Jak pracować w Telekomunikacji Polskiej? (dramat w trzech aktach)


PROLOG

Jechanie po TP S.A. jest popularne mniej więcej od 1993 roku i jest to hejt, który całkiem sensownie może uprawiać nawet największy idiota, choćby na ten przykład blogosfera pedałów i feministek, która niemal pożarła nas po ostatnim wpisie.

Ale my przekornie zadaliśmy sobie pytanie – kto jest największą firmą telekomunikacyjną działającą na polskim rynku? No właśnie. Dziś wyjaśnimy wam jak działają giganci. Kto wie, być może ktoś z was stworzy dzięki naszemu poradnikowi solidną przeciwwagę?

Czytaj dalej

Z kim nie trzymać w sieci?

Pamiętacie katechezę o dziesięciu grupach społecznych, do których troszkę wstyd należeć? Dziś ciąg dalszy nauczania, tym razem na płaszczyźnie internetu, gdzie przecież można się wylansować nie gorzej niż na niejednej wiejskiej dyskotece. Efekt może być zresztą zupełnie odwrotny od zamierzonego, dlatego od tych kolesi lepiej stronić w sieci (nie będziemy już wracali do tematu UPR-owców, bo jeszcze jedna taka notka i ich poparcie zacznie być ujemne):

1. E-kologowie

Banda pierdolonych pederastów i choć nie lubimy ekologów sensu strico, to ci w internecie są jeszcze gorsi, bo do

I powracamy do cyklu "jedno zdjęcie mówi więcej niż 1000 słów"

grona zielonych hipisów, którzy mają nasrane we łbie, modlą się do Kasztanowca i organizują akcje z budowaniem karmników na Antarktydzie (choć są takimi debilami, że równie chętnie wspieraliby Pingwiny żyjące na Jamajce) zapisują się gwiazdy polskiego kina, teatru i telewizji, a bycie zielonym jest niemalże tak fajne jak wpierdalanie sushi przynajmniej dwa razy dziennie i opowiadanie o tym na prawo i lewo. Opowiadają także o tym, jak myją się w wodzie z kibla, a wielkie e-byznesmeny od trzech miesięcy zainteresowane tematem ratowania środowiska popierdalając w swoich zegarkach skręcanych przez chińskie dzieci płaczą nad losem Orangutanów, bo komuś w grinpisie ostatnio bardziej podchodzi Snickers niż KitKaty.

2. Legalize Boys

Naturalnym wrogiem rasowym ekologów są “legalize boys” czyli grupki internautów zawodowo zajmujące się propagowaniem, promowaniem i rozpowszechnianiem marihuany. Nie będziemy się może zagłębiać w to czy to jest fajne czy nie (zwłaszcza po tym jak aresztowano naszego dilera), fenomenem jest natomiast upór z jakim legalize boys dążą do celu. Wyszukują w sieci opinie naukowców z najbardziej zadupnych państw środkowej Afryki, wśród których Zachodnia Sahara i Gabon wydają się tymi bardziej liczącymi, tworzą filmiki propagandowe i opowiadają o tym, jak niedobre rządy trzymają nas w ryzach. Swoją drogą jaranie chyba faktycznie troche ryje im psychę, bo fakt nielegalizacji marihuany jest ich zdaniem całkiem dobrym powodem do odwołania premiera, prezydenta, rzecznika praw obywatelskich i kucharki na stołówce w ministerstwie finansów.

Proszę zwrócić uwagę na entuzjazm, który towarzyszy niektórym z najpoważniejszych agitatorów tego typu inicjatyw

Jest troche tak, że jakby dało jarać się np. róże, to legalize boys pisaliby na forach i robili filmiki z cyklu “ok, róże mają kolce, ale od kaktusów rocznie umiera xxxx osób”, ple ple ple. Słyną z tego, że chodzą na wiece, na których chcą reprezentować poważną i głęboko osadzoną w swoich poglądach grupę społeczną, a tymczasem ich świat jest taki kolorowy, że mylą Pałac Kultury z palmą na rondzie Da Gaulle’a.

