Czemu nie być prawnikiem/studiować prawa?

Drogie jak żyć – piszecie – już wkrótce rekrutacja na studia, matura poszła mi wybornie, sześć lat się do niej uczyłam, ale pisałam dla sportu, bo już w gimnazjum wygrałam stosowne olimpiady, pora iść na studia, wiem, że wy studiujecie prawo, bardzo was z tego powodu cenię i szanuję, bo to przecież taki prestiżowy kierunek, potem zawód, wczoraj prawnik był w Dzień Dobry TVN i minister Giertych też był po prawie, no żyć nie umierać, może jakieś porady na początek mojej kariery zawodowej?

No zawód jest, to prawda. Nawet wielki, bo kiedy w dzieciństwie (jeszcze nie było tych głupich znaczków w rogu ekranu) oglądaliśmy Adwokata Diabła, potem Ally McBeal, a w końcu Magdę M. (niech to pozostanie między nami) w życiu nie pomyślelibyśmy o tym, że będziemy mniej więcej tak samo podkurwieni jak teraz jest Grzegorz Rasiak, który w dzieciństwie napatrzył się na Ronaldo i mówił sobie “ja cie! będę taki jak on!”. I to nie chodzi o to, że to my jesteśmy drewniakami (jeśli tak pomyślałeś chcemy żebyś przestał czytać naszego bloga), po prostu czego by kinematografia nie pokazywała, zawód prawnika w Polsce to taka lepiej zarabiająca księgowa, to oparty na odtwarzaniu zawód dla mało zdolnych ludzi.  Także cieszysz się kurwa na wielkie i imponujące przemowy w sądzie, a koniec końców z coraz grubszymi okularami lądujesz w stercie papierów, które są gorsze od książek, bo kto normalny pisałby książkę o jebanym recydywiście, który przez 10 lat ukradł 15 000 jaj kurzych (norma unijna chwdk14140)

"jaaa, studiujecie prawo, a znacie kasprzykowskiego i malaszynskiego? jak to nie... przeciez oni tez z prawa, no moze troche starsi!"

Z tą Magdą M. to sobie żartowaliśmy. Jeśli masz jaja, a mimo to oglądałeś Magdę M. to oczywiście (naprawdę musimy kończyć?) jesteś gejem. Nie oszukuj się i przestań czytać naszego konserwatywnego bloga.

I to jest właśnie w tym wszystkim najlepsze, idziesz na to prawo i laski zdejmują majty przez głowę, ludzie na ulicy padają na kolana, a Koryntianie piszą do ciebie listy, a tak naprawdę na uczelni spędzasz pięć godzin (300 minut) w tygodniu (chyba, że chodzisz na wykłady, ale wtedy jesteś taką cipką, że poświęcimy temu osobny akapit, co tam – osobną notkę), ale i tak jesteś wielki pan prawnik, a NieDajPanieBożeSpozaWarszawy to jak jedziesz do siebie na wioskę to sąsiedzi tłoczą się pod drzwiami “witam panie magistrze, bo ja tu komorne i eksmisje, ratuj pan, tyś uczony!”.

Kancelaria "Masaj"

A najlepsze jest, że jesteśmy na trzecim roku i nic nie umiemy. Tzn. każdy głupi nauczył się już swoich podręczników na pamięć, trochę trzeba, ale to jest w ogóle nieprzydatne, bo gdy ktoś ma jakiś problem prawny, to go rozwiązać nie umie. Oczywiście może zapytać kolegę z roku o pomoc i kolega stanie na głowie, przetrzepie całą Wikipedię (dobre sobie, myślicie, że ktoś korzysta z kodeksów? heloooł), żeby tylko wyjść na jurystę tygodnia, ale i tak gówniane są te porady, który pierwszy lepszy, taki przez ciebie wzgardzany “krawężnik” wyśmieje. A my lubimy policję, tylko idioci nie lubią policji i to jeszcze tacy co im się walka o system od Karola Wielkiego zapisała w genach. Pamiętaj. Żaden student prawa, gdy spytasz go o zagadnienie związane z prawem nie odpowie ci “nie wiem”. Zacznie pierdolić, wymieniać 100 hipotez, podeprze to doktryną, orzecznictwem, może nawet pokaże zdjęcie swojego ćwiczeniowca w portfelu dla uwiarygodnienia słów, ale ni chuja konkretnie ci nie odpowie i najpewniej nic się w tej kwestii nie zmieni do końca aplikacji (na którą najpierw trzeba się dostać, haha!). No, ale lans jest lans, więc lepiej nie ryzykować i wcale nie pytać.

