Jebać ekologów 100%


Oczywiście w święta wszyscy powinniśmy kochać się bardziej, mocniej, głębiej (?), ale nic nie poradzimy na to, że te jebane kurwy uaktywniają się najbardziej w tym właśnie okresie. Jest za zimno, żeby strajkować przy budowie autostrady, a wszystkie foki w zoo na ich widok kryją się pod lodem. I tak oto w święta ekolodzy na swój cel kolejny raz upatrzyli sobie ludzi.

Czytaj dalej

Same NIEFAJNE rzeczy dziś

Ponieważ wielkimi krokami zbliżają się Święta, już wkrótce wszyscy będziemy się kochali, nawet politycy PiSu, chcemy rozkoszować się ostatnimi chwilami buty, focha i fermentu. W oparciu o badania naukowe, doświadczenie życiowe, liczne podróże, rozmowy, literaturę, dziś wskażemy Wam rzeczy, które są naszym nieskromnym zdaniem niefajne.

Czytaj dalej

Z kim nie trzymać w sieci?

Pamiętacie katechezę o dziesięciu grupach społecznych, do których troszkę wstyd należeć? Dziś ciąg dalszy nauczania, tym razem na płaszczyźnie internetu, gdzie przecież można się wylansować nie gorzej niż na niejednej wiejskiej dyskotece. Efekt może być zresztą zupełnie odwrotny od zamierzonego, dlatego od tych kolesi lepiej stronić w sieci (nie będziemy już wracali do tematu UPR-owców, bo jeszcze jedna taka notka i ich poparcie zacznie być ujemne):

1. E-kologowie

Banda pierdolonych pederastów i choć nie lubimy ekologów sensu strico, to ci w internecie są jeszcze gorsi, bo do

I powracamy do cyklu "jedno zdjęcie mówi więcej niż 1000 słów"

grona zielonych hipisów, którzy mają nasrane we łbie, modlą się do Kasztanowca i organizują akcje z budowaniem karmników na Antarktydzie (choć są takimi debilami, że równie chętnie wspieraliby Pingwiny żyjące na Jamajce) zapisują się gwiazdy polskiego kina, teatru i telewizji, a bycie zielonym jest niemalże tak fajne jak wpierdalanie sushi przynajmniej dwa razy dziennie i opowiadanie o tym na prawo i lewo. Opowiadają także o tym, jak myją się w wodzie z kibla, a wielkie e-byznesmeny od trzech miesięcy zainteresowane tematem ratowania środowiska popierdalając w swoich zegarkach skręcanych przez chińskie dzieci płaczą nad losem Orangutanów, bo komuś w grinpisie ostatnio bardziej podchodzi Snickers niż KitKaty.

2. Legalize Boys

Naturalnym wrogiem rasowym ekologów są “legalize boys” czyli grupki internautów zawodowo zajmujące się propagowaniem, promowaniem i rozpowszechnianiem marihuany. Nie będziemy się może zagłębiać w to czy to jest fajne czy nie (zwłaszcza po tym jak aresztowano naszego dilera), fenomenem jest natomiast upór z jakim legalize boys dążą do celu. Wyszukują w sieci opinie naukowców z najbardziej zadupnych państw środkowej Afryki, wśród których Zachodnia Sahara i Gabon wydają się tymi bardziej liczącymi, tworzą filmiki propagandowe i opowiadają o tym, jak niedobre rządy trzymają nas w ryzach. Swoją drogą jaranie chyba faktycznie troche ryje im psychę, bo fakt nielegalizacji marihuany jest ich zdaniem całkiem dobrym powodem do odwołania premiera, prezydenta, rzecznika praw obywatelskich i kucharki na stołówce w ministerstwie finansów.

Proszę zwrócić uwagę na entuzjazm, który towarzyszy niektórym z najpoważniejszych agitatorów tego typu inicjatyw

Jest troche tak, że jakby dało jarać się np. róże, to legalize boys pisaliby na forach i robili filmiki z cyklu “ok, róże mają kolce, ale od kaktusów rocznie umiera xxxx osób”, ple ple ple. Słyną z tego, że chodzą na wiece, na których chcą reprezentować poważną i głęboko osadzoną w swoich poglądach grupę społeczną, a tymczasem ich świat jest taki kolorowy, że mylą Pałac Kultury z palmą na rondzie Da Gaulle’a.

