Jak pokonać kaca?

Kiedy w sierpniu 2007 roku wypowiedzieliśmy wojnę absolutną kacowi, nikt nie spodziewał się, że rozwiązanie jest tak blisko. I tak oto niemal cztery lata później w tryumfalnym geście na naszych wiernych rumakach przekraczamy mury miasta. Quidquid Latine dictum sit, altum videtur Veni, Vidi, Vici. Kac został pokonany.

Czytaj dalej

Sen nocy letniej

Ta letnia dekadencka atmosfera nocna to najpiękniejsza rzecz w świecie, gdy jeszcze jesteś pijany, ale wciąż nie masz kaca, gdy zapach klubów i alkoholu miesza się z powiewem świeżości nocy, a światła miasta witają w ramionach swojej metropolii. I wracasz nocą do domu, odpalasz papierosa, siadając z laptopem na balkonie poetycko przelewając swe myśli na bloga, po czym gasisz papierosa, bo przecież nie palisz. I co ta paczka w ogóle robiła w twojej kieszeni?

W tym momencie zawsze wszystko się zaczyna (foto za zacharuk.com, polecamy)

Takich nocy na balkonie było wiele, jak to latem i choć nie zawsze z papierosami, zawsze coś się paliło. A jak nie coś to cygara, a jak nie cygara to zasłony. I to od tego czasu właśnie obaj preferujemy rolety.

I ten pamiętny balkon, z którego widać raz Wawel, raz Pałac Kultury, a jeszcze innym razem Wisłę, widząc niedopalone pety, które są śladem po tym, jak rozgrywały się tam ludzkie tragedie. To tam koleżanka żaliła się, że rzucił ją chłopak, a kolega, że nie zdał egzaminu. Inny kolega przyznał się właśnie tam, że jest gejem i nigdy więcej już nikt go nie zaprosił.

Brytyjska młodzież zawstydziła polską

Ale najlepiej jest zawsze nad morzem, nad naszym polskim morzem, gdzie delikatna bryza spowija twe ciało i jak nigdzie na całym świecie, miast na kraby i rozgwiazdy, starasz się unikać resztek żubra. Gdzie w pobliskiej dyskotece leci “hit my heart” i on pewnie nawet zaraz hit, niekoniecznie heart, ale ona wciąż udaje, że o tym nie wie. I zaraz potem upadając mu do kolan w takt muzyki potrząsając głową robi bardzo zaskoczoną minę.

Noc letnia i nowe znajomości, gdy spotykasz zmęczone nektarem młode damy, które nagle znikają w popłochu, by na ich miejsce pojawiły się dwa największe pasztety na całej plaży. I ten moment, gdy dyskretnie starasz się ewakuować i nieopodal stoi ona. Kobieta twojego życia. Piękna, po politologii, patrzysz jej w oczy, a ona uśmiecha się zachęcająco i mówi słowa, o których pamiętać będziesz jeszcze do świtu, “200 złotych”.

Pytasz się ją "dlaczego to robisz?". Ona odpowiada "czytaj uważnie, jestem po politologii".

I ta letnia przygoda, gdy jedziesz w nieznane, ewakuując się z nudnej imprezy wsiadając do taksówki z kolegami, ale ponieważ to jest w Czarnogórze, a taksówkarz nie zna języków obcych, wiezie was do klubu dla gejów.  I to zaskoczenie, gdy wchodzisz do środka kuszony przez dwie najseksowniejsze bramkarki jakie widziałeś w życiu, a potem to uczucie, gdy klub jest pełen gejów, a uciekając w kierunku wyjścia, jeden z nich klepie cię po dupie. I te ustalenia z kolegami, że nigdy więcej nie będziecie o tym rozmawiać, a jak napiszecie na blogu i znajomi nam to wypomną, to się tego wyprzecie i powiecie, że to była tylko fikcja literacka.

Albo Krupówki nocą. To wspaniałe uczucie, gdy nie ma tam już tego całego tłumu, lecz pozostała niesamowita, góralska atmosfera. I jesteście tak pijani, że nie pamiętacie, jak trafić do pensjonatu. Że było jakoś pod górę. Więc idziecie. I lekko skacowani nad ranem dzwonicie do najlepszego kumpla i mówicie, że krzyż jak stał, tak stoi, ale zajebali Pałac!

