Na naszym blogu pisaliśmy wam już o świadkach jehowy i feministkach. Przynależność do którejkolwiek z tych grup społecznych jest obciachowa. Mają zresztą wiele ze sobą wspólnego – przeważnie są brzydcy, nikt ich nie lubi, a na dodatek wpierdalają się ze swoimi poglądami gdzie popadnie, chociaż tak naprawdę wszystkich gówno to obchodzi. To jednak nie koniec długiej litanii grup społecznych, które są strasznie obciachowe. Dziś zrobimy sobie takie małe tournee po osobnikach i zachowaniach, których lepiej się wystrzegać, unikając przy tym ośmieszenia. Katalog grup społecznych jest dość otwarty, dlatego w przyszłości zapewne wrócimy do tego tematu, dziś na przykład darujemy omawianym już jehowym czy w sumie nie-tak-bardzo-groźnym (chyba, że akurat wyłączą prąd) komputerowym nerdom (ileż można naśmiewać się z flanelowych koszul?).

Nasza ostatnia notka sprzedała się naprawdę dobrze...
Nie sposób też nie odnieść się do licznych komentarzy do naszej poprzedniej notki. Dziękujemy serdecznie za spory odzew, wszystkich nie przeczytaliśmy, bo były trochę długie i nam się nie chciało, ale tradycyjnie wycięliśmy feministki, które wypominają nam kompleksy z powodu rozmiaru penisa (jakby kiedyś jakiegokolwiek widziały) i około setkę zadeklarowanych kibiców Bayernu Monachium i Borussi Dortmund (swoją drogą przeciwko nam zjednoczyli się ponad podziałami, po cichu liczymy na pokojową nagrodę Nobla), którzy mieli jakiś 1000 historii na temat naszych matek. Pragniemy też grupowo uświadomić kilku panów, że jeśli naprawdę nie podobają wam się cycki to tak, jesteście gejami. I lepiej żebyście dowiedzieli się o tym dziś, niż za kilka lat zostawili żonę i dzieci dla wspominanego z coraz większym sentymentem kolegi z wojska.
Jedziemy z tymi grupami, bo wódka stygnie (jakkolwiek przerażająco dla bardziej pruderyjnych czytelników brzmią to słowa o godzinie 14:00 po południu)!
1. Wyborcy Unii Polityki Realnej
Realna siła polityczna. Na szczęście tylko w polskim internecie. Gdyby wierzyć elektronicznym sondażom w przyszłych wyborach parlamentarnych mielibyśmy system monopartyjny, UPR zaś wpadłaby w niezłe kłopoty, bowiem dostałaby w polskim parlamencie więcej miejsc niż posiada członków. Korwin-Mikke zostałby naszym prezydentem, jednak z odpowiednim poparciem w sejmie, a także wolą narodu, szybko stanąłby na czele monarchii konstytucyjnej. Lewicowa Królowa okupująca rodzime ziemie wreszcie by upadła, Senyszyn (zgodnie z wolą narodu) w końcu by rozstrzelano, Kalisz schudłby ze 100 kg, pewien były już premier pojednał się ze swoimi braćmi w wierze, zaś Unia Europejska obeszłaby się smakiem po polskich terytoriach.

"niech jedno zdjęcie powie więcej niż 1000 słów"
Wyborcy UPR robią filmiki na YouTubie, komentują na Onecie, WP, Gazecie (troszkę mniej na Interii), są stałymi gośćmi portali dla pierdolniętych Racjonalistów i Poloniców (wiecie o co chodzi). Jest troszkę tak, że elektorat UPR to banda kretynów ślepo wierzących w utopijną wizję roztaczaną przez Piotrusia Pana z bliżej nam niewyjaśnioną awersją do krawatów. Prowadziliśmy wieloletnie badania, które ostatecznie pozwoliły ustalić przyczynę kiepskich wyników wyborczych Unii Polityki Realnej. Powód był prozaiczny – czynne prawo wyborcze przysługuje dopiero od 18 roku życia.
2. Studenci prawa