3. Jeszcze Polska nie zginęła, kurwa.

Tutaj grupka może nieco mniej dokuczliwa, ale trudno żeby na polskich stronach rzucała się w oczy. Niestety na zachodzie wygląda to zupełnie inaczej. “Polak nie popuści, gorsi to są tylko Ruscy” śpiewała pewna znakomita grupa hip-hopowa, która – jeżeli tylko utrzymała poziom swoich poprzednich płyt – obecnie wykłada śledzie w którymś z hipermarketów sieci Auchan. W każdym razie osobnicy z grupy “jeszcze Polska nie zginęła, kurwa” za punkt honoru poczytują sobie skomentowanie każdej internetowej aktywności słowami “zajebiste”, “co to ma być?”, “do dupy”, “wykop kurwa”, “ale czarny”, “było”, itd. i nie jest szczególnie istotne, że robią to właśnie w komentarzach pod expose Barracka Obamy, umieszczonym na łamach cnn.com. A potem dziwią się (“co to ma być, kurwa?!”), że internet na całym świecie postrzega Polaków jako mały i zakompleksiony naród internetowych trolli. Dzięki, kurwa!

4. Artyści

Lepiej unikać środowisk artystycznych, skupionych głównie w ramach serwisów dla grafików komputerowych, animatorów i fotografów. Pomijając fakt, że jak każdemu pierdolonemu e-artyście nie chce im się nawet skoczyć do sklepu, bo nie mają weny, bywają naparwdę dziwni. Chodzą w dziwnych ciuchach, zakładają pelerynki jakich nie powstydziłby się sam Albus Dumbledore i szale do kolan, kochają filmy Almodovara, zaczytują się w Coelho (“jest taki życiowy, wiele można się od niego nauczyć”) a skrycie oglądają Pierwszą Miłość (w listach piszecie, że Paweł poszedł do więzienia, PAWEŁ TRZYMAJ SIĘ!!!). E-artyści umawiają się w warszawskiej knajpce jak jakaś pierdolona Bohema, tylko najczęściej kończy się i tak w Starbucksie, tam robią sobie fotki i malują swojej portrety, by potem melancholijnie zachwalać dociągnięcia każdej pierdolonej kreski, choć byli świadkami jak każde to “dzieło” powstawało.

My na to mowimy redtube, ale sie nie znamy, bo to jest SZTUKA

5. Radykalni

Wszystkie poglądy są znośne, nieznośny jest radykalizm. W polskim internecie można wyróżnić kilka grupek tego typu osób, jedni udowadniają na swoich łamach, że każdy obywatel naszego kraju jest żydem, a autorzy są w swoich działaniach tak zdeterminowani, że żeby lista była dłuższa, podopisywali też siebie, własnych ojców i matki. Z drugiej strony, w nieco przeciwnym obozie (jeśli chodzi o poglądy, bo zjebany jest dokładnie tak samo) działają racjonaliści. Są to osoby, które od bodaj dziesięciu lat na swoim śmiesznym serwisie publikują po kilkanaście artykułów tygodniowo na temat tego, że Boga nie ma. To imponujące jak wiele czasu można przepierdalać na to, by udowadniać, że nie ma czegoś w co się kompletnie nie wierzy. To troszkę tak, jak my byśmy założyli stronę internetową na temat dwulitrowej Cherry Coke (ktoś tam niby widział, ktoś tam niby słyszał) udowadniając, że jej nie ma.

Statystyczny polski racjonalista

6. Homosie

I tutaj niespodzianka – w sieci zachowują się całkiem spoko, mają swoje strony, my boimy się je odwiedzać. Nie blokują

Robert Biedroń jest również aktywnym działaczem GreenPeace'u. Kurwa, kombo!

serwerów Wirtualnej Polski domagając się równouprawnienia, nie spotkaliśmy się też z sytuacją, żeby ktoś pod naszymi notkami wklejał fotki Roberta Biedronia, gdy ze swoim facetem jeżdżą sobie do Ikei. Widać banda rozwrzeszczanych pederastów korkujących co kilka miesięcy ulice największych miast, doprowadzając Polaków do estetycznych wrzodów żołądka to tak jak się spodziewaliśmy tylko banda głośno szczekających psów. Nieco gorzej z feministkami, które doszukują się dyskryminacji nawet w tym, że Internet Explorer nie nazywa się die Internet Explorin, ale im poświęciliśmy już osobną notkę.

