Szukamy mieszkania


Bycie studentem to jedna z najcudowniejszych rzeczy jaka może przydarzyć się człowiekowi, a już sam wstęp tej notki dość dobitnie wyjaśnia, że sesję wrześniową mamy za sobą. Przede wszystkim jednak niewiele jest grup społecznych, które codziennie mają komfort zadania sobie filozoficznego pytania – “czy to słońce właśnie wschodzi czy zachodzi?”

Nasz blog powstał m.in. dlatego, że byliśmy najebani i googlowaliśmy nagie fotki Kasi Tusk, ale kliknęło się “założ nowego bloga” że chcemy zwalczać stereotypy rysujące studentów jako bandę darmozjadów, którzy są biedni, drą ryje  i podniecają się licencjatem z politologii. Nie boimy się tego powiedzieć – my jesteśmy studentami i jesteśmy niesamowici.

Jednym z nieodłącznych elementów życia studenckiego jest wspólne mieszkanie. Część studentów mieszka z rodzicami co jest o tyle fajne, że chodzą czyści i najedzeni, ale zdecydowana większość decyduje się na rozpoczęcie kariery “na swoim”. Czyli u jakiegoś bogatego żyda, który ogłasza się na Gumtree.

Ale po kolei. Są jeszcze akademiki, idea akademika jest fajna, takie całoroczne kolonie, ale mimo wszystko na dłuższą metę wydaje się być męczące współdzielenie pokoju z jakimś dziwolągiem spod Kutna, którego do pokoju wpierdolił ci rektor i korzystanie ze wspólnych łazienek z innymi chłopakami, którzy bawią się tam m.in. w (cytujemy z pamięci): “deszcze penisów”, “tango pytonga” i – najbardziej intrygujące – “upadające mydło”, a ich psychika jest spaczona do tego stopnia, że opowiadają o tym w miejscach publicznych i uważają to za jak najbardziej normalne.

Typowy polski akademik

Dość szybko zrozumieliśmy, że żaden z nas kariery w branży akademickiej nigdy nie zrobi, nawet zresztą nie aspirowaliśmy. I tak oto rozpoczęły się nasze zabawy z poszukiwaniem mieszkań z ofert papierowych, internetowych, telefonicznych, a jako, że nigdy dotąd nie mieszkaliśmy razem, mieszkań tych przez lata znaleźliśmy już kilkanaście. Swoją drogą to dziwne, że nigdy nie mieszkaliśmy razem, skoro obaj emanujemy podobnym poziomem niesamowitości i prawdopodobnie wkrótce postaramy się to zmienić.

Jest to tym dziwniejsze, że znamy się jakieś 18 lat czyli dłużej niż większość z was żyje (no dobra, to akurat nie jest prawda, według facebooka średnia waszego czytelniczego wieku to jakieś 28 lat, czyli od dobrych 5 lat codziennie rano o 8.00 budzicie się do pracy za śmieszne pieniądze).

Ponieważ nasz blog pełni również rolę edukacyjną, taka była w każdym razie idea, teraz będzie ten mądry kawałek notki, który piszą niezależni, wynajęci przez nas eksperci. Jeśli kiedykolwiek będziecie szukać mieszkania, nigdy, ale to nigdy nie płaćcie nikomu kasy za wyszukiwanie ofert, pośrednictwo w danym kontakcie i innych takich biznesach – nie płaćcie nigdy nic, póki nie zobaczycie na własne oczy wspomnianego mieszkania. Głupie kurwy po politologii siedzą w przyciasnych pokojach z dwoma biurkami na sześć osób, na każdą przypada więcej telefonów niż na przypadkową dziwkę z zero siedemset i czeszą frajerskich studentów, którzy na szczęście mają nas.

W takich "agencjach" zatrudnieje dostają dziewczyny, których nie chciano na odlotach

Kolejny akapit z pewnością nie będzie miły dla tych 10% czytelników, którzy są spoza Warszawy i pewnie gówno ich obchodzi, że stanowczo odradzamy poszukiwanie mieszkania na Ursusie. Czego by nie napisali w ofertach reklamowych (że pociąg, że szybko), jedzie się tam 2 godziny. Kiedyś pojechaliśmy tam na urodziny kolegi i wracaliśmy 3 dni. To takie złudne wrażenie, bo wielu myśli, że jak coś nie jest Pragą to blisko i bezpiecznie. Dzielnice, które darzymy szczególnym sentymentem to Powiśle i Stary Mokotów, ale fajnie jest też w Śródmieściu i na Żoliborzu, gdzie nocą można spotkać Jarosława Kaczyńskiego, który na murach składa przedwyborcze obietnice.