Ew. będzie to pomoc w stylu “no bo szwagier sąsiada” + to co wygrzebał na Wiki. Nie trzeba prawa do tego, true story. Sorki, że tak ponuro dzisiaj, ale jest sesja i możemy być trochę zrażeni, choć to są fakty wiadome przez cały rok, przez całą dobę.

Tak wyglądaliśmy na pierwszym roku (od lewej: Kazik, Kuba, znowu Kazik)

Są studenci którzy na trzecim roku znają prawo lepiej, ba – są tacy, którzy znają je lepiej od swoich profesorów. Niestety niepisana zasada prawa głosi, że jeśli jakimś cudem nauczyłeś się wszystkiego, kochasz to prawo, a w dzieciństwie zamiast Kaczora Donalda prenumerowałeś Dziennik Ustaw – po wsze czasy, koniec końców zostaniesz na Uniwersytecie. Najlepszym adwokatem będzie koleś, którego 3 razy wyrzucali ze studiów, najlepszym radcą prawnym będzie jakiś murzyn ze Stanów, który uczył się polskiego prawa w wolnych chwilach, no i wpadł do nas trzepać kasę. Najlepszym notariuszem będzie syn najlepszego notariusza, więc w tej kwestii to już ni chuja nic nie zdziałasz.

Studenci prawa są co do zasady strasznie nudni. Wynika to z tego, że dzielą się na zajebistych (to my dwaj i tam może jeszcze kilka) i tych, gdzie stało zomo. No niestety jedni są zdolni (to my dwaj i tam może jeszcze kilka), nieco zdystansowani (to (…)) i mało zaangażowani (to (…)), a cała reszta się uczy. Ich plan na studia to tydzień nauki i impreza w piątek, dlatego zachowują się na tych imprezach trochę dziko – stąd zła opinia o studentach prawa. No, ale też byście się tak zachowywali jakbyście poświęcali nauce cały wolny tydzień. A takie przyziemne rzeczy jak piłka nożna albo gry komputerowe? Palestra kurwa, co w życiu nie miała najlepszego fraga na de_duście!

Jedyny plus tego prawa to to, że dziewczyny są żywiołowe i piękne

A już najbardziej ze wszystkich rozczulają nas studenci pierwszego roku. My też tacy byliśmy, ale z racji zajebistości potrafiliśmy się nieco zdystansować. Niemniej jednak student pierwszego roku obowiązkowo powinien pierwsze dwa miesiące ubierać się w garnitur (w końcu chwycił pana boga za ogon! (czy jakos tak)), o tym była już zresztą mowa i to na nikim nie robi wrażenia. Natomiast obowiązkiem każdego młodego jurysty z pierwszego roku jest WNIEŚĆ POZEW. Jako przykładny prawnik, nadzieja narodu, przyszła elita (nie, w zasadzie to już elita – wystarczy dobrze zdać maturę, ale za 7 kafli wezmą każdego) musimy pozwać sąsiada za to, że wiercił wiertarką choć było po 22, a także kolegę z podwórka, co 15 lat temu kopnął cię jak graliście w piłkę (przedawnienie? no pewnie, że wiem co to!). I taki małoletni jurysta wyleci po pierwszym semestrze po egzaminie ze wstępu do prawoznawstwa (40 str broszurka, egzamin polega na tym, że pytają cie co studiujesz i gdzie szukać ustaw, przy czym za odpowiedź “na wikipedii” jest pół punktu).

Także, cóż – co tu dużo mówić – nie studiujcie prawa. Prawdopodobnie inne kierunki humanistyczne są jeszcze bardziej chujowe, po tym przynajmniej są jakieś perspektywy (żebyście się przypadkiem zbyt dowartościowani nie poczuli po lekturze tej notki), ale mit wielkiego prawa to jak sama nazwa wskazuje – mit. Zresztą jak masz talent i jesteś dobry (to poza tym, że możesz napisać Seniorite) to karierę zrobisz po podstawówce, a jak nie, to doktorat też tu nijak nie pomoże.

