów, Kazika, o co chodzi w Cherry:

Otóż ludzie piją Colę na co dzień, popijają nią wódkę, robią z nią drinki

(wzdryga się)

marnując przy tym alkohol, a Cherry to wyższy poziom kunsztu. Swoją wyższość podkreśla jej wyjątkowy charakter. Nie pospolity – jak w przypadku Coli, a także nie sprowadzony do poziomu smakowego dna jak  Lift czy tanie soki.

Sprawa wydaje się przesądzona. Jakiekolwiek słowa są zbędne, bowiem eksperci JakŻyć są nieomylni.

sklep

Jeśli jednak w twoim sklepie zabraknie Cherry, rzuć swego boga w cholerę, bo ewidentnie cię nie kocha...

W listach często pytacie “jak pić Cherry?” i “z czym pić Cherry”. Korzystając z naszego zespołu entuzjastów i chemików doszliśmy do ogólnych wniosków, wedle których Cherry należy pić dobrze schłodzoną, w szklance, puszce lub z gwinta. Inne metody nie są rekomendowane przez JakŻyć. Cherry Coke nie mieszamy z niczym, a już na pewno nie z alkoholami – po alkoholu tak, nigdy nie mieszając. Jej smak jest zbyt dobry i szlachetny, by rozcieńczać lub psuć go czymkolwiek innym niż lodem.

Pijąc Cherry Coke czuję się tak, jakby w moim ustach  spoczął kawałek wiśniowego nieba.

- podsumował ekspert Kazik.

Korespondencja od specjalistów JakŻyć z zagranicy.

Korespondencja od specjalistów JakŻyć z zagranicy.

WikiCiekawostka: Napój ten dostępny jest w wielu krajach świata. W roku 2003 miał swoją premierę w Australii, ale został szybko wycofany. Australijska Coke Company wyjaśniła, że napój nie zdołał zyskać akceptacji Australijczyków, którzy mają “bardziej konserwatywne podniebienia” niż Europejczycy lub Amerykanie. W takim razie JakŻyć nie lubi Australijczyków i przy każdej możliwej okazji będziemy sobie z nich kpić.

Katecheza #4: Cherry Coke jest najczystszym, najpełniejszym, najdoskonalszym napojem, jaki możesz dostać w sklepie. Pijąc Cherry kosztujesz nieba.

Jak jeść Kebab?

Dzisiejsza lekcja będzie poświęcona trudnej sztuce konsumowania Kebabu, która – choć dziś wydaje się być jedynie fantazyjną wizją lepszego świata – w XVIII wieku z powodzeniem była praktykowana w Iranie. Pamiętajcie, że by pokonać przeciwnika, trzeba go najpierw dokładnie poznać. Oto sam suczysyn:

W Polsce słowo kebab oznacza zazwyczaj döner kebap (po turecku ‘obracające się pieczone mięso’), czyli danie kuchni tureckiej w postaci baraniny (może być to również mięso cielęce lub drobiowe, nigdy wieprzowe) skrawanej z pionowego rożna z surówką i owczym serem oraz przaśnym chlebem, współcześnie przekształcone w danie typu fast food, podawane w przaśnym chlebie, picie lub bułce z surówką warzywną oraz różnymi sosami – łagodnymi lub ostrymi.

Wróg publiczny czystych ubrań i rąk numer jeden.

Wróg publiczny czystych ubrań i rąk numer jeden.

Jak widzicie nie ma żartów, ale Wasi eksperci z JakŻyć zapewniają – jeszcze dziś nabędziecie podstawy do poprawnej konsumpcji kebabu. I to za darmo! W tym celu kebab trzeba podzielić zasadniczo na dwie elementarne  grupy:

- na grubym cieście (adresowany do grubasów, którzy lubią nawpychać się buły)

- na cienkim cieście (dla seksualnych abstynentów, którzy lubią potrzymać pierożka)

Technika walki z każdym z nich jest nieco inna, zawsze jednak tak samo skomplikowana. Główną siłę rażenia kebabu stanowi cieknący sos i wysypująca się surówka. W wielu przypadkach nasi czytelnicy zgłaszali się do nas również z problemem potłuczonego szkła w pokarmie, arabskiego gila, popiołu z papierosa, podartych kawałków Tygodnika Powszechnego i psiego mięsa (to niestety w cale nie jest żadna urban legend tylko najszczersza, prawdziwa prawda).