3. Jeszcze Polska nie zginęła, kurwa.

Tutaj grupka może nieco mniej dokuczliwa, ale trudno żeby na polskich stronach rzucała się w oczy. Niestety na zachodzie wygląda to zupełnie inaczej. “Polak nie popuści, gorsi to są tylko Ruscy” śpiewała pewna znakomita grupa hip-hopowa, która – jeżeli tylko utrzymała poziom swoich poprzednich płyt – obecnie wykłada śledzie w którymś z hipermarketów sieci Auchan. W każdym razie osobnicy z grupy “jeszcze Polska nie zginęła, kurwa” za punkt honoru poczytują sobie skomentowanie każdej internetowej aktywności słowami “zajebiste”, “co to ma być?”, “do dupy”, “wykop kurwa”, “ale czarny”, “było”, itd. i nie jest szczególnie istotne, że robią to właśnie w komentarzach pod expose Barracka Obamy, umieszczonym na łamach cnn.com. A potem dziwią się (“co to ma być, kurwa?!”), że internet na całym świecie postrzega Polaków jako mały i zakompleksiony naród internetowych trolli. Dzięki, kurwa!

4. Artyści

Lepiej unikać środowisk artystycznych, skupionych głównie w ramach serwisów dla grafików komputerowych, animatorów i fotografów. Pomijając fakt, że jak każdemu pierdolonemu e-artyście nie chce im się nawet skoczyć do sklepu, bo nie mają weny, bywają naparwdę dziwni. Chodzą w dziwnych ciuchach, zakładają pelerynki jakich nie powstydziłby się sam Albus Dumbledore i szale do kolan, kochają filmy Almodovara, zaczytują się w Coelho (“jest taki życiowy, wiele można się od niego nauczyć”) a skrycie oglądają Pierwszą Miłość (w listach piszecie, że Paweł poszedł do więzienia, PAWEŁ TRZYMAJ SIĘ!!!). E-artyści umawiają się w warszawskiej knajpce jak jakaś pierdolona Bohema, tylko najczęściej kończy się i tak w Starbucksie, tam robią sobie fotki i malują swojej portrety, by potem melancholijnie zachwalać dociągnięcia każdej pierdolonej kreski, choć byli świadkami jak każde to “dzieło” powstawało.

My na to mowimy redtube, ale sie nie znamy, bo to jest SZTUKA

5. Radykalni

Wszystkie poglądy są znośne, nieznośny jest radykalizm. W polskim internecie można wyróżnić kilka grupek tego typu osób, jedni udowadniają na swoich łamach, że każdy obywatel naszego kraju jest żydem, a autorzy są w swoich działaniach tak zdeterminowani, że żeby lista była dłuższa, podopisywali też siebie, własnych ojców i matki. Z drugiej strony, w nieco przeciwnym obozie (jeśli chodzi o poglądy, bo zjebany jest dokładnie tak samo) działają racjonaliści. Są to osoby, które od bodaj dziesięciu lat na swoim śmiesznym serwisie publikują po kilkanaście artykułów tygodniowo na temat tego, że Boga nie ma. To imponujące jak wiele czasu można przepierdalać na to, by udowadniać, że nie ma czegoś w co się kompletnie nie wierzy. To troszkę tak, jak my byśmy założyli stronę internetową na temat dwulitrowej Cherry Coke (ktoś tam niby widział, ktoś tam niby słyszał) udowadniając, że jej nie ma.

Statystyczny polski racjonalista

6. Homosie

I tutaj niespodzianka – w sieci zachowują się całkiem spoko, mają swoje strony, my boimy się je odwiedzać. Nie blokują

Robert Biedroń jest również aktywnym działaczem GreenPeace'u. Kurwa, kombo!

serwerów Wirtualnej Polski domagając się równouprawnienia, nie spotkaliśmy się też z sytuacją, żeby ktoś pod naszymi notkami wklejał fotki Roberta Biedronia, gdy ze swoim facetem jeżdżą sobie do Ikei. Widać banda rozwrzeszczanych pederastów korkujących co kilka miesięcy ulice największych miast, doprowadzając Polaków do estetycznych wrzodów żołądka to tak jak się spodziewaliśmy tylko banda głośno szczekających psów. Nieco gorzej z feministkami, które doszukują się dyskryminacji nawet w tym, że Internet Explorer nie nazywa się die Internet Explorin, ale im poświęciliśmy już osobną notkę.

7. Wikipedyści

Pewnego dnia postanowiliśmy wzbogacić polską Wikipedię naszą nieograniczoną wszechwiedzą. Najpierw trochę gniewaliśmy się na moderatorów, ponieważ nie spodobał im się nasz kawałek o Michaelu Jordanie, który z Pragi Południe przeprowadził się na Bronx, ponieważ było tam bezpieczniej. Wkrótce jednak, niezrażeni początkowymi porażkami postanowiliśmy zabrać się za edycję wikipedii na poważnie. Litr wódki, godzinę i dwa hasła później doszliśmy do wniosku (cytując) “jesteśhmy tak zajebhisiiii ze nie będziemy im tego kurwa robić za daaarmo!” (prawdopodobnie zresztą wpisaliśmy te refleksje do jakiejś rzadko odwiedzanej strony związanej z prawem konstytucyjnym).

