Właśnie w tym momencie, prosto z biblioteki UW piszemy dla was nową notkę. Piszemy powoli, bo i internet jest tu nie najszybszy. BUWing, czyli ulubione zajęcie warszawskich studentów, jakieś 20% przychodzi się tu pouczyć, pozostałe 80% bo warto pokazać się na mieście.
Jak nie trudno się domyślić nie jesteśmy tu zbyt częstymi bywalcami, ale trochę nas sesja przyszpiliła i dziś jednak razem z chłopakami chodzimy po buwie, kilkanaście centymetrów między alejkami. Zaraz, co ja mówię? Przyszliśmy dziobać i jak zawsze na ploty, troszkę gapimy się ludziom w laptopy. Ej ty, jesteś tu by się uczyć moja droga, co ja widzę – właśnie czytasz naszego bloga! Po pierwsze jednak, kończymy z wierszem, co zdanie to coraz bardziej go pieprzę, bez rymu zacznijmy więc nowym wersem.

A tu lubimy sobie stanąć i patrzeć na wszystkich miną Jose Mourinho, który znów wygrał ligę mistrzów. Nawet postawili nam jakżyciowe krzesło.
Jako osoby delikatnie wyobcowane w środowisku uniwersyteckiej biblioteki na samym wstępie nie mogliśmy nie zauważyć, że – wybaczcie ordynarne słowa – jebie tu jak na sali gimnastycznej po siedmiu godzinach lekcyjnych. Z wyjaśnieniem pospieszył nam nasz nieoceniony Wicio – słusznie zauważając, że niektóre osoby od piętnastu dni nie opuściły budynku. Jest to niestety dość prawdopodobne, ponieważ musicie wiedzieć, iż BUW jest teraz czynny także nocami. To także tłumaczy naszą obecność. Przypominamy, jest 03:22, a prosto z lipowej nadaje dla Was ekipa Jak Żyć.
Jest to zręsztą nieco niezręczna sytuacja ponieważ dokładną treść notki konsultujemy na głos, a ta dziewczyna, która cały czas mówi “ciiii” wprawdzie wpierdolić to nam nie wpierdoli, ale robi się już nieco irytująca. Wymóg absolutnej ciszy i konieczność wyciszania telefonów komórkowych to jedna z przyczyn, dla których nie pojawiamy się tu zbyt często. By uczynić jednak zadość (sporadycznie kultywowanej, ale jednak) tradycji 10 minut po przyjściu, 6 minut po otwarciu podręcznika, 2 minuty po znalezieniu rozdziału, który nas interesuje tłumnie udajemy sięna ucieczkę do Kofi Hewen (o ile jest jeszcze czynne, ciekawe czy powinniśmy zapytać Ciiiigril?).
BUW podzielony jest na kilka sektorów. Pierwszy – ten tematyczny – kompletnie nas nie obchodzi, w każdym razie istnieje tam chyba ze 100 działów z różnymi książkami, jest nawet “dział ksiąg zakazanych”, ale tam już nie siadamy, od kiedy zarobiliśmy -50 punktów dla Gryffindoru. Większość studentów siedzi właśnie pomiędzy regałami, jest jednak spora grupka cyganów, która rozpierdala się na podłodze po całym BUWie, są tacy, którzy zamykają się w małych szklanych pomieszczeniach, gdzie żywy jest aromat nie tylko sal gimnastycznych, ale i przylegających do nich szatni.
Choć nikt się nie przyzna, wszyscy polują na takie fajne pufy, ostatnio zamówiliśmy sobie właśnie taką do redakcji. Swoją drogą mogliby się rzucić jeszcze jedną – w końcu promujemy ich na drugim najchętniej czytanym blogu w Polsce (jesteśmy zaraz po facecie, który nie umie sobie zrobić budyniu – kiedyś z tego kpiliśmy, ale ostatnio jeden z nas próbując zrobić budyń przypalił elektryczny czajnik – naprawdę nie chcemy o tym rozmawiać). Niestety nie wiadomo jak to się dzieje, ale pufy są zawsze zajęte. Zawsze przez tych samych śpiących ludzi. Ktoś z obsługi powinien sprawdzić czy oni w ogóle jeszcze żyją. To by wyjaśniało ten “zapach”.

A tak wygląda BUW od zewnątrz. Takich regałów jest z milion, a pomiędzy nimi od czasu do czasu przechadza się Severus Snape.
Mamy kolegę, hobbysta-entuzjasta ładnych dupeczek – niestety bez wzajemności. Od trzech lat prawie noc w noc chodził po klubach i nie udało mu się niczego zamoczyć, tymczasem kiedy był pierwszy raz w BUWie z miejsca wyrwał dupencję na “architekturze”, 15 minut później pili już kawę w kofi hewen (pole manewru jest tu naprawdę niewielkie), a rano szamali wspólne śniadanie. Bohater? Po prostu magia BUWu. Gdybyśmy byli złośliwi to byśmy powiedzieli, że wziął ją z działu harlequinów, ale nasz Rakiet Fjuel sie nie opierdala, więc sie boimy i na wszelki wypadek napiszemy to tutaj.
