Archiwa miesięczne: Kwiecień 2010
Jak wylansować się na narodowej tragedii
No i nie udało się. Żałoby narodowej na Jak Żyć nie będzie. Miała być: przez szacunek dla ofiar, rodzin, Konstytucji, ale się nie udało. Kurwicy dostaliśmy, widząc, co wyrabiacie na łamach prasy i internetu.
Nie żyje Głowa Państwa, żal jest wielki, naród się zachował, co cieszy, bo i nasze lekcje nie poszły do końca na marne. Niestety, blogerzy i zajebiści internetowi kurwa żurnaliści, czyli takie łajzy, których za poglądy nie wzięli do Polityki, a za twarz do Tygodnika Powszechnego, od kilku dni donoszą, że Lech Kaczyński nie był dobrym Prezydentem, a nasz naród wyzywa od hipokrytów. Do kurwy nędzy, dzieci w przedszkolach wiedzą, że Lech Kaczyński nie był dobrym Prezydentem, a pisanie o tym jest pierdolonym truizmem. Jest to tak oczywiste, jak pisanie po śmierci 40 górników, że tak naprawdę węgla ani ich pracy w ogóle nie potrzebujemy. I dokładnie tak taktowne. A jak jeszcze weźmiemy pod uwagę, że Prezydent nie zadławił się precelkiem jak można się było spodziewać, tylko zginął jak bohater pod Katyniem z niemal setką innych Polaków, to już w ogóle wychodzi z wszystkich klasa.
Wielu nie obchodzi, że umarł Lech Kaczyński (no, w każdym razie nie aż tak), wszystkich rusza – i powinna - śmierć Prezydenta RP. Kto tego nie rozróżnia, jest oczywiście idiotą, ale ponadto powinien zostać skazany na narodowe bukkake, chłostę i wygnanie w kierunku Białorusi. Trudno jednak czepiać się ludzi, dla których śmierć setki osób jest okazją do pierdolnięcia kretyńskich nawiasów z gwiazdeczką po środku lub ustawienia sobie szarowatego avatara. Jeśli już koniecznie chcecie wylansować się na tragedii, to miejcie rozmach skurwysyny.
(nie odbierajcie nas jako hipokrytów, my już jesteśmy wylansowani, miesięcznie czyta nas kilkadziesiąt tysięcy Polaków – poza tym wystarczy, że jakieś blogaskowe bęcwały pomiędzy swoimi [*][*] nazwały nas już tak z piętnaście razy, nie róbcie z nas kominków ani tym bardziej ziemkiewiczów – nie aspirujemy, jesteśmy od nich lepsi, jeden szmaci się w internecie gorzej niż w jakimś reality show, drugi mentalnie utknął w realiach Pana Tadeusza, ma gówniane poglądy i na domiar złego jest w nie tak ślepo zapatrzony, że konserwatywny konserwatyzm mógłby przyjść do niego do domu, puknąć mu żonę na 10 różnych sposobów, a on nadal byłby jego wielkim fanem)
1. Prezydent a Kaczyński – różnice
Akt 1 – bohaterowie liryczni rozmawiają z zaświatami
Panie Prezydencie, nie zgadzaliśmy się z Panem w zasadzie we wszystkich możliwych kwestiach, ale był Pan naszym Prezydentem. Gdyby wypowiedział Pan wojnę tym i tamtym, to jeszcze tego samego wieczora wkurwieni na Kaczora, że zawraca dupę byśmy ich zajebali, a potem urządzili sobie na ich grobach najgrubszy melanż w historii ich narodu.
2. “Domorośli kurwa żurnaliści”
15 minut po śmierci Prezydenta i setki innych osób 3/4 internetu poczuło w sobie zajebistą potrzebę napisania swoich przemyśleń. Jeszcze dobrze samolot nie ostygł i nie upewniono się czy to w ogóle ten, a już czytaliśmy trzydzieści kurwa podsumowań prezydentury, przemyśleń na temat zrządzeń losu, zabafnych dofcipków, pożal się boże konstytucjonalistów (“Polska stracila racje stanu, teraz zastąpi go Prezydent Warszawy!”) czy też zawodowych konstytucjonalistów z telewizji (“znałem wszystkie te ofiary, w mojej pracy naukowej spotyka się wysoko postawione osoby, obecnie badam problem ple ple ple, a na obiad był kalafior”). Nie zabrakło oczywiście prognozy nadchodzącej kampanii prezydenckiej (mniej więcej przy setnej blogowej notce na ten temat o tragedii dowiadywał się Tusku), w której wszyscy już doskonale wiedzieli kto wystartuje i co zrobi Jarek. Przez jakieś 30 minut nawet faworytem blogerów do drugiej tury był Szmajdziński, zanim zorientowali się co się kurwa stało.
Kolejny skurwysyn z serii “nie płakałem, choć wszyscy płaczą, jestem taki offowy, mam dziury w jeansach, noszę trampki, mało kto mnie rozumie, ale przez to czuję się lepszy, czytam coelho i mnie to rusza, nie płakałem po Kaczyńskim, a tak w ogole to jestem ateistą”. Prawda, że fajnie?