Ta porywająca historia ma jednak morał, postanowiliśmy bowiem sprawdzić, kto edytuje polską Wikipedią, obczailiśmy fotki ze zjazdu i

nie mieliśmy więcej pytań

No cóż – jak to mówią “drużyny się nie wybiera”!

W pewym lesie zyl sobie sprytny lisek. Sprytny lisek kradl drob z okolicznego gospodarstwa. Jednak pewnego dnia na sprytnego liska zaczail sie w gospodarstwie gospodarz, który zauwazyl ze ginie mu drob. Kiedy sprytny lisek ukradl jak kazdego wieczora kury, gospodarz wyskoczyl i zadał mu takie PODCHWYTLIWE pytanie:

- sprytny lisku! czy to ty kradniesz moj drob?!

- nie – odpowiedzial lisek…

Katecheza 156: A tak naprawdę to byl on…

Dziesięć grup społecznych, do których trochę wstyd należeć

Na naszym blogu pisaliśmy wam już o świadkach jehowy i feministkach. Przynależność do którejkolwiek z tych grup społecznych jest obciachowa. Mają zresztą wiele ze sobą wspólnego – przeważnie są brzydcy, nikt ich nie lubi, a na dodatek wpierdalają się ze swoimi poglądami gdzie popadnie, chociaż tak naprawdę wszystkich gówno to obchodzi. To jednak nie koniec długiej litanii grup społecznych, które są strasznie obciachowe. Dziś zrobimy sobie takie małe tournee po osobnikach i zachowaniach, których lepiej się wystrzegać, unikając przy tym ośmieszenia. Katalog grup społecznych jest dość otwarty, dlatego w przyszłości zapewne wrócimy do tego tematu, dziś na przykład darujemy omawianym już jehowym czy w sumie nie-tak-bardzo-groźnym (chyba, że akurat wyłączą prąd) komputerowym nerdom (ileż można naśmiewać się z flanelowych koszul?).

Nasza ostatnia notka sprzedała się naprawdę dobrze...

Nasza ostatnia notka sprzedała się naprawdę dobrze...

Nie sposób też nie odnieść się do licznych komentarzy do naszej poprzedniej notki. Dziękujemy serdecznie  za spory odzew, wszystkich nie przeczytaliśmy, bo były trochę długie i nam się nie chciało, ale tradycyjnie wycięliśmy feministki, które wypominają nam kompleksy z powodu rozmiaru penisa (jakby kiedyś jakiegokolwiek widziały) i około setkę zadeklarowanych kibiców Bayernu Monachium i Borussi Dortmund (swoją drogą przeciwko nam  zjednoczyli się ponad podziałami, po cichu liczymy na pokojową nagrodę Nobla), którzy mieli jakiś 1000 historii na temat naszych matek. Pragniemy też grupowo uświadomić kilku panów, że jeśli naprawdę nie podobają wam się cycki to tak, jesteście gejami. I lepiej żebyście dowiedzieli się o tym dziś, niż za kilka lat zostawili żonę i dzieci dla wspominanego z coraz większym sentymentem kolegi z wojska.

Jedziemy z tymi grupami, bo wódka stygnie (jakkolwiek przerażająco dla bardziej pruderyjnych czytelników brzmią to słowa o godzinie 14:00 po południu)!

1. Wyborcy Unii Polityki Realnej

Realna siła polityczna. Na szczęście tylko w polskim internecie. Gdyby wierzyć elektronicznym sondażom w przyszłych wyborach parlamentarnych mielibyśmy system monopartyjny, UPR zaś wpadłaby w niezłe kłopoty, bowiem dostałaby w polskim parlamencie więcej miejsc niż posiada członków. Korwin-Mikke zostałby naszym prezydentem, jednak z odpowiednim poparciem w sejmie, a także wolą narodu, szybko stanąłby na czele monarchii konstytucyjnej. Lewicowa Królowa okupująca rodzime ziemie wreszcie by upadła, Senyszyn (zgodnie z wolą narodu) w końcu by rozstrzelano, Kalisz schudłby  ze 100 kg, pewien były już premier pojednał się ze swoimi braćmi w wierze, zaś Unia Europejska obeszłaby się smakiem po polskich terytoriach.