7. Wikipedyści

Pewnego dnia postanowiliśmy wzbogacić polską Wikipedię naszą nieograniczoną wszechwiedzą. Najpierw trochę gniewaliśmy się na moderatorów, ponieważ nie spodobał im się nasz kawałek o Michaelu Jordanie, który z Pragi Południe przeprowadził się na Bronx, ponieważ było tam bezpieczniej. Wkrótce jednak, niezrażeni początkowymi porażkami postanowiliśmy zabrać się za edycję wikipedii na poważnie. Litr wódki, godzinę i dwa hasła później doszliśmy do wniosku (cytując) “jesteśhmy tak zajebhisiiii ze nie będziemy im tego kurwa robić za daaarmo!” (prawdopodobnie zresztą wpisaliśmy te refleksje do jakiejś rzadko odwiedzanej strony związanej z prawem konstytucyjnym).

Ta porywająca historia ma jednak morał, postanowiliśmy bowiem sprawdzić, kto edytuje polską Wikipedią, obczailiśmy fotki ze zjazdu i

nie mieliśmy więcej pytań

No cóż – jak to mówią “drużyny się nie wybiera”!

W pewym lesie zyl sobie sprytny lisek. Sprytny lisek kradl drob z okolicznego gospodarstwa. Jednak pewnego dnia na sprytnego liska zaczail sie w gospodarstwie gospodarz, który zauwazyl ze ginie mu drob. Kiedy sprytny lisek ukradl jak kazdego wieczora kury, gospodarz wyskoczyl i zadał mu takie PODCHWYTLIWE pytanie:

- sprytny lisku! czy to ty kradniesz moj drob?!

- nie – odpowiedzial lisek…

Katecheza 156: A tak naprawdę to byl on…

Czego dzieciaki uczą się z bajek?

Nie tak dawno temu doszliśmy do wniosku, że “dzisiejsza młodzież nie ma pojęcia czym jest miłość francuska, kim była Betty Friedan, Manuela Gretkowska czy Kazia Szczuka.” Jesteśmy przekonani, iż przyczyną takiego stanu rzeczy są braki w elementarnej edukacji, przekazywanej na pierwszych etapach życia. Bajki dla dzieci! Tak, tak, to przecież one kształtują nas jako ludzi, uczą by zawsze się dzielić, wybaczać, mówić prawdę, nie bzykać żony przyjaciela czy nie spisywać intercyzy przed zawarciem małżeństwa.

JakŻyć wraz ze specjalną komisją d/s edukacji po raz kolejny przyjrzało się najważniejszym bajkom dzieciństwa i jak się okazało, niesione przez nie wartości nie są zgodne z normami ustalanymi przez dzisiejszą rzeczywistość. Powód jest prosty – treść bajek nie ewoluuje, natomiast umysł dzisiejszego dziecka pędzi do przodu jak małe teżewe. Być może macie, być może wkrótce będziecie (aby tego uniknąć poczytajcie jak nie wyrywać lasek) mieć własne dzieci, dlatego koniecznie zobaczcie o czym zgodnie z dzisiejszymi regułami interpretacji opowiadają bajki, tak byście nie skrzywdzili naszych milusińskich.

Chłopiec przez długie lata był prawdziwą, seksualną machiną.

Chłopiec przez długie lata był prawdziwą, seksualną machiną.

Pinokio

Powieść opowiada o przygodach drewnianego pajacyka Pinokia i jego „ojca” stolarza Dżeppetto (o przezwisku „Mamałyga”). Charakterystyczną cechą Pinokia było wydłużanie się jego nosa pod wpływem kłamstw.

Tego chcieli twórcy. W rzeczywistości jednak Pinokio to historia o młodym erotomanie. Lata opatrzonych sukcesami podbojów miłosnych w całej wsi nadały mu przydomek “drewnianego” a jego słoje poznała niejedna kobieta ze wsi. Niestety na skutek intensywnego życia seksualnego Pinokio w pewnym momencie nabawia się dziwnej choroby wenerycznej – w tym właśnie miejscu zaczyna się akcja książki. Seksualna aktywność głównego bohatera przenosi się w obszar jego nosa, zaś sam Pinokio wyrusza w długą i niebezpieczną podróż w poszukiwaniu upragnionego serum.