[chór] Faaaaajnie!
4. Kraków znowu się popisał.
Krakusy, w naszym środowisku znane są przeważnie z tego, że przychodzą na imprezę bez wódki, piją cudzą w najlepsze, a jak się skończy, to proszą o jeszcze. Znowu się zresztą nie popisali, gdy się dowiedzieli, że Prezydenta chcą pochować na Wawelu. Mają skubańcy jaja, bo nie dość, że mało kto pamięta, gdzie ta mieścina leży, Kraków staje się powoli wymarłym miastem, nikt nie inwestuje w niego pieniędzy, nie dostali Euro, a ludzie spierdalają do Warszawy, to jedyna szansa na zwrócenie na siebie uwagi świata i odrobinę większy prestiż im nie odpowiada. Bo to Lech Kaczyński, bo obrażalski, bo blokował reformy, bo niski, bo gruby, a żona była brzydka. I są z siebie zajebiście zadowoleni, “nie jesteśmy takimi hipokrytami jak reszta Polski!”.
Do kurwy nędzy, to nie Lech Kaczyński, to Prezydent RP i nie wasza jebana sprawa, gdzie będzie jego grób, chyba, że macie ochotę kolejne 100 lat robić gałę austriackim cesarzom, paradować po polu i w ogóle ciąży wam ten Wawel.
5. Wszyscy jesteśmy hipokrytami
I kiedy Monika “Stokrotka” Olejnik opowiadała o tym jak ciepłym był człowiekiem prezydent, gdy Kazik szlochał w chusteczki, a Kuba grał żałobne pieśni na lirze, kolejni blogerzy nazywali media obłudnymi, zaś naród polski hipokrytami. A byli to głównie ci dzielni niezależni, którzy tak bardzo obiektywni z boku – bo Bóg dał im takie prawo – komentują z wyższością wszystko dookoła. I retorycznie pytają czemu opluwany prezydent stał się przyczyną tak wielkiego bólu.
Bo to przecież nielogiczne, by konstytucyjna głowa państwa, będąca symbolem narodu, Tego Narodu, jej śmierć i śmierć setki innych ludzi w tragicznych okolicznościach sprawiły, że zwykli ludzie, zwykli obywatele poczuli pragnienie, by w tych trudnych chwilach być razem, zapomnieć o małpie w czerwonym i borubarze, zjednoczyć się jako naród, który kolejny las w swojej trudnej historii stracił coś z perspektywy obywatelskiej najważniejszego.Jak chujowa by ona nie była, bo przecież Jan Kazimierz, Stanisław August Poniatowski czy ten co dmuchał kozy byli jeszcze gorsi, a wszyscy ich kurwa kochali.
Na tego typu podsumowania przyjdzie jeszcze pora, chcecie być błyskotliwi, bo a nuż ktoś wam podpierdoli te jakże oryginalne wynurzenia. Otóż nie są oryginalne, nie są błyskotliwe, nie mówicie niczego, czego rozsądnie myślący człowiek nie wie. Tylko niektórzy mają na tyle dużo kultury i rozsądku, by najpierw człowieka pochować.
Jak wyrywać studentki?
Wprawdzie jakiś czas temu nauczyliśmy was jak wyrywać laski, ale w listach piszecie, że dalej wam to nie wychodzi (z pustego i Salomon nie naleje). Kolejna notka jest o studentkach, bo studentki to zupełnie inna liga. Tutaj liczy się przede wszystkim umiejętne dobrana metoda, bowiem w zależności od wybranego kierunku każda z nich jest trochę inna.
Zaczniemy od własnego ogródka, czyli studentek prawa. Pamiętacie gdy w jednej z katechez przestrzegaliśmy was, że każda kobieta jest piękniejsza po alkoholu? Na waszych oczach rozgrywa się historia, dowiadujecie się czemu studenci prawa tak dużo piją. Ale one akurat będą dużo zarabiać, więc nie mają się czy martwić. Studentka prawa czuje się wyobcowana w towarzystwie trzeźwego mężczyzny, nie wie czego się po nim spodziewać i przeraża ją fakt, że jest prawdopodobnie w jedynej grupie kobiet na świecie, która upija facetów, a nie odwrotnie.
Oczywiście w tej grupie są też wyjątki, na przykład wszystkie nasze kochane koleżanki! No co się tak dziwicie? Przecież musieliśmy to napisać.
Jeśli chodzi o studentki lingwistyki (Matko Boska, co się wyrabia w instytucie romanistyki!) ważne jest żeby nie szpanować przy nich językiem obcym. Prawdopodobnie zna go lepiej od ciebie, a jeśli nie, to jeszcze gorzej, bo będziesz jej odrabiać wszystkie prace domowe, pisać referaty, a w dniu egzaminu przebrany za wyjątkowo paskudną kobietę chodzić odpowiadać w jej imieniu. Możesz za to udawać, że jesteś właścicielem prestiżowej szkoły języków obcych, zapraszaj swoją wybrankę na długie spacery w okolicy szkoły, wieczorne, tak żeby na tablicy dokleić swoje nazwisko. Przebąknij nieco o wysokich zarobkach, atrakcyjnych godzinach pracy i jest twoja.