jedno zdjęcie powie więcej niż 1000 słów

"niech jedno zdjęcie powie więcej niż 1000 słów"

Wyborcy UPR robią filmiki na YouTubie, komentują na Onecie, WP, Gazecie (troszkę mniej na Interii), są stałymi gośćmi portali dla pierdolniętych Racjonalistów i Poloniców (wiecie o co chodzi). Jest troszkę tak, że elektorat UPR to banda kretynów ślepo wierzących w utopijną wizję roztaczaną przez Piotrusia Pana z bliżej nam niewyjaśnioną awersją do krawatów. Prowadziliśmy wieloletnie badania, które ostatecznie pozwoliły ustalić przyczynę kiepskich wyników wyborczych Unii Polityki Realnej. Powód był prozaiczny – czynne prawo wyborcze przysługuje dopiero od 18 roku życia.

2. Studenci prawa

Typowy student prawa

Typowy student prawa

W czasach gdy 77% procent Polaków jest magistrem, pozostałe 45% ma doktorat, a większość z nich nie opanowała nawet elementarnych podstaw matematyki zaistniała potrzeba tworzenia się elit społecznych. Jedną z nich, samozwańczą, jest elita studentów prawa. Mając dobry wynik na maturze z historii lub w przeważającej wyższości po prostu płacąc wysokie czesne możesz dołączyć do elity tego narodu. Daje to liczne uprawnienia, między innymi siedzące miejsce w autobusie, możliwość szydzenia ze studentów wszystkich innych kierunków, pracowników McDonalda, kierowców taksówek, roznoszących ulotki. Elita tego narodu w wieku 19 lat musi dbać o swój image chodząc w dobrze skrojonych garniturach na wykłady, do klubu, a nawet do pobliskiego spożywczaka. Mile widziany też laptop i ostentacyjnie śledzone na każdym wykładzie nowinki giełdowe.

I tak aż do pierwszej sesji.

3. Deskorolkowcy

Gdyby Parandowski jeszcze żył (a nawet jeśli jeszcze żyje, to po śmierci Edelmana zapewne wyczuje presję otoczenia) to dziś mit o Syzyfie wyglądałby tak, że Syzyf kupiłby sobie baggy w najlepszym skejtszopie w całej Warszawie, zamówił deskę na Amazonie, a następnie wraz z kumplami spędzał przy jakimś pomniku/murku całe popołudnia (dawniej pomniki obsrywały gołębie, teraz robią to skejterzy).

As skateboardingu

As skateboardingu

Syzyfowe prace byłyby oparte na schemacie nieustannego samodoskonalenia w jeździe na deskorolce. Prawdopodobnie na świecie nie istnieje osoba, która opanowała tę trudną sztukę, bowiem wszędzie pełno jest dzieciaków, które UCZĄ się jeździć na desce i żadna sztuczka im nie wychodzi. Tony Hawk jest wyjątkiem potwierdzającym regułę, tudzież dowodem na to, że MTV to żydowskie media i kłamią.

4. Faceci na parkiecie

Nie jest tak, że nie lubimy tańca, choć TVN skutecznie od kilku lat stara się nam go obrzydzić (a gdy widzimy Kingę Rusin idziemy zwymiotować). Taniec jest nawet spoko, szczególnie kiedy tańczą panienki, nie ma jakiejś kretyńskiej choreografii, a jego dziki seksualny charakter tworzy z tego prawdziwą sztukę.

Jedyna sytuacja, kiedy facet na parkiecie wygląda (w miarę) poważnie

Jedyna sytuacja, kiedy facet na parkiecie wygląda (w miarę) poważnie

Jeśli jesteś facetem, albo nawet jeśli jesteś gejem, pamiętaj. Facet, który tańczy, nawet kurwa sam Maserak, nie wygląda fajnie. Może to kwestia cycków, może to kwestia fajnej pupy, tańczący facet wygląda jednak tragicznie. Zachowuje się jak betonowy kloc machający łapami. Największym bólem estetycznym dla oka jest wizyta w dowolnym warszawskim klubie i obserwowanie występujących tam adonisów, którzy robią wszystko, byle tylko przez ten swój klocek dens danego wieczora zamoczyć.

Nie idźcie tą drogą.