Takie rzeczy tylko latem, zimą już by nas nie było.

Czasem jest tak, że nocą zostajesz w mieście, bo takie rzeczy nie dzieją się w dzień. Ludzie nocą są lepsi, bo śpią wówczas zmęczone swoim skurwysyństwem chwasty. Od klubu do klubu samotnie szukasz szczęścia, a idzie tak mizernie, że chyba wkrótce wrzucisz na facebooka swoje nagie foty. I przemierzasz ulice okraszone światłami miasta w słuchawkach słysząc wersety Eldo i pytasz się w duchu “kurwa, stary, jak ty zrobiłeś karierę?”.

I wsiadasz w metro jadąc na Młociny (już nieaktualne), na ostatniej stacji zapominasz wysiąść, a obsługa metra zapomina ci o tym przypomnieć. Budzisz się tam, gdzie zakręca metro. Panikujesz. Piszesz o tym na Facebooku, panikujesz. I nagle znów pojawia się światło. Ludzie jadący do pracy na poranną zmianę patrzą na ciebie z pogardą. Haters gonna hate!

I noc kończy się wraz z nadejściem świtu, gdy robi się jasno i świat budzi się do życia. I wtedy właśnie sen się kończy. Dotychczas wieńczył go ciepły kebab, ale na skutek zaistniałych okoliczności nowy rok akademicki przyniesie zmiany.

Katecheza: Nic dobrego nie dzieje się po 5 rano.

Ps. Fejsbuk

Korkociąg – instrukcja obsługi

Na początku chcieliśmy podziękować za to, że sympatycy Unii Polityki Realnej w końcu przestali przeklejać program partii do komentarzy pod poprzednią notką. Jest nam też trochę przykro, że niektórzy internauci przyrównywali nas do Kominka. Naprawdę myślicie, że my, baroni życia, chcielibyśmy mieć cokolwiek wspólnego z kolesiem, który nie potrafi sobie zrobić budyniu? Chyba powinniście wrócić do lekcji “jak czytać naszego bloga“, a jak nie – wracajcie do porad kolesia od budyniu. Na pewno

daleko na tym zajdziecie!

daleko na tym zajdziecie!

W życiu przychodzi taki okres, że w lokalnym Starbucksie zabrakło kawy i aby poczuć się bardziej wysublimowanym postanawiasz napić się wina. I o ile masz więcej niż 40 lat lub mniej niż 20 i najpewniej jeszcze mieszkasz z rodzicami (jeśli masz 30 lat i nadal mieszkasz z rodzicami to coś jest nie tak) to w twoim domu znajdziesz korkociąg, tak jeśli jesteś w typowo studencko-rozwojowym wieku – masz przewalone. To swoisty fenomen, że w studenckim mieszkaniu można znaleźć zastygłą magmę wulkaniczną, monety z czasów Napoleona, okulary należące do Paris Hilton, dzielnicowego uwięzionego w szafie, a korkociągu ani rusz!

Przyczyna takiego stanu rzeczy jest dość prosta. Przede wszystkim nie wiadomo, gdzie coś takiego kupić. Okazuje się, że sklep spożywczy nie posiada, sklep papierniczy, kosmetyczny, z garnkami! (to ma jakąś ładną nazwę, ale nie pamiętamy jaką, poza tym połowa z was i tak by nie wiedziała o jaki chodzi) też nie. I tak oto młodzi ludzie pozostają bez korkociągu. Istnieje podejrzenie o międzynarodowym spisku i zakazie sprzedaży korkociągów osobom poniżej czterdziestego roku życia, w związku z czym wszystko staje się jasne.

Młodzi ludzie pozbawieni dostępu do luksusu zwanego korkociągiem muszą we własnym zakresie zdobywać dostęp do alkoholu. I o ile 90% z nich decyduje się ostatecznie wybrać wódkę, tak niektórzy uparcie obstają przy winie,  wybierając tym samym drogę świadomej abstynencji. Wino stoi w honorowym miejscu aż do czterdziestki, zaś takie osobniki lansują się gejowskim hasełkiem o tym, że “im wino starsze tym lepsze”.