Typowy student prawa
W czasach gdy 77% procent Polaków jest magistrem, pozostałe 45% ma doktorat, a większość z nich nie opanowała nawet elementarnych podstaw matematyki zaistniała potrzeba tworzenia się elit społecznych. Jedną z nich, samozwańczą, jest elita studentów prawa. Mając dobry wynik na maturze z historii lub w przeważającej wyższości po prostu płacąc wysokie czesne możesz dołączyć do elity tego narodu. Daje to liczne uprawnienia, między innymi siedzące miejsce w autobusie, możliwość szydzenia ze studentów wszystkich innych kierunków, pracowników McDonalda, kierowców taksówek, roznoszących ulotki. Elita tego narodu w wieku 19 lat musi dbać o swój image chodząc w dobrze skrojonych garniturach na wykłady, do klubu, a nawet do pobliskiego spożywczaka. Mile widziany też laptop i ostentacyjnie śledzone na każdym wykładzie nowinki giełdowe.
I tak aż do pierwszej sesji.
3. Deskorolkowcy
Gdyby Parandowski jeszcze żył (a nawet jeśli jeszcze żyje, to po śmierci Edelmana zapewne wyczuje presję otoczenia) to dziś mit o Syzyfie wyglądałby tak, że Syzyf kupiłby sobie baggy w najlepszym skejtszopie w całej Warszawie, zamówił deskę na Amazonie, a następnie wraz z kumplami spędzał przy jakimś pomniku/murku całe popołudnia (dawniej pomniki obsrywały gołębie, teraz robią to skejterzy).

As skateboardingu
Syzyfowe prace byłyby oparte na schemacie nieustannego samodoskonalenia w jeździe na deskorolce. Prawdopodobnie na świecie nie istnieje osoba, która opanowała tę trudną sztukę, bowiem wszędzie pełno jest dzieciaków, które UCZĄ się jeździć na desce i żadna sztuczka im nie wychodzi. Tony Hawk jest wyjątkiem potwierdzającym regułę, tudzież dowodem na to, że MTV to żydowskie media i kłamią.
4. Faceci na parkiecie
Nie jest tak, że nie lubimy tańca, choć TVN skutecznie od kilku lat stara się nam go obrzydzić (a gdy widzimy Kingę Rusin idziemy zwymiotować). Taniec jest nawet spoko, szczególnie kiedy tańczą panienki, nie ma jakiejś kretyńskiej choreografii, a jego dziki seksualny charakter tworzy z tego prawdziwą sztukę.

Jedyna sytuacja, kiedy facet na parkiecie wygląda (w miarę) poważnie
Jeśli jesteś facetem, albo nawet jeśli jesteś gejem, pamiętaj. Facet, który tańczy, nawet kurwa sam Maserak, nie wygląda fajnie. Może to kwestia cycków, może to kwestia fajnej pupy, tańczący facet wygląda jednak tragicznie. Zachowuje się jak betonowy kloc machający łapami. Największym bólem estetycznym dla oka jest wizyta w dowolnym warszawskim klubie i obserwowanie występujących tam adonisów, którzy robią wszystko, byle tylko przez ten swój klocek dens danego wieczora zamoczyć.
Nie idźcie tą drogą.
5. Autorzy internetowych blogów
Ale nie tacy fajni jak my. Tacy przyjebani. Generalnie blogi to najgorsza możliwa forma publikacji w internecie, bo w przeciwieństwie do np. serwisu, portalu, wortalu czy nawet kurwa zinu, których chyba nikt już na świecie nie czyta, blog często ma charakter smutnych, nudnych, personalnych wynurzeń. Jak nie było blogów to tacy ludzie pisali posty na forach dyskusyjnych i po prostu nikt im nie odpisywał, ale kurwa ktoś znalazł lukę na rynku i dziś musimy wyczytywać setki wynurzeń z cyklu grypa światowym spiskiem czy bzykam się z Marcinkiewiczem.