Ostatnio trochę nam się w poszukiwaniach wysublimowały gusta i szukamy apartamentów z basenem. Zresztą – zawsze szukaliśmy, tylko z tymi ogłoszeniami to jest tak, że 1/3 nieaktualna, 1/3 to te kurwy agencyjne, a 1/3 w ogóle nie odbiera telefonu. I brało się jak leci.

Popierdoleni sąsiedzi to jest temat rzeka na zupełnie osobną notkę, bo są sąsiedzi popierdoleni i są sąsiedzi z limitami cierpliwości – tych drugich zresztą jeszcze nawet trochę szanujemy. Byli godnymi zawodnikami i w zieloną noc wyprowadzki nie obrzucaliśmy im okien jajkami, nikt nie odlał im się na wycieraczkę.

Niektóre mieszkania były piękne, inne były duże, jeszcze inne były obskurne, ale z perspektywy czasu tak naprawdę najważniejsze było to z kim w nich mieszkaliśmy. Czas pokazał, że nawet najbardziej obleśne (czyli taki czterogwiazdkowy standard, mamy swoją godność) kamienice po latach wspominamy miło i nawet dziwne meandry budownictwa jak niewielkie okno łączące łazienkę z kuchnią nie potrafiły tego zepsuć. Znajomym już po pierwszym miesiącu znudziło się podglądanie i wrzucanie kompromitujących przepełniających nas dumą i masą propozycji fotek na facebooka grono, a podrzucanych z troską przez Terego kawałków pizzy do wanny, gdy relaksujesz się tam po ciężkim dniu castingów do Top Model się nie zapomina.

Właśnie odkryliśmy, że mamy z Katy Perry jeszcze przynajmniej jeden wspólny fetysz (poza jej cyckami)

Szukanie mieszkania to ciężka praca, szukanie mieszkania marzeń to praca syzyfowa. Z niepokojem wypatrujemy jednak chwili, gdy w końcu przyjdzie nam zamieszkać bez fajnych ziomków na swoim, bo stąd już krótka droga do żony (!), dzieci i wstawania codziennie o 8 rano.

Katecheza #243: Oczywiście standardy programy Top Model uległy zmianie, a wraz z tymi standardami odeszliśmy także my, ale to przecież nie nam spada teraz oglądalność.

17 odpowiedzi na „Szukamy mieszkania

  1. Oj tam, mieszkanie w akademiku wcale nie jest takie złe. No ale może po prostu miałam szczęście, bo większość na moim piętrze to były dziewczyny, chłopcy byli porządni, a że piętro ostatnie, rzadko kiedy imprezowano na korytarzu i dobijano nam się do drzwi po pijaku.

  2. Tu (u-nasz-w-swirowk.blog.onet.pl). Ja dla nadprzykładu byłem pionierem współczesnych komun mieszkalnych 2 (dziewczyny) na stałe+ 2 (chłopaków) na dochodzace. A mianowicie mając chatę w Krakowie wolałem się tarabanić w trakcie studiów ze swoją dziewczyną po stancjach. Poznawało się wtedy ciekawych ludzi.
    I tak prawie rok mieszkałem u Wojciecha vel. Tarzana Michalewskiego, który co rano przychodził do mojej dziewczyny – kucał w sweterku, ale bez spodni – z dyndającym na wysokości jej oczu dyndadełkiem i pytał się jej co chce na śniadanie. I ona musiałą sobie z tym sama poradzic, bo ja skoro świt wybywałem do swojej chaty, aby robić produkcję.
    Tamte czasy i “ci wspaniali ludzie nie powrócą już, o nie” – jak śpiewał Rysiek Riedel w piosence :”Wehikuł czasu”.

  3. Tu (u-nasz-w-swirwoku.blog.onet.pl). Ja ciebięż pierdolęż Inko – najwyraźniej nie dorosłaś do tego aby odkryć kto to był Tarzan. Poszukaj sobie jego książki “Mistycy i narkomani”, a kiedy nie będziesz jej mogła nigdzie dostać, wtedy docenisz jaki zaszczyt mnie kopnął w dupę, bo mam jej egzemplarz z dedykacją.
    Pozdrawiam Mirek

  4. Ja wstaje o 8 do tej mało płatnej pracy i chcę dobrej rozrywki w ramach zadośćuczynienia za trudy życia… Ja chcę, ja chcę, ja chcę! A tym razem mnie nie porwało.
    eee :/

  5. Chyba macie jakiś uraz do politologów, bo nieźle po nich jeździcie, a z tego co wiem to choć są to studia z małymi perspektywami na przyszłość (podobnie jak inne humanistyczne kierunki typu socjologia, pedagogika, ekonomia, zarządzanie), to jednak wcale nie takie łatwe. Sam się zdziwiłem jak kolega mi mówił, że łatwiej mu się studiuje na prawie niż politologii.