Na swojej drodze nasz przyjaciel zostaje wykorzystany przez wielu ludzi, co swoją drogą całkowicie rujnuje jego wizerunek wiejskiego Casanovy. Na początku zostaje porządnie shańbiony przez dyrektora teatru, który przez blisko rok realizuje na młodym Pinokiu swoje najbardziej chore fantazje seksualne. Później chłopiec zostaje wykorzystany przez rzekomo dobrą wróżkę, która w rzeczywistości ma bardzo niezaspokojony organizm, zmuszając Pinokia do nieustannych kłamstw, a te z kolei potęgują jego seksualną aktywność. Ostatecznie książka kończy się w ten sposób, iż chłopiec zostaje uleczony ze swojej choroby, lecz ceną jest wiekuista impotencja, co jest morałem przekazującym czytelnikom zdecydowanie nieaktualny (i chory) system wartości.

Czerwony kapturek

W najsłynniejszej z wersji Czerwony Kapturek udaje się do Babci z winem i ciastkiem. Kiedy przechodzi przez las, spotyka wilka, który go wyprzedza i pierwszy dociera do chatki Babci, zjada staruszkę i przebiera się za nią, aby pożreć także dziewczynkę – co też czyni w tym samym łóżku. Na szczęście w porę zjawia się Gajowy, który uwalnia Kapturka i Babcię rozcinając wilkowi brzuch. Po czym wkłada kamienie do brzucha wilka, zaszywa i puszcza wolno.

Tak chcieli twórcy. W istocie jednak Czerwony Kapturek obala tezę, iż to telewizja i gry komputerowe ogłupiają dzieci. Niestety, Czerwony Kapturek jest istną personifikacją Jolanty Rutowicz. Młoda dziewczynka niezależnie od panującej w mediach paniki przed pedofilami zapuszcza się samotnie w las. Spotyka tam wilka, który w rzeczywistości jest zwierzęcym wulkanem seksualności, którego wyraźnie ciągnie do młodych dziewczynek.

Czerwony Kapturek jest bajką tak głupią i naiwną, że stał się przedmiotem wielu żartów i anegdotek.

Czerwony Kapturek jest bajką tak głupią i naiwną, że stał się przedmiotem wielu żartów i anegdotek.

W celu zaspokojenia swojego popędu wilk najpierw obraca babcię Kaputrka, następnie zaś akcja przenosi się do zlokalizowanej w lesie chatki. Czerwony Kaputerek, który jakimś cudem w czasach, kiedy nie było komórek i GPS’a szczęśliwie trafił do domu babci. Na miejscu czeka go niespodzianka, jednak młoda dziewczynka ogłupiona przez wpierdalanie jagódek i karmienie gąsek ma problemy z rozróżnieniem własnej babci od wilka. Jest to swoją drogą szowinistyczny akcent tej bajki, ukazujący kobiety jako istoty podobne do wilków. Środowiska feministyczne często podkreślają, że depilacja jest ich dobrowolną decyzją, a ich braku nikt nie powinien krytykować.

Ostatecznie Czerwony Kapturek nie zdaje prostego tekstu na inteligencję i trawia w ręce perwersyjnego wilka. W porę jednak zjawia się gajowy Gugała, który ratuje Kapturka, ratuje Babcię, aresztuje Wilka (zaś ten kilka lat później umiera w areszcie). Kapturek chce się jakoś odwdzięczyć gajowemu – wszyscy wiemy jak – niestety gajowy okazuje się homoseksualistą. Ostatecznie więc nie tworzą szczęśliwej rodziny, natomiast gajowy otwiera znaną w całym lesie witrynę porno, gdzie Kapturek z babcią publikują swoje wzajemne popisy.

Czerwony Kapturek to książka, która dziś jedynie w wyraźny sposób promuje homoseksualizm oraz prowadzi do kultu wiecznej głupoty. Przekazywanie takich wzorców zachowań najmłodszym w prostej drodze prowadziłoby do zatracenia naszego społeczeństwa.

Bolek i Lolek

Twórcą koncepcji serii był Władysław Nehrebecki. Pierwowzorami Bolka i Lolka byli jego synowie Jan i Roman. Autorami rysunkowego wizerunku głównych bohaterów (Bolek – czerwone szorty, żółta bluza, wyższy i szczuplejszy, Lolek – fioletowe spodnie na szelkach, biały podkoszulek, niższy i tęższy) byli Alfred Ledwig, Leszek Lorek i Władysław Nehrebecki.