A Blog 27 to nawet trochę (za wyrazistość) lubimy. Ale nie w takim sensie w jakim lubiłby go pewien znany polski reżyser.
A już najbardziej wkurwiające są takie poczytne blogi (ale nie aż tak jak my, ha), gdzie ich redaktorzy to tacy pseudocelebryci z internetu i mają kolesi, którzy też piszą blogi. I potem w swoich notkach “nawiązują do wpisu Krzysia” czy “nie zgodzą się z tezą postawioną w ostatniej notce przez mojego drogiego Slayerka”. I naprawdę nie wiadomo czy oni są gejami i to jakaś forma podrywu czy po prostu w dzieciństwie puszczali im zapętlone kwestie Kaśki Cichopek.
PS. Przypadkiem znaleźliśmy w sieci blog młodego UPR-owca. Normalnie kombo wszystkich nieszczęść.
6. KRAKUSY I POZNANIACY
Nie mamy pojęcia jak to działa i naprawdę nie wierzymy w stereotypy, ale z tym Krakowem i Poznaniem rzeczywiście coś jest na rzeczy. Pijesz z Gdańskiem, pijesz z Wrocławiem, pijesz z Warszawą, Szczecinem, Katowicami, Wąchockiem, WŁOSZCZOWĄ, flaszek na stole zawsze pod dostatkiem. Pijesz z Krakowem lub Poznaniem to nie dość, że dranie opiją cię z twojej wódki, same na stół nic nie postawią, a jak trzeba będzie skoczyć do marketu po nową dostawę, nagle znikną w niewyjaśnionych okolicznościach.

Daj nam Derdziuk wódki!
Żeby nie było, że wywyższamy stolicę, ostatnio gościliśmy na imprezie kolesia z WARSZAWY (ale na pewno miał dziadka w Krakowie!), który jak Pan Bóg nakazał wpadł na imprezę z flaszką, ale… wypił kilka litrów naszej zdrowej, zimnej czystej, po czym gdy jego się ostała… wyjął z lodówki, zabrał ze sobą i poszedł do domu (z tym, że jedna się ostała, choć zaważy to na naszym wizerunku, prosimy o wybaczenie, ale lata już nie te, a zajęcia były na ósmą rano, nawet my mamy słabsze dni). Ręce opadają. A tyle było przecież mówione o KULTURZE picia wódki.
7. Warszafka
To pojęcie tak naprawdę krzyżuje się po części z punktem drugim, czwartym i szóstym. Warszafka to określenie grupy społecznej, która tłumnie przybywa do Warszawy w poszukiwaniu łatwego zarobku lub wykształcenia. Ponieważ Warszawa ma jakieś 2 miliony mieszkańców, metro i można zobaczyć Jacykowa na Chmielnej, wielu goszczącym w stolicy najzwyczajniej odpierdala. I tak oto w swoim mniemaniu naradzają się królowie świata.
Tacy delikwenci w gruncie rzeczy od razu nadają się na odstrzał. Szczególnie ci za kółkami samochodów, którzy nasłuchali się historii o szalonych kierowcach z Warszawy, a tymczasem 3/4 z nich ma rejestracje zaczynające się od takich liter, że nawet nie wiedzieliśmy, że takie są w polskim alfabecie. I trąbią i kurwią, a przez rondo to czasem nawet po średnicy potrafią przejechać. Pójdą potem do klubu, potańczą, wyśmieją pracowników Maca, odwiedzą prestiżowy klub Underground na Świętokrzyskiej, spotkają jakąś gwiazdę telewizyjnego serialu i powiedzą jej jak bardzo ją szanują, a koniec końców wylądują w ciepłym, warszafskim łóżku, ciesząc się, że chwycili Pana Boga z ogon.

Przykładowa gwiazda serialu, z którą każdy Warszafiak pstryknie sobie foto (a potem na grono, na grono!)
8. Czytelnicy Gazety Wyborczej
Nie wszyscy, ale spora część miłośników Gazety Wyborczej ma dość niezdrowe podejście do swojego ukochanego czytadła. Otóż brak jakiegokolwiek dystansu publikowanego w tego typu źródłach informacji prowadzi do pobudzenia niezdrowych relacji w społeczeństwie. Do tego – umówmy się – spora część redaktorów Gazety Wyborczej nie stanowi śmietanki polskiego dziennikarstwa. Na szczeblach lokalnych redagują ją często debile, które z niewiadomych nam przyczyn jednak ukończyły liceum. Dział polityczny to na przemian komuchy i solidarnościowcy, czyli coś na zasadzie prowadzenia telewizyjnego show jednocześnie przez Piroga i Dziwisza. O pomstę do nieba woła też dział sportowy, któremu dzielnie przewodzi facet wyglądający jakby naprawdę uwielbiał kąpać się ze swoim tatą.