Katecheza #116: A może po prostu pozbywamy się potencjalnej konkurencji?

Ps. To już równo 9 lat upłynęło, od kiedy poznaliśmy Pezeta z jego Re-fleksjami. Kto by pomyślał, tyle czasu minęło, a jego piosenki, te stare i nowe nadal w formie (choć do niektórych utworów nigdy nie powinny powstać teledyski…)

43 odpowiedzi na „Czemu nie być prawnikiem/studiować prawa?

  1. Chciałam powiedzieć, że kiedy uczyłam się do egzaminu z historii literatury węgierskiej (tak, są ludzie, którzy studiują TAKIE kierunki :D), dowiedziałam się, że prawie wszyscy najwybitniejsi węgierscy literaci XIX w. ukończyli prawo. Może coś w tym kierunku, panowie? ;)

  2. Notka jak zawsze rewelacja!!! Wielki plus za słowa “ubimy policję, tylko idioci nie lubią policji i to jeszcze tacy co im się walka o system od Karola Wielkiego zapisała w genach.” Skończyłem prawo, a dziś jestem policjantem i bardzo miło w końcu przeczytać coś innego niż “JP” :D.

  3. Czołem.
    I po co tyle słów, przecież od zawsze wiadomo, że prawo to nudna chujoza a nie studia.
    Pozdrawiam Mirek

  4. Wielki szacun panowie. Jestem na pierwszym roku uw. Ale przez ten rok tylko raz byłem w garniaku. Na ustnym z prawoznawstwa. Niemniej. Wielka wielka prawda.

  5. Ładnie łądnie podoba mi się to. Cóż wiele prawdy jest w tym co mówisz. Jeżeli chodzi o te wnoszenie pozwów to najbardziej widoczne jest na facebookowych profilach ludzi studiujacych prawo (1 rok), którzy co chwile przeskakują się w tym jakie to paremie łacińskie poznali i, że zaraz wytoczą Ci actio de peculio czy chuj wie co jeszcze. Sam jestem na pierwszym roku a lans jaki widze tam mnie rozbraja. Mam sesje za soba sumiennie sie uczylem a jezeli chodzi o ubior to cóż… specyfika wydzialu… ja akurat od wielu lat (rowniez w liceum) lubilem zalozyc marynarke i tak tez czasem chodze ubrany ale zdaza mi sie rowniez pojawic w wygodnym dresie. Jezeli chodzi o samą perspektywe po prawie zostawmy to samoocenie kazdego kto prawo ukonczy ale fakt tworzenia sie wielkich rodow magnackich, rodzin przawniczych jest straszny i jak przychodzi mi taki i mowi ze za polowke wydal wczoraj 500 zł a starzy mu zalatwia prace to zal mi tego czlowieka. Lubie sie dobrze ubrac ze wzgledu na jakosc a nie znaczek zreszta zawsze szukam ciuchow na ktorych tych znaczkow nie widac ale wole w outlecie za polowe ceny czy nawet 30 %… ale artykuł bardzo mi sie podoba bo oddaje przede wszystkim charakter wiekszosci ludzi z naszego wydzialu. Pozdro

  6. Lilly Lill :
    Chciałam powiedzieć, że kiedy uczyłam się do egzaminu z historii literatury węgierskiej (tak, są ludzie, którzy studiują TAKIE kierunki :D), dowiedziałam się, że prawie wszyscy najwybitniejsi węgierscy literaci XIX w. ukończyli prawo. Może coś w tym kierunku, panowie? ;)

    i malarze różniasci :)

  7. Zzyzby ujocik? bo mam takie same odczucia a wlasnie dzis podszedlem do ostatniego egzaminu na tej zasranej alma mater.

  8. Sam studiuję prawo i historię na UW i rozwalił mnie ten tekst o pozwach i zabawach w łacińskie paremie. Może jestem troszkę odcięty od świata i nie widziałem – szkoda. Poziom lansu jest za to niesamowity. Szczerze mówiąc byłem przerażony po tym jak zawitałem na Lipową któregoś tam października 2 lata temu :D.

    No niestety dla humanistów prawo jest jedynym ratunkiem na jakie takie życie. Poza tym przydaje się w życiu , nawet jak swojej kariery zawodowej nie będzie się wiązać z kodeksami , ustawami i różnej maści rozporządzeniami.