Trochę nie wypada nam tego pisać, ponieważ nasze koleżanki są piękne, mądre i podążają tropem mody, ale generalnie dziewczyny z prawa są bardzo brzydkie. Obecnie jesteśmy na etapie korespondencji e-mailowej z pewnym profesorem z Kopenhagi, któremu przedstawiliśmy naszą teorię, że podświadomość kobiet wpływa na ich wygląd wewnętrzny (true story). Prawniczki więcej zarabiają, więc organizm już na etapie studiów zaczyna się rozleniwiać. Tymczasem laski z kierunków takich jak psychologia czy filologie muszą sobie radzić. To naprawdę działa, dziś siedzimy na polonistyce i takich okazów przez ostatnie 4 lata tu nie widzieliśmy. Zresztą sam profesor bardzo pozytywnie zapatruje się na naszą teorię i nie jest wykluczone, że wkrótce wygłosimy cykl wykładów na duńskim uniwerku (true story).
Przez długi czas mówiono o nas “zdolny, ale leniwy”, niedawno zdaliśmy sobie prawdę, że to było kłamstwo mówione po to, żeby nie było nam przykro z powodu trójek, w każdym razie awersja do nauki pozostała, co jest zresztą wrogiem rasowym studiowania prawa. Jeśli kiedykolwiek spotkacie w BUWie gościa, który snuje się (i snuje, i snuje, i snuje (…)) między alejkami – to będzie to któryś z nas dręczony wyrzutami sumienia. W każdym razie nie jesteśmy typem stypendysty.
I tak właśnie dziś, kilkadziesiąt minut temu Kuba znalazł między alejkami bratnią duszę. Haxball to prosta gra flashowa dla sympatyków piłki nożnej, lub bez oszukiwania się – dla osób, ktore zrobią wszystko, byle tylko się nie uczyć. To rozczulające i miłe. Poświęcamy jej ostatnio sporo czasu i powoli dochodzimy do perfekcji. Sądząc z tego co zobaczyliśmy – kolega też. Ciekawe czy gra w World of Warcraft, czy też odłożył to sobie na lato.
Albo to, że złapanie w BUWie zasięgu jakiejkolwiek sieci komórkowej (oprócz Ery, tak, tak, Wiciu, ale wsadź ją sobie w dupę, skoro jesteś ich klientem 10 lat, płacisz 300 złotych abonamentu, nie masz darmowych minut, dali Ci Nokię 3210, a za SMSa kasują 80 groszy) co skutecznie utrudnia naszą fejsbukową egzystencję i odpisywanie na prywatne, bardzo niegrzeczne, wiadomości od fanek. Nawet spotkanie, tak tłumnie urzędujących tu w czasie sesji znajomych jest niespodzianką i gdy ich oczy od ponad doby oglądające tylko kodeksy spostrzegą znajomą twarz, to oni nawet już nie biegną, nie galopują, oni wprost fruną w twoim kierunku wołając KAZICZKU, KUBUNIU, WITECZKU przy akompaniamencie gromkich “ciii”, “ciii”, “ciii” i “zamknij japę, kurwa”.
A kiedy już wychodzimy z BUWu o 5.00 rano (krótka przerwa w działaniu, co nie znaczy obowiązkowa – przynajmniej póki nie znajdzie cię ochrona), to przed drzwiami cały czas stoi Janek z wielkim transparentem “Żywcem BUWu nie oddamy” i ruszamy na Tamkę, ponieważ jest tam chyba najlepiej zaopatrzony (zaraz po kerfurze w Arkadii) monopolowy w całej Warszawie. I w połowie wspinaczki przypomina nam się, że przecież na Tamce mieszka Kleszcz i ku uciesze jego dziewczyny wpadamy o 6.00 rano w gości na szklaneczkę dobrej Whisky i partyjkę Guitar Hero.
Ktoś mógłby potępić picie z rana, ale formalnie nie położyliśmy się jeszcze spać. LAWYERED. A jutro znowu do BUWu. Do zobaczenia!
Katecheza #124: Czarę goryczy przelał pan ochroniarz. Jak? To proste. “Z napojów to można wnieść tylko wodę mineralną”.
Ponieważ wiemy, że spodobała ci się ta notka, zostaw komentarz, a potem zobacz też:



jak zawsze klasa sama w sobie! długo czekaliśmy na kolejną notkę, ale jak widać, warto było :) Moi Bogowie….
no juz moze bez przesady! – jż
Ha już dawno się tak nie śmiałam, jesteście genialni ;D
Po przeczytaniu tej notki aż zatęskniłem za sesją , choć ta nigdy łagodnie się ze mną nie obchodziła. Szacunek Panowie!
Tu (u-nasz-w-swirowku.blog.onet.pl). Powiadacie, że jedzie jak z sali gimnastycznej, czyli stajnia z nieogolonymi laskami po kątach – ach ta piękna Warszawa. Wiadoma rzecz stolica i każde słowo zbędne. W Jagiellonce nie do pomyślenia.