"A powiedz Konstantynopolitańczykowianeczka"
Oczywiście poziom dziennikarstwa Gazety Wyborczej jest i tak całkiem średni, w końcu tak długo, jak totalne dno będzie wyznaczał pewien redaktor czasopisma Wprost (nie napiszemy który, bo nie wszyscy muszą wiedzieć, że chodzi o Roberta Leszczyńskiego), tak GW będzie miała i pewną formę szacunku i sporą grupkę oddanych czytelników. Aktywnych na forach i w internecie (choć w troszkę bardziej znośny sposób niż UPR’owcy).
9. Brzydkie dziewczyny, które udają, że są ładne
Nic tak nie bawi, a zarazem nie zniesmacza jak brzydkie dziewczyny, które próbują udawać, że są ładne, robiąc to przy okazji w sposób jawnego kurwienia się. Otóż, jeśli jesteś gruba, masz pryszcze, łysiejesz, a na domiar złego jesteś feministką, to choćby ci majtki zwisały do kolan spod krótkiej spódniczki (choć to w sumie bardzo zły znak), raczej nic nie wyrwiesz.

a fe (choć pewien reżyser...)
Brzydkie dziewczyny są brzydkie, ale jeszcze brzydsze są brzydkie dziewczyny, które kładą na siebie tyle tapety, że jak zaczyna padać deszcz, to po mieście płyną kolorowe potoki. Nie specjalnie fajne są też dziewczyny z serii PCC (Photoshop Czyni Cuda) czy robiące sobie fotki w lustrze lub z wyciągniętego (i bardzo dobrze widocznego na zdjęciu) łokcia. Niestety wraz z rozwojem internetu to zjawisko się potęguje, a już prawdziwym mistrzostwem świata są galerie, w których mamy ujęcie tej samej twarzy, w tym samym momencie, z jakichś 30 różnych kątów (oczywiście z łokcia albo w lustrze). Trochę humor nam poprawia fakt, iż prawdopodobnie jest to 30 fotek wyselekcjonowanych spośród 3000, ale nieznacznie.
Podobne zjawisko pewnie (nawet na pewno) tyczy się facetów, ale nie jesteśmy jakimiś pedałami, żeby od czasu do czasu obczajać ich galerie.
9 i 3/4 Bananowe dzieci
Miał być oddzielny akapit, ale w sumie bananów ci powyżej dostatek. Tych takich z serii “przejedźmy 3/4 Warszawy żeby zjeść śniadanie w Jeffie” i zróbmy tam sobie fotki żeby je potem wrzucić na grono.
10. Pedofile
Spójrzmy prawdzie w oczy, być pedofilem to mieć przejebane, bo nie dość, że leci się na laski, które najczęściej nie mają jeszcze nawet cycków, to i społeczeństwo jakoś się tak dziwnie patrzy. Na szczęście niedawno opinia publiczna zweryfikowała swoją opinię na temat tej dewiacji seksualnej, zaś szanowane postaci ze świata mediów, kultury i polityki zdają się nawet nie tylko liberalizować, ale wręcz popierać przedstawicieli tej jakże dyskryminowanej mniejszości seksualnej.

A tak zupełnie bez okazji, ostatnio znów oglądaliśmy "Pianistę" Romana Polańskiego, piękny film.
Męczennikiem popkultury, swoistym Jackiem Poniedziałkiem pedofilów został tym razem pewien polski reżyser. To niezwykły akt odwagi. Na dzień dzisiejszy potępiamy pedofilię, uważamy ją za obleśną i trochę obciachową, ale doceniamy działania polskich celebrytów w walce z zaściankowością i nietolerancją niektórych przedstawicieli naszego społeczeństwa.
Katecheza: Jeśli jesteś z Krakowa lub Poznania to postaw czasem wódkę na stół, co ci szkodzi?