5. Autorzy internetowych blogów

Ale nie tacy fajni jak my. Tacy przyjebani. Generalnie blogi to najgorsza możliwa forma publikacji w internecie, bo w przeciwieństwie do np. serwisu, portalu, wortalu czy nawet kurwa zinu, których chyba nikt już na świecie nie czyta, blog często ma charakter smutnych, nudnych, personalnych wynurzeń. Jak nie było blogów to tacy ludzie pisali posty na forach dyskusyjnych i po prostu nikt im nie odpisywał, ale kurwa ktoś znalazł lukę na rynku i dziś musimy wyczytywać setki wynurzeń z cyklu grypa światowym spiskiem czy bzykam się z Marcinkiewiczem.

A Blog 27 to nawet trochę (za wyrazistość) lubimy. Ale nie w takim sensie w jakim lubiłby go pewien znany polski reżyser.

A Blog 27 to nawet trochę (za wyrazistość) lubimy. Ale nie w takim sensie w jakim lubiłby go pewien znany polski reżyser.

A już najbardziej wkurwiające są takie poczytne  blogi (ale nie aż tak jak my, ha), gdzie ich redaktorzy to tacy pseudocelebryci z internetu i mają kolesi, którzy też piszą blogi. I potem w swoich notkach “nawiązują do wpisu Krzysia” czy “nie zgodzą się z tezą postawioną w ostatniej notce przez mojego drogiego Slayerka”. I naprawdę nie wiadomo czy oni są gejami i to jakaś forma podrywu czy po prostu w dzieciństwie puszczali im zapętlone kwestie Kaśki Cichopek.

PS. Przypadkiem znaleźliśmy w sieci blog młodego UPR-owca. Normalnie kombo wszystkich nieszczęść.

6. KRAKUSY I POZNANIACY

Nie mamy pojęcia jak to działa i naprawdę nie wierzymy w stereotypy, ale z tym Krakowem i Poznaniem rzeczywiście coś jest na rzeczy. Pijesz z Gdańskiem, pijesz z Wrocławiem, pijesz z Warszawą, Szczecinem, Katowicami, Wąchockiem, WŁOSZCZOWĄ, flaszek na stole zawsze pod dostatkiem. Pijesz z Krakowem lub Poznaniem to nie dość, że dranie opiją cię z twojej wódki, same na stół nic nie postawią, a jak trzeba będzie skoczyć do marketu po nową dostawę, nagle znikną w niewyjaśnionych okolicznościach.

Daj nam Derdziuk wódki!

Daj nam Derdziuk wódki!

Żeby nie było, że wywyższamy stolicę, ostatnio gościliśmy na imprezie kolesia z WARSZAWY (ale na pewno miał dziadka w Krakowie!), który jak Pan Bóg nakazał wpadł na imprezę z flaszką, ale… wypił kilka litrów naszej zdrowej, zimnej czystej, po czym gdy jego się ostała… wyjął z lodówki, zabrał ze sobą i poszedł do domu (z tym, że jedna się ostała, choć zaważy to na naszym wizerunku, prosimy o wybaczenie, ale lata już nie te, a zajęcia były na ósmą rano, nawet my mamy słabsze dni). Ręce opadają. A tyle było przecież mówione o KULTURZE picia wódki.

7. Warszafka

To pojęcie tak naprawdę krzyżuje się po części z punktem drugim, czwartym i szóstym. Warszafka to określenie grupy społecznej, która tłumnie przybywa do Warszawy w poszukiwaniu łatwego zarobku lub wykształcenia. Ponieważ Warszawa ma jakieś 2 miliony mieszkańców, metro i można zobaczyć Jacykowa na Chmielnej, wielu goszczącym w stolicy najzwyczajniej odpierdala. I tak oto w swoim mniemaniu naradzają się królowie świata.

Tacy delikwenci w gruncie rzeczy od razu nadają się na odstrzał. Szczególnie ci za kółkami samochodów, którzy nasłuchali się historii o szalonych kierowcach z Warszawy, a tymczasem 3/4 z nich ma rejestracje zaczynające się od takich liter, że nawet nie wiedzieliśmy, że takie są w polskim alfabecie. I trąbią i kurwią, a przez rondo to czasem nawet po średnicy potrafią przejechać. Pójdą potem do klubu, potańczą, wyśmieją pracowników Maca, odwiedzą prestiżowy klub Underground na Świętokrzyskiej, spotkają jakąś gwiazdę telewizyjnego serialu i powiedzą jej jak bardzo ją szanują, a koniec końców wylądują w ciepłym, warszafskim łóżku, ciesząc się, że chwycili Pana Boga z ogon.