    A co do pracy naukowej na prawie – pamiętam jedno zdanie poważanego XIX -wiecznego Austriaka. Nie przytoczę go , bo pamięć zawodzi w oryginale i w ogóle – lecz chodziło mniej więcej o refleksje na temat uginających się półek na którymś z niemieckojęzycznych uniwersytetów. Uginających się od glos, komentarzy itd.
    Wszystko to mógł ustawodawca przekreślić jedną zmianą w prawie i zamienić w nic niewarte dywagacje.
    Tyle. Osobom o naukowym zacięciu polecam inne kierunki – osobom nastawionym na sukces szybki i łatwy – karierę w polityce względnie nieuczciwą karierę w czymkolwiek.
    No chyba , że ktoś ma tatę adwokata i mamę prokurator. Wtedy życie to jedna nieustająca zabawa…
    I co z tego? :)
    Pozdrawiam!

    P.S : Nie sugerujcie się do końca tym co piszą na tym blogu – choć prawdy w tym trochę jest – między wierszami.

  9. Święte słowa, tak właśnie wyglądają studia na UW – uczelni, którą w zdawalności na aplikacje prześcignął Białystok. Skończy studia taki pierwszy lepszy (skończyć je na UW to banał), nie zna języków, nie ma praktyki i dziwi się, że go nigdzie nie chcą. No to zwala wszystko na brak rodziców prawników. :)

  10. hej, ciekawe co piszesz:), mam 30 lat za soba 2 fakultety techniczne, ekonomiczny na ostatnim roku, przydarzyło się, że pracuje w urzędzie…marszałkowskim,
    nie jestem debilem, udało mi się szybko wdrożyć w ten cały urzędniczy rytm, szybko awans, a jednak wkur***jące jest to ze jakis palant po zaczonym prawie zawsze bedzie lepszy… w oczach dyrekcji, mit prawnika” zaczynam zastanawiać się czy nie zacząć studiow w tym kierunku…

  11. Może trochę prawdy w tym jest ale co Wy tu mówicie o lansie na prawie kiedy tak naprawdę widać po waszym zdjęciu po co ten cały cyrk z tym, że nie można się na wpia nauczyć praktyki. Można, tylko trzeba się skupiać nie tylko jaką chustkę założyć dzisiaj na szyję albo jakiej szerokości krawat…
    Jesteście tacy zajebiści, że szczena opada…. ;]

  12. Ten wpis to sama prawda, ile razy ja się zastanawiałem czy to po prostu u mnie występuje tyle anomalii i głupoty (garnitur na każdy wykład ftw!), czuję się przynajmniej odrobinę “pocieszony”, że tak już najwyraźniej na tym świecie musi być. Pozdrawiam. ; ))

  13. drottning – to idźna prawo. ukończyć jest łatwo. a nie stracisz lat na zdobywanie atutów, którymi przebijesz wykształcenie prawnicze konkurentów.

  14. na każdym “prestiżowym” kierunku pierwszakom odbija. u mnie koleżanka z medycyny po pierwszym roku w domu kazała tytułować się Pani Doktor. Niby na medycynę też idą ludzie inteligetni, bo progi punktowe wysokie, ale tak obiektywnie, połowa to kompletni debile.

  15. Świetny artykuł! po prostu mnie rozwalił! Jestem na prawie, już 2 roczek. 1 rok na UW drugi na Łazarskim. Jakież to wszystko prawdziwie i straszne heheh!
    Garnitury + neseser i wielkich pierwszorocznych prawników mamy po wstępie do prawoznawstwa!
    Pozdrawiam autorów!