Miłośnicy kebabu na grubym cieście wielokrotnie spotykają się z problemem wysypującej się bokami zawartości kebabu. Jest to szczególnie niebezpieczne, gdy jesteśmy bardzo głodni, bowiem spora część zawartości ląduje na chodniku (choć warto tu docenić rosnące dzięki kebabom walory architektoniczno-krajobrazowe polskich miast). W wypadku kebabu na grubym cieście często można spotkać też wysublimowanych ludzi elity, którzy kupując kebab za 7 złotych pragną udowodnić swoją wyższość, a także potwierdzić finansową niezależność, jedząc posiłek widelczykiem. Błąd!

Sprzedawcy Kebabu to rzeczywiści ambasadorowie Turcji na terenie RP

Sprzedawcy Kebabu to rzeczywiści ambasadorowie Turcji na terytorium RP

Walka z kebabem na grubym cieście to wbrew pozorom równa walka, w której masz duże szanse. Musicie jedynie pamiętać o ważnej kwestii – zachowaniu równowagi w trakcie konsumcji. Przechylenie ręki w jedną lub drugą stronę zaowocuje wypieprzeniem zawartości kebabu. Nie warto też atakować go od góry, gdyż wówczas zawartość wyląduje na kurtce atakującego, zaś on sam upieprzy swoje usta sosem, co w przypadku sosu czosnkowego może budzić dodatkowe bodźce u napotkanych przechodniów, dla których RedTube jest wyznacznikiem głównych wzorców relacji społecznych.  Lata treningów, lata praktyki oraz spory zasób wrodzonych umiejętności nauczyły nas, iż najlepszą metodą konsumpcji kebabu na grubym cieście jest telekineza. Za pomocą siły umysłu przenosimy zawartość bułki do naszych ust. Ważne – nawet w trakcie procesu lewitowania surówki do naszej buzi należy pamiętać o sosie, który jako ciecz niechętnie poddaje się temu procesowi.

Dużo łatwiej sprawa ma się z “pierożkiem”, czyli kebabem na cienkim cieście. Na pierwszy rzut oka w takim wypadku otrzymujemy spójną, zawiniętą koncepcję, dzięki czemu upieprzenie się na “gwiazdę RedTube’a” będzie niemożliwe. Nic bardziej mylnego! Jak wszyscy bowiem wiemy pierożek ma wyjątkową zdolność do atakowania “od dołu” i choć możecie być zadowoleni z postępów na górze, z dołu ten bezlitosny kawałek ciasta atakuje was swoimi najbardziej białymi sokami.

Ale i w tej sytuacji załoga JakŻyć przychodzi Wam z pomocą! Przede wszystkim trzeba podjąć stosowne środki zabezpieczające. Dół kebabu najlepiej obłożyć przynajmniej pięcioma chusteczkami higienicznymi, mile widziany jest także papier toaletowy oraz jakaś wyjątkowo duża i szczelna prezerwatywa (jeśli nałożycie ją na kebab bez problemów, to znaczy, że kebab jest za mały i nie spełnia norm europejskich, a ponadto może mieć kompleksy i problemy na tle osobistym – badania przeprowadzone przez JakŻyć na zlecenie ABDULLAHKEBABULLAH Sp. z o.o.). Czasem jednak i takie zabezpieczenie może nie wystarczyć, dlatego pamiętaj – w każdej możliwej okazji – kebab na cienkim jest odbezpieczonym granatem w Twojej ręce, trzymaj go z dala od własnego ciała. Nawet mimo tak szczegółowo podjętych kroków istnieje ryzyko upieprzenia się kebabem, jednakże w przypadku cienkiego ciasta metoda lewitowania poszczególnych składników nie sprawdza się w najlepszym stopniu.

Kebab Amira to zaprzyjaźniony z JakŻyć lokal, w związku z czym pozwoliliśmy sobie na reklamę. Znajdziecie go na ulicy Marszałkowskiej przy tych 30 sexshopach (wyposzczeni miłośnicy kebabu na cienkim będą wiedzieli gdzie to)

Kebab Amira to zaprzyjaźniony z JakŻyć lokal, w związku z czym pozwoliliśmy sobie na reklamę. Znajdziecie go na ulicy Marszałkowskiej przy tych 30 sexshopach (wyposzczeni miłośnicy kebabu na cienkim będą wiedzieli gdzie to)

Trzeba przypomnieć, iż 28.10.2008 roku w Warszawie odbyła się wielka bitwa kebabowa, gdzie setki nagich studentek i studentów wzięło udział w dorocznym festynie obrzucania się kebabem. W trakcie takiej uroczystości podstawowe normy i dogmaty konsumowania kebab nie obowiązują, paradoksalnie jednak wedle statystyk uczestnicy upieprzyli się mniej niż podczas tradycyjnej próby skonsumowania posiłku. Kebab jest niewątpliwie chytrym i dobrze wyszkolonym przeciwnikiem. Pamiętajcie, że tylko dzięki naszym poradom macie jakieś faktyczne szanse w tej walce.