Przykładowa gwiazda serialu, z którą każdy Warszafiak pstryknie sobie foto (a potem na grono, na grono!)

Przykładowa gwiazda serialu, z którą każdy Warszafiak pstryknie sobie foto (a potem na grono, na grono!)

8. Czytelnicy Gazety Wyborczej

Nie wszyscy, ale spora część miłośników Gazety Wyborczej ma dość niezdrowe podejście do swojego ukochanego czytadła. Otóż brak jakiegokolwiek dystansu publikowanego w tego typu źródłach informacji prowadzi do pobudzenia niezdrowych relacji w społeczeństwie. Do tego – umówmy się – spora część redaktorów Gazety Wyborczej nie stanowi śmietanki polskiego dziennikarstwa. Na szczeblach lokalnych redagują ją często debile, które z niewiadomych nam przyczyn jednak ukończyły liceum. Dział polityczny to na przemian komuchy i solidarnościowcy, czyli coś na zasadzie prowadzenia telewizyjnego show jednocześnie przez Piroga i Dziwisza. O pomstę do nieba woła też dział sportowy, któremu dzielnie przewodzi facet wyglądający jakby naprawdę uwielbiał kąpać się ze swoim tatą.

A powiedz Konstantynopolitańczykowianeczka

"A powiedz Konstantynopolitańczykowianeczka"

Oczywiście poziom dziennikarstwa Gazety Wyborczej jest i tak całkiem średni, w końcu tak długo, jak totalne dno będzie wyznaczał pewien redaktor czasopisma Wprost (nie napiszemy który, bo nie wszyscy muszą wiedzieć, że chodzi o Roberta Leszczyńskiego), tak GW będzie miała i pewną formę szacunku i sporą grupkę oddanych czytelników. Aktywnych na forach i w internecie (choć w troszkę bardziej znośny sposób niż UPR’owcy).

9. Brzydkie dziewczyny, które udają, że są ładne

Nic tak nie bawi, a zarazem nie zniesmacza jak brzydkie dziewczyny, które próbują udawać, że są ładne, robiąc to przy okazji w sposób jawnego kurwienia się. Otóż, jeśli jesteś gruba, masz pryszcze, łysiejesz, a na domiar złego jesteś feministką, to choćby ci majtki zwisały do kolan spod krótkiej spódniczki (choć to w sumie bardzo zły znak), raczej nic nie wyrwiesz.

a fe

a fe (choć pewien reżyser...)

Brzydkie dziewczyny są brzydkie, ale jeszcze brzydsze są brzydkie dziewczyny, które kładą na siebie tyle tapety, że jak zaczyna padać deszcz, to po mieście płyną kolorowe potoki. Nie specjalnie fajne są też dziewczyny z serii PCC (Photoshop Czyni Cuda) czy robiące sobie fotki w lustrze lub z wyciągniętego (i bardzo dobrze widocznego na zdjęciu) łokcia. Niestety wraz z rozwojem internetu to zjawisko się potęguje, a już prawdziwym mistrzostwem świata są galerie, w których mamy ujęcie tej samej twarzy, w tym samym momencie, z jakichś 30 różnych kątów (oczywiście z łokcia albo w lustrze). Trochę humor nam poprawia fakt, iż prawdopodobnie jest to 30 fotek wyselekcjonowanych spośród 3000, ale nieznacznie.

Podobne zjawisko pewnie (nawet na pewno) tyczy się facetów, ale nie jesteśmy jakimiś pedałami, żeby od czasu do czasu obczajać ich galerie.

9 i 3/4 Bananowe dzieci

Miał być oddzielny akapit, ale w sumie bananów ci powyżej dostatek. Tych takich z serii “przejedźmy 3/4 Warszawy żeby zjeść śniadanie w Jeffie” i zróbmy tam sobie fotki żeby je potem wrzucić na grono.

10. Pedofile

Spójrzmy prawdzie w oczy, być pedofilem to mieć przejebane, bo nie dość, że leci się na laski, które najczęściej nie mają jeszcze nawet cycków, to i społeczeństwo jakoś się tak dziwnie patrzy. Na szczęście niedawno opinia publiczna zweryfikowała swoją opinię na temat tej dewiacji seksualnej, zaś szanowane postaci ze świata mediów, kultury i polityki zdają się nawet nie tylko liberalizować, ale wręcz popierać przedstawicieli tej jakże dyskryminowanej mniejszości seksualnej.