  16. He, dobre. Chciała bym tyle napisać na ten temat i nie wiem co bo tyle tego jest, w sumie to koledzy wyrazili w swoim blogu wszystko co jest na co dzień na wydziale prawa:) jestem na 2 roku prawa i muszę dodać , że mimo pierwszoroczniaków , którzy mają się za poważanych prawników… 2 rok niewiele odbiega od nich:P a zauważyć to można po wspomnianym już facebooku. 2 rok to już kolejny level lansu gdyż już nie uczysz się nędznej logiki , czy historii… jesteś prawdziwym mecenasem bo uczysz się prawa cywilnego i prawa karnego, możesz odpowiedzieć na każde pytanie prawne i z każdym problemem sobie poradzić, dlatego zaczynają oblegać kancelarie swoimi cv o praktyki, a po cholerę im te praktyki na samym początku 2 roku skoro parzą tylko kawę albo skanują sterty papierów, ok ok dadzą im przetłumaczyć pozew albo inny dokument. Co z tego? jak i tak potem pójdzie to do tłumacza.
    Pozdrawiam serdecznie autorów:) jeszcze raz gratuluje super notki;)

  17. Wow. A ja myślałem, że na UMCSie ludzie są spaczeni, ale okazuje się, że warszawka przoduje jak zwykle. :P Co nie znaczy, że u nas ludziom nie odwala i tak same wielkie książęta, arcymistrzowie prawa i przodownicy pracy, jaśnie oświeceni wojewodowie, etc. Albo tępi idioci nie będący w stanie połączyć faktu, że każdy każe im spierdalać z wnioskiem, że są zjebani.

    Co zaś jest najpiękniejsze w tym wszystkim – przeciętny informatyk 2 lata po ciekawych, praktycznych studiach zarabia więcej od prawnika z takim samym stażem. No, ale ten drugi to przecież ‘elyta’ narodu.

    Na marginesie – spoko blog, macie fajny styl, tak trzymać.

  18. Świetna notka! mam znajomych na prawie i często przesiaduję w Bibliotece UW, gdzie młodzi prawnicy się panoszą. Obserwowanie tych osobników i przysłuchiwanie się im – piękna sprawa. Lans na 100%. Kolega, który był dresem, po dostaniu się na wieczorowe prawo na UW, wskoczył w pantofle i garniak i uważa, że jest już człowiekiem sukcesu.
    Sama studiuję humanistyczny kierunek na UW i muszę przyznać, że ten lans i podjarka pt.”jaki to ja jestem uczony i będę trzepać grube miliony po studiach” to chyba właśnie specyfika prawa…

  19. @ zombie – Nie wiem czy to specyfika prawa, zobaczyłaś kilka osób i na tej podstawie osądzasz wszystkich. Jasne – są osobniki, które faktycznie – aktóweczka, płaszczyk, pantofelki, garniaczek + chodzenie z kijem w tyłku – ale to są jednostki. Są ludzie normalni, którzy podchodzą z dystansem, są tacy którzy nie wyjmują nosa z książek – jak wszędzie indziej zresztą. A na UW to pewnie i na turystyce jest lans – bo przecież Warszaffka :)

  20. No bez wątpienia dużo w tym racji. Jestem na III roku i wkurwia mnie to wysokie noszenie się co niektórych. Sam jestem synem adwokata i do głowy mi nie przyszło, żeby z tego tytułu wywyższać się, czy chodzić na uczelnie w garniturze (z wyjątkiem egzaminów). I rzeczywiście śmieszna jest wymiana paremii łacińskich na I roku…:D.
    Nawet po ukończeniu tych studiów tak naprawdę gówno umiemy, niemniej lepiej jednak studiować prawo niż stosunki międzynarodowe/admin/politologie czy inne tego typu kierunki, które kompletnie nic nie wnoszą…

  21. Aha i apel do Panów:
    Nie bierzcie sobie dziewczyn z prawa. Sam fakt udziału kobiet na tych studiów odziera ich z kobiecości i wskazuje jaki typ charakteru mają.

  22. A ja dziewczynę z roku mam i nie narzekam (UAM III rok) :D
    Generalnie, najfajniejsze w tym wszystkim, jak już ktoś wspomniał, jest podejście studentów, którzy czują że już sukces odnieśli, wszak prawo. W końcu nie o aplikacje chodzi czy inne przyziemne pierdoły. 5 z egz ustnego z cywila, a tylko 30 min lizania dupy, łał, to jest sukces!

  23. leonik :
    Aha i apel do Panów:
    Nie bierzcie sobie dziewczyn z prawa. Sam fakt udziału kobiet na tych studiów odziera ich z kobiecości i wskazuje jaki typ charakteru mają.

    Leonik, a w jakim języku spłodziłeś ten komentarz? :);)

    P.S.
    Artykuł trafny co do joty! Pozdrawiam Autorów, “prawniczka” po UJ.