Wino jako przedmiot rozważań i cycki jako nowoczesna forma marketingu

Wino jako przedmiot rozważań i cycki jako nowoczesna forma marketingu

Od razu uprzedzamy, że pójście do sąsiadów po korkociąg to zły pomysł, bo nawet jeśli są starymi ludźmi (a sąsiedzi – co zaskakujące – mają to do siebie, że są starymi ludźmi), to zaraz po zamknięciu za wami drzwi zadzwonią na policję z powodu zakłócania ciszy i porządku. Nie pomogą tłumaczenia, że jesteś młodym alkoholikiem/liczką i w samotności sączysz wino, patrząc w szybę i rozpamiętując straconą młodość co się działo na poprzednim roku.

Dlatego też, choć tytuł notki jest mylny, na bazie naszych kilkuletnich doświadczeń, nauczymy was dziś jak otwierać wino bez dostępu do korkociągu!

- Metoda klucza

Metoda klucza jest zasadniczo prosta, ale i przereklamowana. Większa część młodzieży poznaje tę metodę już w okolicach liceum, jeśli upieracie się, że w okolicach gimnazjum, to my pytamy: “co z tą młodzieżą? za naszych czasów było inaczej!”. Otwieranie wina kluczem to symbol nowych czasów, bo za komuny mieszkania zamykano przecież na kłódkę, a klucze były tak wielkie, że nawet w dupę nie można było ich sobie wsadzić! (proszę traktować to metaforycznie, bo znowu nam UPR zarzuci, że piszemy notki “na zlecenie lewactwa”). Wbijamy kluczyk w dziurkę, wiercimy, wiercimy, wiercimy, aż rozpierdolimy połowę korka i z miną znawcy stwierdzamy “jak oni te korki robią?”. Tym samym prowadzi nas to do drugiej metody.

Jeszcze gratka dla fetyszystów (tak powstaje wino, serio!)

Jeszcze gratka dla fetyszystów (tak powstaje wino, serio!)

- Wbijanie korka do środka

Też licealna metoda. Paradoksalnie większość licealistów nie pije w domach tylko nad jakąś rzeką, dlatego jest to dobra okazja do podrywu, jeśli tylko jakimś cudem uda ci się zdobyć korkociąg (np. podwędzisz rodzicom, bo w sklepach – jak wiemy – jest to towar deficytowy). Przechodząc się NONSZALANCKO (ta nonszalancja jest niezwykle ważna, nie może być widoczna desperacja w twoich oczach) w okolicy brzegu Wisły i rosnących tam krzaków (nie przejmuj się jak spotkasz jakiegoś ekshibicjonistę, oni są niegroźni) możesz natrafić na grupkę ponętnych licealistek/licealistów. Szybko musisz ocenić czy są to metale (piją tanie wina) czy jednak ludzie z dobrego domu i wkroczyć do akcji. Wyciągasz korkociąg i wszystkie dupki twoje. Pamiętaj tylko, żeby sprawdzić legitymacje szkolne, bowiem ci dzisiejsi gimnazjaliści to prawdziwe utrapienie.

A metoda wbijania korka do butelki jest bardzo prosta. Kiedy już zniszczysz korek kluczem postanawiasz wbić go do butelki. Wbijasz, wbijasz, wbijasz, w międzyczasie wino tryska w górę wprost na twoją białą koszulę, co tam twoją, na ulubioną białą bluzkę twojej (za chwilę byłej) koleżanki! Ostatecznie korek się klinuje i postanawiasz przejść do kolejnego kroku.

W listach pytacie nas jak w ogóle wygląda ten korkociąg.

W listach pytacie nas jak w ogóle wygląda ten korkociąg.

- Upierdalanie szyjki

Chcieliśmy znaleźć jakąś ładną nazwę dla tej metody, jednak ostatecznie postanowiliśmy pozostać wierni dziennikarskim ideałom rzetelności, a ponieważ społeczeństwo oficjalnie korzysta z nazwy “upierdolmy szyjkę”, to i my tego się trzymamy. Generalnie najlepszym wariantem do upierdalania szyjki jest jakaś poręcz (choć walenie w balkon może przynieść niepożądany efekt, odradzamy też zlew i wannę). Trzeba uderzyć energicznie, ale z uczuciem. Dokładnie tak, by odłamki butelki walały się po całym mieszkaniu, wbiły się w stopy przynajmniej trójce osób (albo jakiemuś pechowcowi trzy razy), a następnie by wina w ogóle nie dało się pić, bo pływają w nim odłamki.