Ze studentkami medycyny trzeba krótko. One i tak nie mają zbyt wiele czasu ponieważ muszą się uczyć, dlatego w tym przypadku ceni się: a) konkret, b) fachowe słownictwo. Coś w stylu:
Czy chcesz zobaczyć mój penis?
Krócej i konkretniej jest tylko ze studentkami europeistyki. “A po moich studiach są jakieś perspektywy!”. I jest twoja! Z kolei w przypadku studentek stosunków międzynarodowych powyższy tekst nie działa, ale jeszcze gorszy jest “a więc stosunki, hehe?”. Po czymś takim nie dość, że nie wyrwiesz, to jeszcze zaatakuje cię klątwa, którą w Jak Żyć nazywamy Przekleństwem Fotygi i nie zamoczysz przez najbliższe 10 lat.
Ze studentkami filozofii to jest trochę tak, że jest to co do zasady wymagający kierunek i biorą tam głównie dziwnych facetów. Ale kiedy już raz na ruski miesiąc trafi się tam jakaś panienka – pamiętając o tym, że kobiety są mniej inteligentne od mężczyzn – musisz doprowadzić do jakiejś filozoficznej dysputy (ale coś łatwego, żeby jej się procesory nie poprzegrzewały), np.: “gdybyś była dziewczyną to wolałabyś być ładna czy mądra?”. Choć to akurat nie jest najlepsze pytanie bo po półgodzinnej rozkminie otrzymasz odpowiedź “ej, przecież ja jestem dziewczyną!” czy coś w tym stylu.
Zajebiście dobrze podrywa się studentki psychologii. Ich nieświadoma potrzeba niesienia pomocy ludziom może zostać dobrze spożytkowana, jeśli tylko zachęcisz ją do siebie wzruszającą opowieścią z dzieciństwa. Najlepiej coś oczywistego, żeby mogło jej się wydawać, że poznała cię na wylot.
A u nas na podwórku większą ujmą niż “Ale z ciebie Madeleine” było tylko “Ale z ciebie Pepito”.
Jeśli chodzi o studentki kierunków ścisłych, czyli takie z Politechniki, to ich się co do zasady nie podrywa. Powodów jest kilka – nie podrywasz też kosmitów, bo nie istnieją. A nawet jeśli istnieją, to tak naprawdę nie wiesz co mają w miejscu narządów rozrodczych. Poza tym i tak zdecydowana większość studentek z politechniki w okresie (niefortunnie dobrane słowo) pomiędzy inżynierką a magistrem decyduje się na operację.
Zupełnie odwrotnie jest ze studentkami historii sztuki. Tutaj każda jest stuprocentową kobietą, ale nie każda taką była. Żeby wyrwać studentkę sztuki musisz być indywidualistą, a najlepiej pedałem. Nie wierzymy, by którykolwiek z naszych czytelników ochoczo zwiedzał każdego ranka muzea, teatry i filharmonie. Jeśli mimo wszystko pasujesz do tego opisu, nie chcemy być był naszym czytelnikiem. Ideałem takiej studentki jest połączenie Paolo Coelho z Almodovarem.
Zupełnie inaczej jest w przypadku studentek SGH. To są jednak szczwane sztuki i ich się nie wyrywa, im się oferuje sponsoring. Miejskie legendy mówią, że jak na przedsiębiorcze kobiety przystało, nie korzystają z Grona czy Facebooka, tylko dodają się do znajomych na Odlotach.
Najgorzej jest ze studentkami dziennikarstwa, ponieważ od pierwszych minut na wydziale wpaja im się, że mają być wygadane. Dlatego też nie mając bladego pojęcia o filmie, książce, polityce czy modzie powtarzają zasłyszane gdzieniegdzie opinie, zgodnie z którymi wynika, że np. Heroes to świetny serial (a wszyscy dobrze wiemy, że to taki serial s-f jak biografia Józefa Fritzla w ramach programu Superniania). Studentki dziennikarstwa są niebezpieczne, bo lubią być kontrowersyjne, dlatego lepiej trzymać się od nich z daleka (siostra jednego z naszych kolegów studiuje dziennikarstwo i zapłacił nam żebyśmy to napisali).
Do studentek architektury nie mówimy “ale masz fajną tubę”, ani tym bardziej “ale ja mam większą”. Za to w modzie jest “chętnie posadzę drzewka w twoim ogrodzie”. Jeśli chodzi o studentki teologii to w przypadku niektórych rumienią się nawet studentki z odlotów, a w przypadku innych [*] nic już nie zdziałacie [*], poza tym po naszym wykładzie na KULu żadna już nie łapie się na numer z niepokalanym poczęciem.

Wpisaliśmy w googlach "gorące studentki", wyskoczyło coś takiego... To chyba jedna z tych grafik, że bez okularów 3D ani rusz.
Katecheza #215: Zapamiętaj nasze porady na całe swoje dorosłe życie, bo wyrywanie panienek, które skończyły studia to już – spójrzmy prawdzie w oczy – nekrofilia.