Tego chcieli twórcy, w istocie jednak Bolek i Lolek nazywani są “wielką pieśnią polskiego homoseksualizmu”. Serial trwający przez ponad setkę odcinków przedstawiał kolejne etapy ich związku. Początkowo nieśmiało badali swoje możliwości, jednak z czasem bohaterowie stawali przed coraz poważniejszymi kwestiami wspólnego życia, razem wybierali meble do domu, musieli także sprostać społecznej presji oraz ciągłym ocenom otoczenia. W siedemdziesiątym odcinku postanawiają opuścić Polskę i wziąć ślub w kraju,  który na to zezwala (stąd seria – podróże), jak się jednak okazuje – nie udaje im się to. W efekcie wracają do kraju i kontynuują swój nieformalny związek.

Widoczna w tle tęcza była zarazem jednym z pierwszych w polskiej kinematografii przykładem przekazu podprogowego

Widoczna w tle tęcza była zarazem jednym z pierwszych w polskiej kinematografii przykładem przekazu podprogowego

Po powrocie do kraju poznają Tolę, która w dużym stopniu wpływa na ich wzajemne relacje. Przez jakiś czas towarzyszy naszym bohaterom ukazując swoje wdzięki i mimo kilku gorących sytuacji tak Bolek, jak i Lolek, postanawiają pozostać po tej drugiej stronie rzeki. Zrozpaczona Tola zabija się, zaś bohaterowie zastanawiają się nad stworzeniem internetowego, gejowskiego serwisu społecznościowego. Charakterystyczną cechą Bolka i Lolka było to, iż twórcy nigdy nie ukazywali stosunku seksualnego w swojej bajce. Zawsze pozostawiali odrobinę niepewności i niedopowiedzenia w taki sposób, by widz po obejrzeniu każdego odcinka, mógł sobie wyobrażać najlepsze.

Brzydkie kaczątko

Jest to historia łabędziątka, które wykluwa się z jaja wysiedzianego przez kaczkę, odrzuconego z własnego podwórka ze względu na odmienność i brzydotę. Brzydkie kaczątko nigdzie nie znajduje przychylności, aż do momentu, gdy wyrasta na pięknego łabędzia. “Brzydkie kaczątko”, tak jak “Calineczka”, pokazuje identyfikowanie się Andersena z typem outsidera szukającego swojego miejsca w społeczności oraz jego sympatię wobec takich osób.

Porzucamy nurt bajek zahaczających o niezdrowe fantazje seksualne. Brzydkie kaczątko porusza bowiem dwa zupełnie inne problemy. Przede wszystkim – w jednej z interpretacji – propaguje rasizm. Tytułowe kaczątko na początku historii ma zupełnie inny kolor upierzenia niż jego przyrodni kaczy bracia. Jest prawie czarn… prawie afroamerykańskie, w związku z czym jest odrzucane przez resztę społeczeństwa. Na samym końcu historii kaczątko staje się jednak pięknym białym łabędziem, zaś jego żółci byli bracia muszą obejść się smakiem. W opinii JakŻyć historia ukazuje łańcuch rasowy stawiając na samym końcu ciemnoupierzonych, potem żółtoupierzonych, zaś na wierzchołku drabiny upierzonych na biało. Widoczny jest tu też element amerykańskiej propagandy, która wyraźnie korzystając z okazji chciała dopiec Chińczykom.

W drugiej interpretacji autorom bajki o brzydkim kaczątku przypisuje się prorocze umiejętności, jakoby stworzona przez  Andersena dwa wieku temu bajka miała odnosić się właśnie do naszego kraju, Polski, a konkretnie – sytuacji politycznej w latach 2005-2010. Ponieważ mamy dopiero 2009 rok, powstrzymamy się jednak od interpretacji tego proroctwa, bowiem wierzymy, iż trzeba na nie spojrzeć dopiero z perspektywy czasu.

Brzydkie kaczątko na stałe wkomponowało Andersena do kanonu lektur.

Brzydkie kaczątko na stałe wkomponowało Andersena do kanonu lektur.

JakŻyć jest szczerze przerażone tym, że Ministerstwo Edukacji w ogóle nie sprawuje kontroli na tym, jakie książki czytają najmłodsi. W dzisiejszych czasach, niestety, większość bajkowych pereł pozytywizmu ukazuje świat dokładnie w taki sposób, w jaki nie chcielibyśmy, by oglądały go nasze dzieci. Homoseksualizm, ekologia, feminizm, rasizm, nacjonalizm i wiele innych doktryn, które powinny zostać zakazane, są dziś promowane nawet przez polski rząd. Apelujemy, by ktoś zrobił z tym porządek, bo tak być nie może.

Katecheza #13:  Na skutek ewolucji społeczeństwa bajki – niegdyś dla dzieci – dziś propagują najbardziej skażone wzory zachowań społecznych.