Odradzamy picie wina z odłamkami. Czytaliśmy kiedyś książkę o chłopcu, któremu w ten sposób posmakowało szkło i zaczął masowo wpierdalać szklanki i kineskopy telewizorów.

- Skuteczna siła perswazji

Liczymy spokojnie od jednego do dziesięciu, zupełnie jak Kaszpirowski czy raczej jego lepsza wersja z reklamy Netii. Około dziesiątki najprawdopodobniej nic się nie wydarzy, jednak poczujesz się lekki, szczęśliwy i zrelaksowany.

- Kombinerki?

W sieci znaleźliśmy poradnik otwierania wina przy pomocy kombinerek, z jednej strony brzmi wiarygodnie, z drugiej jednak autorem jest “geek, linuksiarz i kdeowiec” (cokolwiek to ostatnie znaczy, pewnie chodzi o to, że musiał konfigurować swój system pół roku zanim zaczął z niego korzystać). Ciekawe, co na ten temat powiedziałby nasz młody UPR-owiec, którego nie chwaląc się STWORZYLIŚMY. A na swojego bloga dostał tyle wejść, że jak tylko to zobaczył, zaczął raczyć nas systemem jeden dzień – jedna notka. Szkoda tylko, że usunął swoje foto. Jeszcze ktoś zacznie go brać na poważnie.

Naszym zdaniem to manipulacja, że wino ukazuje się zawsze w towarzystwie pięknych kobiet, a inne alkohole, no cóż...

Naszym zdaniem to manipulacja, że wino ukazuje się zawsze w towarzystwie pięknych kobiet, a inne alkohole, no cóż...

Katecheza: Wino jest dobre, ale za dużo z nim pierdolenia. No i do wina raczej nie można pić Cherry Coke, a to przecież niepowetowana strata.

Jak pić wódkę

Dnia 31.01.2009 w Ciućkowie Dużym odbył się XVI już Ciućkowski Festiwal Wódki. Zespół JakŻyć nie mógł przegapić takiej okazji i w związku z tym wydarzeniem wysłaliśmy na miejsce naszego specjalnego korespondenta.

Kazik (właściwie Abraham Vodkmann) – Historyk wódki, wybitny jurysta. Od 18 lat związany z Warszawskim Kołem Picia Wódki, od 15 lat czynny działacz Związku Na Rzecz Zniesienia Akcyzy. Prywatnie ojciec dwójki cudownych dzieci, właściciel położonej na Małopolsce winnicy, kolekcjoner kapsli po piwie i jeden z ojców dyrektorów JakŻyć Media S.A.

Na samym wstępie JakŻyć chciałoby obalić nasz kompleks narodowy związany z alkoholizmem. Statystyki dowodzą (i tutaj mówimy całkiem poważnie), że Polska jest jednym z ostatnich krajów UE pod względem ilości spożywanego alkoholu. A skoro informacje są tak radosne – uczcijmy je butelką czystej. Francuzi mają wino, Niemcy piwo, Szkoci whisky, a my, Polacy – mamy wódkę. I właśnie dla Was, nasi drodzy przyjaciele z zagranicy, przygotowaliśmy kolejną katechezę. Musicie bowiem wiedzieć jak robić to, czego każdy porządny Polak uczy się już na pierwszej komunii. Jak pić wódkę!

Niestety JakŻyć nie dociera jeszcze do wszystkich Polaków. Takie są skutki słabo rozwiniętej sieci komputeryzacji Polski.

Niestety JakŻyć nie dociera jeszcze do wszystkich Polaków. Takie są skutki słabo rozwiniętej sieci komputeryzacji Polski.