  6. Notka jest jak zawsze świetna, tylko adresowana do bardzo wąskiego i specyficznego grona. Ja się z tym bujam od dawna, najpierw jako najemca, teraz jako wynajmujący i podpisuje się pod tym wszystkimi rękami :-P

  7. ” Sam się zdziwiłem jak kolega mi mówił, że łatwiej mu się studiuje na prawie niż politologii.”…z prawem to on się pewnie spotkał w “A.M.Wesołowskiej” przerzucając kanał…wcześniej oglądając polityczne rozgrywki w M jak Miłość…krew mnie zalewa jak czytam, : “a kolega mi powiedział…”; “a on zrobił to tak jak nikt inny..” itd. ludzie nie cytujcie swoich znajomych bo to najczęściej bajkopisarze ,którym nic w życiu się nie uda poza postawieniem kloca w miejskim szalecie- TAK NIE LUBIĘ POLITOLOGÓW- tak skończyłem prawo.

  8. TenTen, akurat ten kolega studiuje oba te kierunki i widziałem czego uczy się na egzaminy. Najpierw sam mu nie wierzyłem, a później zobaczyłem jego skrypty. Z resztą nie tylko z politologią tak jest, bo inne “gówniane” kierunki też są cholernie trudne, a wcale nie atrakcyjne dla studentów. Myślę, że opinia o takich kierunkach jaka jest obecnie jest wynikiem tego, kto do nich trafia. Kiedyś był bum na politologów, psychologów etc. Dziś tego już nie ma, nikt nie chce takich rzeczy studiować i 80% studentów tych kierunków to hołota lub głupki ze słabymi maturami. Jedynie reszta reprezentuje sobą jakąś wartość.
    Przez to doświadczenie nabrałem szacunku do studentów jakichkolwiek kierunków, bo nigdy nie wiadomo, że czasem na danej uczelni fizyka jest łatwa, a natomiast jakaś turystyka cholernie trudna. I tak żaden kierunek nie daje zagwarantowanej kariery zawodowej w przyszłości.
    A nielubienie kogoś po jakichś studiach tylko dlatego, bo się ich nie lubi jest debilne.

  9. Nie, nie lubię ludzi dlatego,że studiują to bądź owo, ale przez pryzmat podejmowanych decyzji…jeżeli studiujesz kierunek ,który jest związany z Polska sceną polityki i międzynarodową,,,to zobacz co się dzieje teraz na świecie- i sam sobie odpowiedz na pytanie czy wiedza, którą sam możesz posiąść bez studiowania jest warta tegoż jakże tragicznego w skutkach wysiłku?a dlaczego tragicznego?- bo czytam później ŻE WIELMOŻNY PAN ZAMIAST UCZYĆ SIĘ Z PODSTAW, ŹRÓDEŁ WIEDZY CZYTA KOMPENDIA DLA IDIOTÓW-STRESZCZENIA czyt. SKRYPTY-i to jest ten trudny kierunek?,że uczy się z obszernych skryptów?śmiech na sali…Studiując prawo poświęcasz się prawu-studiując medycynę poświęcasz się medycynie studiując politologię poświęcasz się skryptom.

  10. Całe prawo jedzie na skryptach, tylko ci mniej rozgarnięci potrzebują podręcznika, gdzie im po kolei tłumaczą jak debilowi co napisano w paragrafach.

  11. całe prawo jedzie na kodeksach i ustawach:),a nie na skryptach…podręczniki niejednokrotnie były również przydatne szczególnie w schematach kazusów-a debilem i idiotką nie byłam nigdy:)

  12. Oczywiście, że o skrypty to mi chodziło o takie dotyczące przedmiotów jak jakieś historie, doktryny, filozofie, teorie tego i owego. Ciężko byłoby posiadać skrypt do egzaminu z kazusami na temat ordynacji wyborczej, prawa administracyjnego, czy ogólnie pojętego ustroju państwa.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s