Brawa za odwagę!

A tak zupełnie bez okazji, ostatnio znów oglądaliśmy "Pianistę" Romana Polańskiego, piękny film.

Męczennikiem popkultury, swoistym Jackiem Poniedziałkiem pedofilów został tym razem pewien polski reżyser. To niezwykły akt odwagi. Na dzień dzisiejszy potępiamy pedofilię, uważamy ją za obleśną i trochę obciachową, ale doceniamy działania polskich celebrytów w walce z zaściankowością i nietolerancją niektórych przedstawicieli naszego społeczeństwa.

Katecheza: Jeśli jesteś z Krakowa lub Poznania to postaw czasem wódkę na stół, co ci szkodzi?

Jak nie pisać na internetowych forach

Tyle się mówi o popularyzacji internetu, jednak JakŻyć konsekwentnie będzie forsowało teorię, że tak naprawdę internetowe grupy dyskusyjne, fora, komentarze… że wszystko to adresowane jest do specyficznej grupy osób. Dziś nauczymy was jak sobie radzić z internetowych for i nie wyróżniać się z tego całego tłumu. Dzięki nam poradzicie sobie bez problemu na Onecie, WP, Pudelku, tym blogu czy przede wszystkim naszej ukochanej Kafeterii. Musicie wiedzieć, że wariantów prowadzenia rozmów jest wiele, a najważniejsze z nich szczegółowo omówimy. Wybierzcie sobie te, które wam najbardziej odpowiadają.

Podstawą internetowej dyskusji jest pierwszy post. To od niego wszystko się zaczyna, dajmy więc na to:

<Jaś> Witam uprzejmie, zastanawiam się nad kupnem napoju, który będę serwował w trakcie mojej urodzinowej imprezy. Rozważam Pepsi Light lub Cherry Coke, którą z tych dwóch polecacie do deseczek serowych?

A teraz niech zacznie się dyskusja!

Reguła pierwszego posta

W internecie istnieje reguła tzw. pierwszego posta, dzięki czemu pierwsza odpowiedź w danym temacie wskazuje pozostałym rozmówcom w jaki sposób należy zwracać się do autora tematu. Dlatego też jest to świetna okazja dla wszystkich miłośników tanich manipulacji.

<Miłosz> O rany, ale ty jesteś głupi! Z takimi problemami to nie na forum!

<Elwira> Świetny temat, od dawna zastanawiałam się co jest lepsze, może w końcu uda nam się odpowiedzieć na to pytanie!

W listach często prosicie nas o fotkę. A więc specjalnie dla Was - nasze jedyne, oficjalne zdjęcia.

Prowokacja

Jak wiadomo w internecie nie ma realnych problemów. Cechą ludzi inteligentnych jest wątpić, więc bystry użytkownik szybko dojdzie do właściwego wniosku.

<DużyJohn85> Prowokacja!

Głupek

Niestety – internet jest dla wszystkich.

<GTAFan> Hahaha, cola jest dla pedałów kup fantę!

Głupek-erotoman

Wszystkich, dacie wiarę, wszystkich!

<NieLubieKaczynskiego!!> Hahaha, wsadzałem sobie colę w pupę, więc kup fantę!

Erudyta

Na erudytę (jak to jest “na erudytę”? o tym może kiedyś) po dziś dzień łapie się bardzo wielu internautów. Podstawowa technika działania to potop słów, przeważnie bardzo trudnych, mile widziane archaizmy, w których trudno doszukać się treści.

<Attyla> Azaliż rekonwalescencja tegóżże specyfiku wyemancypowana z podnercza, unosząc się w próżni bezmiaru sprawiedliwości gazowanych napojów spożywczych prowadzi do prostej wykładni, że cola i pepsi, abstrahując od problemu powołaćże należy się do Bogurodzicy bogiem sławiennej oraz syjamsko-tymurskiego konfliktu granicznego, wywołanego zatrważającą specyfiką niedogodności mesjanistycznych. Powołując się na model Gordona (…)

<zdecydowaliśmy się wyciąć sześć stron A4 tekstu>

(…) dlatego też, po raz osiemnasty konkludując, mitochondria zakaukaskie stale prowadzą do zwiększonej podajności erupcyjnej mas wulkanicznych. Wyrazy szacunku i uszanowania, przepraszam za lakoniczny charakter wypowiedzi, jednakże ogrom obowiązków związanych z nadchodzącym egzaminem gimnazjalnym prowadzi do wewnętrznej deorganizacji i chaoidyzacji mego terminarium.