Analizując grupę przypadkowo wybranych osób w wieku 10-15 lat doszliśmy do wniosku, że historia cyklicznie się powtarza. Pierwszy kontakt z alkoholem rozpoczyna się w wieku 15 lat i wiąże się z chęcią zaimponowania bliskim, przeważnie kolegom, choć patologie Dolnego Śląska przeraziły nawet ekipę Jak Żyć. Niestety młodym na początku brakuje mentorów i autorytetów (dlatego spieszymy z pomocą), w związku z czym mogą nabawić się licznych nieprawidłowych nawyków. Podczas jednego ze swoich sympozjów udzielonych na Uniwersytecie Lwowskim, Kazik reprezentując JakŻyć wysunął odważną tezę, iż prawdziwe doświadczenia alkoholowe rozpoczynają się wraz z momentem pójścia na studia. Teza ta znalazła poparcie pośród zgromadzonych tłumnie na sali studentów.

Aby odnaleźć się w studenckim świecie trzeba umieć dobrze walić gorzałę. Abstynenci nie są mile widziani.

- mówił Kazik, a ukraińscy studenci mimo bariery językowej głośno wyrażali poparcie -

No chyba, że przez chorobę się nie pije…  Ale co to za facet, który powie: „Nie, dzięki, nie piję z przekonania…”. Zadajmy więc pytanie o jakie kurwa przekonania delikwentowi chodzi? Mama mu zakazała? Z całym szacunkiem dla takich jednostek, ale w światku gdzie jedna impreza goni kolejną, nie spotyka się to z wyrazami uznania.”

Co najciekawsze, słowa Kazika spotkały się z tak dużym entuzjazmem, że kilka miesięcy później ów zabieg marketingowy chciał powtórzyć były już Prezydent RP, Aleksander Kwaśniewski. Niestety ze względu na spowodowany tajemniczą filipińską chorobą wirus, Kwaśniewski nie odniósł podobnego sukcesu,  jak wysłannik JakŻyć.

Szkoła Picia ((c) JakŻyć 2009)

Zaprawa – jest jedną z najważniejszych części picia. Jemy dużo i tłusto. Nie bez przesady, ale tak żeby zaspokoić pierwszy głód. Warto też pamiętać, by nie przesadzić, bo efekt okaże się odwrotny do zamierzonego. Moglibyśmy Wam całość wytłumaczyć naukowo, ale ponieważ mamy duży autorytet – darujemy sobie.

Fani często przysyłają nam prezenty. Dziękujemy! W zeszłym tygodniu dziewięcioletnia Zuzia z Konina przysłała nam nasze figurki zrobione z kasztanów. W tym tygodniu Ewelinka (22 lata, dobrze się prowadzi) przysłała nam figurki ekipy JakŻyć w kształcie pełnych kielonków. Od lewej - Kazik, Kuba, Ewelinka.

Fani często przysyłają nam prezenty. Dziękujemy! W zeszłym tygodniu dziewięcioletnia Zuzia z Konina przysłała nam nasze figurki zrobione z kasztanów. W tym tygodniu Ewelinka (22 lata, dobrze się prowadzi) przysłała nam figurki ekipy JakŻyć w kształcie pełnych kielonków. Od lewej - Kazik, Kuba, Ewelinka.

Po posiłku musimy oszacować ile w danym dniu damy radę wypić. Nie trzeba szczególnie długo zastanawiać się nad tą kwestią, bo i tak najpewniej się pomylicie i wypijecie za dużo (bywa). Najważniejsze jest jednak przygotowanie mentalne. Bez tego ani rusz.

Punk trzeci to aspekt opatentowany przez JakŻyć i choć wiele naszych fanek postrzega go jako jakiś specyficzny element gry wstępnej, tak naprawdę ma to spory wpływ na metabolizm. Otóż w trakcie picia rozpinamy paski u spodni. Po raz kolejny moglibyśmy naukowo to tłumaczyć, ale bierzemy pod uwagę autorytarny charakter tego bloga, itp., itd. W tym miejscu warto powołać się na fragment naszego lwowskiego sukcesu:

Dlaczego tak dużo osób wymiotuje? Mają zaciśnięte paski po cyce, najedzą się jak dzikie świnie, a potem przypał murowany. Polecam także technikę “na stojaka”. Czyli rozpinamy pasek i do każdego kielona, bądź grzdyla, wstajemy.