Katecheza #3: Nie masz się co napinać, bo i tak nie przechytrzysz kebabu. Bądź królem życia i jedz pizzę albo chodź brudny.

Jak paradować to tak, żeby wszyscy widzieli

Polskie prawo stety czy niestety chroni ludzkie życie, co czasem ma dość logiczne uzasadnienie moralno-społeczne, ale z drugiej strony trudno nie zazdrościć takim Amerykanom, którzy w wielu stanach mogą po prostu zastrzelić ciecia, który nieproszony wpierd*** im się do domu. Polskie prawo karne, a także kodeks ruchu drogowego nie są aż tak wyrozumiałe w stosunku do ludzi, których rozjechano na ulicy (choć znaleźli się tam łamiąc po drodze trzydzieści różnych przepisów), a to z kolei pozwala podejrzewać, iż tak naprawdę chroni tych wszystkich przyjebanych ludzi, którzy robiąc korki w mieście próbują zwrócić na siebie uwagę.

To naprawdę zajebiście, że jesteś szczęśliwe. Mamy to jednak w DUPIE.

To naprawdę zajebiście, że jesteś szczęśliwe. Mamy to jednak w DUPIE.

Drodzy strajkujący, do jasnej kurwy anielki nędzy,  jak macie potrzebę zwrócenia na siebie uwagi to sobie wystawcie głośniki w oknie i puszczajcie Ich Troje tak, żeby całe osiedle słyszało. Albo założcie sobie bloga, tak jak my. Albo idźcie w politykę, do Big Brothera, no gdziekolwiek, gdzie kurwa mać nie spóźnimy się przez to do pracy, bo jeszcze nie zdarzyło mi się tak, bym przez Ich Troje i Jolantę Rutowicz spóźnił się gdziekolwiek.

Pół godziny temu rozpoczęła się konferencja w biurze i naprawdę gówno obchodzi mnie szatan, tvn czy wasze jeb*** przemyślenia na ten temat.

Pół godziny temu rozpoczęła się konferencja w biurze i naprawdę gówno obchodzi mnie szatan, tvn czy wasze jeb*** przemyślenia na ten temat.

I choć moje słowa mogą wydać się dla was szokujące, to w imieniu narodu do kurwy nędzy informuję was, że a gówno nas obchodzi kogo ładujecie w dupę, gówno nas obchodzi co myślicie o żydach, gówno nas obchodzi, że za mało zarabiacie, gówno nas obchodzą wasze jebane taksówki, gówno nas obchodzą wasze emerytury. Że czujecie się szykanowani? To MY czujemy się szykanowani przez takich ulicznych terrorystów jak wy! Jak was to kurwa mać interesuje to idźcie sobie na jakiś stadion czy kurwa placyk na środku miasta, a nie  robicie korki  chodząc ulicami, bo w takiej sytuacji polskie prawo powinno pozwalać na to, by was rozjechać i jeszcze dawać medale w nagrodę za pobrudzenie sobie zderzaka na rzecz społeczeństwa. JakŻyć rozumie, że “skoro mnie źle to innym też rozpieprzę życie” jest znakomitą dewizą, ale z czymś takim daleko nie zajdziecie.

Katecheza #2: Nie będziesz zawracał głowy ludziom, którzy mają twoje problemy w DUPIE. Korzystaj z konstytucyjnego uprawnienia do wolności wyrażania poglądów i rób to w cywilizowany sposób, a nie biegając środkiem ulicy i paraliżując życie całego kurwa miasta.

[PILOT] Snowboardziści

I tak oto ruszył kolejny,  cudowny sezon zimowy. Kurorty turystyczne ochoczo otworzyły się na spragnionych emocji narciarzy, a ci zaś – jak co roku – najbardziej nie będą unikać ani niedźwiedzi, ani stromych stoków, ani trawy wystającej ze śniegu, ani nawet ratraka, tylko największej zakały zimowych przyjemności – snowboardzistów.