  24. Narzekacie tak na swoje studia, że nic się po nich nie umie, ale to może nie jest wina studiów tylko wasza? W końcu sami piszecie, że tylko cipki chodzą na wykłady, bo przecież tacy mądrale jak wy nie muszą. Co do wożenia się pierwszaków (i nie tylko) to zgadzam się w 100%. Ostatnio słyszałem na korytarzu (Uniwersytet Ekonomiczny) jak dziewczyna ok 19 lat stwierdziła, że ona nie lubi sprzątać, więc zatrudni sobie Ukrainkę. Albo że ona nie będzie pracować dla kogoś i założy własny biznes. Żal.

  25. Radek :

    Narzekacie tak na swoje studia, że nic się po nich nie umie, ale to może nie jest wina studiów tylko wasza? W końcu sami piszecie, że tylko cipki chodzą na wykłady, bo przecież tacy mądrale jak wy nie muszą. Co do wożenia się pierwszaków (i nie tylko) to zgadzam się w 100%. Ostatnio słyszałem na korytarzu (Uniwersytet Ekonomiczny) jak dziewczyna ok 19 lat stwierdziła, że ona nie lubi sprzątać, więc zatrudni sobie Ukrainkę. Albo że ona nie będzie pracować dla kogoś i założy własny biznes. Żal.

    My już mieliśmy swoją Ukrainkę, ale się popsuła, szukamy nowej!

  26. Jak wszędzie, są artyści, rzemiślnicy i tłuki.
    Artysta to prawnik (adwokat, notariusz, radca prawny, legislator, rzecznik patentowy, mgr/ dr/ prof. prawa – komorników, prokuratorów i sędziów nie dotyczy :P ) który potrafi wyjść poza utarte w praktyce schematy. Przykładowo radca prawny który nie tylko klepie pozwy w uproszczu ale i czasem jakąś nietypową umowę napisze, przygotuje projekt przekształcenia spółki tak aby nie stracić majątku na podatkach itp.

    Rzemieślnik to niezależnie od obranego po prawie kierunku zawodowego ten który wybrał sobie swoją działkę prawa, wie o niej wszystko, zarabia średnio i nudzi się piekielnie (np. sędzia, referendarz w KW albo KRS ;]

    Tłuk to ten, kto idąc na prawo oczekiwał łatwego chleba.

    Studia nie przygotowują do żadnego praktycznego zawodu prawniczego- w tym celu nalezy odbyć praktyki, staże, podjąć pracę w kancelariach, działach prawnych spółek, urzędów. Dobry warsztat prawniczy nabywa się pisząc kolejne pozwy, opinie prawne, sprzeciwy, zarzuty, apelacje, odpowiedzi….pisząc pisząc pisząc. Jeżeli ktoś spędził 5 lat na uczelni nie zdobywając w tym czasie żadnej wiedzy praktycznej, niewątpliwie po zakończeniu studiów będzie miał powazny problem z zatrudnieniem.

    Jeżeli ktoś planuje zrobić aplikację(korporacyjną) musi liczyć się z tym, że oprócz nauki na aplikację która wycina 2 dni z tygodnia pracy (utrudnia sensowny zarobek) co skutkuje przesiadywaniem w pracy po godzinach, a w wolnym czasie warto siepouczyć na roczne kolokwia aplikacyjne, a później na egzamin końcowy.

    Jeśli ktoś przez to wszystko przebrnie, niewątpliwie będzie miał delikatnie nadwyrężone zdrowie (jeżeli wcześniej było ok.) i możliwość osiągnięcia przyzwoitych zarobków- z tym, że przyzwyczajenia zostają, prawdopodobnie i tak będzie spędzał całe dnie pracując bo można przecież ciągnąc etat w spółce, prowadzić zajęcia dla kilku grup na uczelni no i wypada w końcu prowadzić kancelarię razem z kolegą i koleżanką- tam na szczęście można troche odpocząć bo naiwni studenci i aplikanci obrobią większość spraw za psi grosz :)

    P.s. pominąłem rozczarowanie systemem, ;)