Jedni piją z naparstków, inni z kielonków (to my!), jeszcze inni ze szklanek (to my!), a ludzie z żelaza (to my!) piją z gwinta. Przy piciu z tego ostatniego trzeba zachować szczególną ostrożność, bowiem zbyt szybkie przyswojenie zbyt dużej ilości alkoholu na raz kończy się tragicznie. Lepiej rozłożyć to nawet na trzy szybko wypite kielonki.

Nie przegryzaj. To jakaś bzdura, którą Artur wypowiedział do Bartka w 543 odcinku naszego ulubionego serialu, czyli  “Pierwszej Miłości”.  Spójrzcie sobie jak ten człowiek wygląda zanim posłuchacie jego porad. W piciu wódki ważne jest także odpowiednie towarzystwo. Muszą to być prawdziwi ludzie renesansu, którzy są w stanie pobełkotać na każdy temat, a ich nastrój jest zmienny niczym nastrój kobiety.

Dobra popita to tajemnica sukcesu. W zależności od możliwości finansowych nadaje się do tego wszystko, choć zagotowana woda z kranu, a także ciepła herbata nie spełniają tej funkcji najlepiej. Jako rzetelni autorzy bloga, którzy czują się odpowiedzialni za Wasz los przetestowaliśmy blisko stop napojów i poza wyżej wspomnianymi reszta (wliczając karotkę) uzyskała średnią powyżej 3.0. Przypominamy jedynie, że z wódką nie należy pić Cherry Coke. Nie chodzi tu o walory smakowe, ale o uniknięcie świętokradztwa.

Wielokrotnie w listach prosicie byśmy publikowali autorskie ilustracje. Postaraliśmy się wyjść na przeciw Waszym oczekiwaniom.

Wielokrotnie w listach prosicie byśmy publikowali autorskie ilustracje. Postaraliśmy się wyjść na przeciw Waszym oczekiwaniom.

Jak pić gdy nie chcemy pić, a odmówić nie wypada? JakŻyć nie zna pojęcia “nie chcemy pić”, jednak lata obserwacji nauczyły nas kilku wniosków. Po pierwsze (primo) – wódka wsiąka w dywan. Po drugie (primo) – wódka miesza się z popitą. Po trzecie (primo ultimo) – przy trzecim kielonku wszyscy chcą już pić. Istotną kwestią jest także technika picia. JakŻyć preferuje metodę “wszystko na raz”, picie wódki łyczkami jest niemęskie, ale przede wszystkim szkodzi zdrowiu (ok, tym razem nie wiemy w jaki sposób, ale zaufajcie autorytetowi JakŻyć).

Elementarnym składnikiem każdego kieliszka jest odpowiednio wymówiony toast. W zależności od sytuacji – często może być związany z okazją (zdrowie pary młodej, zdrowie jubilata, zdrowie solenizanta), choć czasem bywają też bardziej fantazyjne (“pod te dupy”, “pod tą sesję”). Reguła jest taka, że pierwsze pięć toastów jest dość wyraźne i sensowne, następne pięć nadal brzmią dość wyraźnie, zaś po dziesiątym toastem jest wszystko, co fonetycznie przypomina frazy “Dajwhq ajsdhjsqs whdfahuw  asjdah!”, “Pospadso kqjlwekjq xzczxci pqwopeq mdamkadmk!!!”, “hjkasdjahjhsqwjjqwh cjzociozioc oqwdkqwkw!” czy “AJIdoaoqw jkjdakjk iqiewui pczxop”.

To w zasadzie wszystko, co chcieliśmy Wam powiedzieć o piciu wódki. Znamy jeszcze wiele tajników tej trudnej sztuki, ale zabierzemy je ze sobą do grobu. Podobnie – darowaliśmy sobie pisanie o oczywistych oczywistościach. Zaś naszym najwierniejszym fanom mianem refleksyjnego podsumowania dedykujemy też piosenkę o życiu piciu:
(w tym miejscu miało być “Niepokonani” Perfectu, ale dla jednego motta “trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść niepokonanym” nie będziemy psuć nastroju, niech się więc dzieje wola nieba!)

Katecheza #6: Przeliczaj na promile, a nie litry, wówczas nie będziesz miał sobie równych.