Pozdrawiam Mirek
yyy wyrwał laske z architektury…. a ma świadomość że architektura to wydział PW i raczej ludzie z architektury na BUW sie nie pałętają?
możecie powiedzieć na którym dziale siedzi ten gość?
1. może być rzeczywiście w porządku ;)
2. są w okolicy 3 wolne miejsca, a ja na takie poluje już od 30 minut.
3. jeśli wolne miejsca związane są z opisywanym zapachem to powiedzcie gdzie nie siadać ;p
To w takim razie to mogła być jednak archeologia
Panowie, każdy szanujący się student wiedzieć powinien, że prawdziwe rarytaski znaleźć można na kosmeto, tfu! tipsologii. A ta inteligencja, sam czar nie mają sobie równych! (czego oczywiście jestem niezbitym dowodem i faktem, dodać należy-autentycznym).
za dojebanie gryfinom macie u mnie Like :D
Świetna notka i nie da się zaprzeczyć, że very true…
Będą z Was kiedyś ludzie ;)
kliknąłem na link do Haxball i musiałem przerwać czytanie notki na 0,5 h (z wielkim trudem przerywając grę po tym czasie). Grałem z jakimiś dwoma wymiataczami, którzy życzyli sobie tylko grać przeciwko trzem, spuszczali nam ostry wp*erdol i cały czas zaczynali kopiąc w dolną bandę- może to Wy :D?
Ale te nowe ‘skórki’ to jednak żal jest.
Wazeliny tyle w tych początkowych komentarzach, że można się pośliznąć.
Sam wpis poziom trzyma, ale ten pudelkowy layout jest dramatyczny. Nawet jako “auto-prześmiewczy i w ogóle zabawny” się nie sprawdza moim zdaniem.
Chyba przeżywacie kryzys twórczy – zmieniacie szablon codziennie. Teraz jest ten od Kokoliny. Nieprawdaż?
Pozdrawiam Mirek
Nieco z innej beczki: jak to jest z otoczką graficzną Waszego bloga? Te różowe kropki są troszkę homosiowe; prezentujecie tym samym dystans do siebie, czy to WordPress świruje?
Co do studentki z architektury. Przecież BUW wpuszcza do siebie również ludzi z innych uczelni. Za symboliczną opłatą wyrabiają jakąś legitymację, która później w portfelu obok legitymacji studenckiej wprawia w nieogarnięcie bramki w metrze.
Chyba marna motywacja, ale dlatego właśnie BUWing sobie odpuszczam.
zazdroszczę, w Poznaniu takich ekscesów wyczyniać się nie da[ albo może i da się, ale nie sprawdzałem, intuicja mi podpowiada ]
Bardzo spodobała mi się notka, na pewno będę zaglądać! :D
kiedys byliscie bardziej smieszni:(
btw jak mozna mowic,ze dziewczyny z prawa sa brzydkie?wpia uw to najwieksze skupisko super lasek w miescie a moze i w Polsce ;))
podobało mi się, więc zostawiam komentarz
Sweet czasy studiów…:) Ja w czasie sesji robiłam wszystko żeby się nie uczyć, zdolna leniwa bitch. Ileż to przydatnych pożytecznych zajęć odkryłam, np czytanie Waszego bloga, pzdr dentycha z Whitestocku (tak…z okna NA PRAWDE widzę ruskich:))
jak się czyta waszego bloga, to aż ciągnie na UW!
Pozdrawiam :)
Urocze panowie, zaiste.
Prawie poczulam sie urazona tym, ze studentki prawa sa brzydkie, ale pewnie cos w tym jest.
W zyciu dostaje sie albo inteligencje, albo urode. Rzadko kiedy obydwie rzeczy. Wiec te inteligetne acz brzydkie ida na prawo, a te ladne, ale glupie na inne milutkie kierunki jak psychologia, ktore nikomu nie sa potrzebne.
Nawet sie troche posmialam, bo mam wrazenie, ze prawo wypacza nie tylko psychike, ale i poczucie humoru.
Olka
Nie mamy pojęcia skąd to optymistyczne, niczym nieuzasadnione domniemywanie inteligencji :(
Zgadzam się z komentarzem autorów, Aleksandro! To światu potrzebni są tylko prawnicy? Ciekawe myślenie. Gratuluję “inteligencji” Jak może Ci się podobać ten blog, skoro jesteś tak nadęta i przekonana o własnej wyższości? To polski uniwersytet i nawet jeśli to prawo na UW, to jesteśmy nikim. Trochę dystansu i pokory, wielka prawniczko!
Prawniczek
Zawsze czułam wstręt i pogardę dla tego miejsca, ale chyba wybiorę się w weekend, być może to miejsce okaże się śmieszne.
o kurde, buwocygan mnie rozwalił xD ale ogólnie tekst oddaje aurę BUWu, me gusta