  27. jestem po prawie i w tym robię, choć to nie moja bajka – wszystko pic na wodę fotomontarz – guma, decyzja i pod nią uzasadnienie, tona papieru, hipokryzja, plus vis quam ratio – pogarda dla prawdy, przemoc pod pozorem racjonalizmu i sprawidliwości – demokratyczne państwo prawa realizujące zasady sprawidliwości społecznej, solidarność, współpraca i dialog partnerów społecznych bleee

  28. Zawsze uważałam, że studenci prawa to są ‘specyficzni’ ludzie. Ta notka wyjaśnia wszystko- garnitur, a najlepiej neseser!! xD haha dzikość na imprezach, wkuwanie encyklopedii na pamięć czy co tam ;d;d no a dziewczyny żywiołwe. MIeszkałam kiedyś z dwoma ‘prawniczkami’, które mówiły językiem prawa, i się uczyły i o mało nie skonczyło się to jakimś załamaniem nerwowym ;d no i sorry od tego czasu mam jakąś awersje! xD ale wy jesteście spoko, nawet jesli powiecie mi, że dziewczyny z filologii angielskiej (UMK pozdrawia xD, tak tak jesteście dość szeroko znani, mimo, iż czytam was od tego roku, a poleciła mi was koleżanka z UAM ;D )nie ma pracy ani lansu ;d

    Jedyny prawdziwy ‘prawniczy’ lans to to, że znacie te wszystkie łacińskie sentencyje !!

    Pooozddroooo z gorącej Erasmusowskiej Malty : D

  29. fantastyczna notka, i bardzo prawdziwa ;) II rok prawa pozdrawia znad doktryn politycznych i prawnych ;p

  30. hahah zgadzam się w 100% przez całe 5 lat śmiałam sie z tych garniturowych ćwoków, Studentów 1 roku, którzy udają prawnicze gwiazdy. Plus studiowania prawa jest taki, że jest mało godzin i można porobić coś ciekawszego wykorzystując czas na przyjemności :) . Tak więc jakieś plusy też są

  31. Ludzie w garniturach na 1 roku, kreowanie się na gwiazdy itd. to ich sprawa. Nigdy mnie to nie interesowało. Olałam większość jak należało. Robiłam, co ja uważałam za słuszne. Skończyłam prawo, od razu dostałam się na aplikację i nawet nie pamiętam twarzy, a co dopiero imion, większości z tych ludzi. :]

  32. A zresztą sami kiedyś napisaliście: “Mamy jedną podstawową zasadę: każdy może być tak pojebany jak tylko pragnie, byle nie zawracał tym dupy innym.”

  33. heheh fajne texty piszecie, dzięki nim przynajmniej trochę się pośmiałam bo mnie też na pewnym etapie życia “pojebało z tym prawem”, mało tego – dołożyłam sobie jeszcze administrację aby nikt nie mógł mi zarzucić że nie jestem w 100% masochistką ;) i tak oto studjuję od 6,5 roku te fascynujące kierunki, wielkimi krokami zbliża się obrona drugiej magisterki (mam nadzieję że ostatniej) i trzeba będzie szukać pracy w fascynującym doradztwie podatkowym :)

  34. Mam chłopa na kierunku, który od pierwszego roku nieustannie nosi garniaczki (obowiązkowo czarna koszula i krawat czarniejszy od czerni), czarne torby z niesamowicie czarną i na pewno mroczną zawartością, brylantyna na włosach(których ilości żaden dziadek by się nie powstydził) zaczesanych na bok. W zimę rozpoznajemy go po czarnym płaszczu, którego powiew podwija wszystkie kiece napalonych dziewcząt do góry (tu trochę ściemniam, gdyż raczej żadna normalniejsza nawet z nim nie gada, gdyż instynkt samozachowawczy każe uciekać),ale zapewniam, że całe ciało przebiega wysysający energię życiową chłód (jak za dementorów), oraz po czarnych skórzanych rękawicach, w których dokonał zapewne niejednej likwidacji kogoś mniej złego i mniej czarnego niż Sam-Mrok-On(nie nadużywam koloru czarnego, po prostu nie ma innego, który tak dobrze określiłby Stwora). Cholera, szkoda, ze nie mogę zdradzić jak się ów Miszcz nazywa, bo przysięgam wam, że całość się cudownie komponuje. Mogę dodać, że każe na siebie mówić Duce, co już za pewne mówi samo przez się. Sama zazdroszczę sobie ludzi z którymi studiuję. II rok UMK pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s