Wiecie kochani, nie ma nic złego w ludziach, którzy ogarniają, że deskę należy trzymać podczas zjazdu prostopadle a nie równolegle do stoku, nie ma nic złego w Jagnie Marczuaitis, która jakoś tam wygląda, nie ma nic złego w snowboardzistach, którzy przez cały boży dzień piją najtańsze wino jakie rasowi górale znaleźli w Żabce (dumnie zwane “grzańcem”) pod stokiem. Ale te wredne k***y, te patafiany, które wychodzą na stok, bo snowboard jest modny i przy okazji można zabić siebie i kilka osób z otoczenia?

Snowboard to piękny sport. Tak właśnie prezentuje go MTV, a debile wierzą, że w 10 minut będą robić coś takiego.

Snowboard to piękny sport. Tak właśnie prezentuje go MTV, a debile, które to oglądają naprawdę wierzą, że w 10 minut będą robić coś takiego.

Z badań przeprowadzonych przez reasearchowy ośrodek JakŻyć snowboardzistów w Polsce udało podzielić się na dwie grupy. Pierwsza z nich stanowi jakieś 95% jeżdżących na desce i nazwaliśmy ją “na odstrzał”.

Licznik:

Pierwszą atomówkę (nie tak) zrzucamy więc na różowe laseczki, które próbują się nauczyć jeździć, bo tak robią w Bravo i na MTV.

Drugą atomówkę zrzucamy na komputerowych geeków, którzy próbują sobie rekompensować brak życia modnym sportem.

Trzecią atomówkę zrzucamy na panów sportsmenów, którzy wprawdzie zajebali od rana dwóch narciarzy, rozpierdolili orczyk, spadli z wyciągu i wjechali w idiotę z RMF FM, ale przy każdej, absolutnie każdej możliwej okazji robią minę olimpijskiego mistrza snowboardu.

Czwartą atomówkę na facetów przeżywających kryzys wieku średniego. Człowieku! W takim wieku znajdujesz sobie młodszą o 20 lat żonę lub kupujesz Porsche, a nie starasz się zabić bogu ducha winnych ludzi na stoku.

Piąta atomówka dla kobiet po pięćdziesiątce. Wnuki spać prowadzać, a nie zgarniać dupą śnieg przez 10 metrów po każdych trzech metrach ujechanych na snowboardzie!

Niestety nie zawsze kończy się tak dobrze jak na tej fotce. Haha, ale zajebiście, wyjebałem się dziś tylko 25 razy i nikogo jeszcze nie zabiłem!

Niestety nie zawsze kończy się tak dobrze jak na tej fotce. "Haha, ale zajebiście, wyjebałem się dziś tylko 25 razy i nikogo jeszcze nie zabiłem!"

Aby oddać sprawiedliwość społeczną, całość sprowadzamy do wspólnego mianownika. A jest nim imponująca wręcz umiejętność do kurewskiego nieumienia obsługi snowboardu. Typowy snowboardzista niszczy stoki, zgarnia śnieg (a potem go je), śmierdzi potem, nie kontroluje deski, wypierdala się co 5 metrów, wypierdala innych ludzi co 3 metry, spada z orczyka, wpycha się do kolejki, wypierdala ludzi w kolejce bo sam nie umie się zatrzymać, a ponadto je śnieg i sika na śnieg na samym środku stoku.

Snowboard to piękny i trudny sport, jednak to, że tak mówi MTV czy Bravo absolutnie nie znaczy, jeszcze raz – absolutnie nie znaczy – że musisz go uprawiać. 95% snowboardzistów nie umie, a 90% nigdy się nie nauczy dobrze obsługiwać tak skomplikowanego urządzenia jak deska snowboardowa. Może więc w tej sytuacji warto przerzucić się na dużo prostsze w obsłudze narty?

Wisienką na przedkatechetycznym torcie będzie obraz typowego, polskiego snowboardzisty

Wisienką na przedkatechetycznym torcie będzie obraz typowego, polskiego snowboardzisty

Katecheza #1 [PILOT]: Nie jeździj na snowboardzie jeśli nie umiesz tego robić. Jeśli mimo wszystko chcesz się nauczyć to rób to w takich miejscach, gdzie przy okazji nikogo kurwa nie zabijesz.