Polityk

Polityk to w pewnej formie artysta, bowiem w każdym temacie skłonny jest przemycić swoje przekonania polityczne.

<Prałat> Hoho, tylko dwa napoje do wyboru? A mial być cud gospodarczy! Druga Irlandia, gdzie to wszystko jest, pytam?

Prowokator

Staje na główie by wymyślić jakąś głupotę, a następnie dumny i szczęśliwy czyta 400 odpowiedzi idiotów, którzy w to wierzą.

<Jerzy Musztarda> JEZUS CHRYSTUS PIŁBY TYLKO CHERRY COKE. Oto szczegóły nieznanej nikomu ewangelii, która jasno i wyraźnie udowadnia, w co tak naprawdę zamienił wodę Jezus w Kanie Galilejskiej.

Głosiciel dobrej nowiny

On naprawdę wierzy w to co pisze.

<Sanctus Potestates> JEZUS CHRYSTUS PIŁBY TYLKO CHERRY COKE. Oto szczegóły nieznanej nikomu ewangelii, która jasno i wyraźnie udowadnia, w co tak naprawdę zamienił wodę Jezus w Kanie Galilejskiej.

Od lewej: Kuba, Kazik

Od lewej: Kuba, Kazik. Kuba ma wielki nos i uszy bo jest Żydem, Kazik jest zielony bo mu tego zazdrości.

Komunista

Przynajmniej raz dziennie wspomina stare, dobre czasy.

<Jerzy> Za komuny było lepij. Człowiek nie miał takich dylematów, ważne, że wódka była.

Młody socjalista

Przynajmniej raz dziennie wspomina stare, dobre czasy, których nie pamięta.

<Marcin1993> Za komóny było lepiej. Nie wiem czemu, ale jak dziadek Jórek tak muwi to tak było.

PS. Mam nowy avatar z Leninem, fajny?

Fachowiec

Fachowa opinia zawsze w cenie. Niestety fachowcy przeważnie przyprawiają o jeszcze większy ból głowy.

Sprawa w istocie jest skomplikowana. Z jednej strony Cherry Coke ma wybitny wiśniowy smak, z drugiej jednak znajdujący się w niej manganian potasu, aspartam, nadtlenek uranu i węgiel kopalniany sprawiają, iż napój ten spożywany w długich odstępach czasu prowadzi do diploexithia coercialis aploclets. Niestety Pepsi Light nie posiada atestów jakości PLZ Quality, JakŻyć Award oraz akceptacji ze strony Unii Europejskiej.

Rooshoffa

Ta grupa internautów stała się tak popularna, że już mało kto w ogóle zwraca na nich uwagę.

<Agadka> Ojesu ale masz dylemat hihi weś zrub jak śpieFFała doda czyli woda zawsze zdrowia doda caluski :*

Fight for Metal

Metali biją na ulicy, więc internet jest ich naturalnym azylem, dzięki któremu mogą łatwo odreagować.

<Mroczny666> JESTEŚ CIOTĄ! PEWNIE MASZ BIAŁE ADIDASY I PIJESZ COLĘ. TYLKO KOMANDOS I GLANY! ZŁOOO!

Fight for Metal + ANARCHIA

Dawno temu, gdzieś tam w Polsce, było takie referendum “3x NIE”. Oni by się w tym odnaleźli doskonale…

<JebaćPolicje> JEBAĆ SYSTEM, JEBAĆ COLĘ, JEBAĆ PEPSI. JEBAĆ BOGATYCH LUDZI, KTÓRZY KUPUJĄ SOBIE PEPSI ZA PIENIĄDZE BOGATYCH RODZICÓW.

UPRowiec

Aktywni przede wszystkim w sieci. Mocni w gębie! Uwaga – znają się na ekonomii!

Podczas jednego ze swoich wystąpień Janusz Korwin Mikke stwierdził, że Pepsi Light króluje nad Cherry Coke, bo ma mniej kalorii. Bardzo szanuję tego człowieka, choć nie zawsze się z nim zgadzam. Zgadzam się z jego opinią na temat Pepsi Light. Dziwię się, że nikt więcej się ze mną nie zgadza, ponieważ tylko Pepsi Light jest w pełni zgodna z ekonomiczną doktryną liberalizmu.

Głupia franca po trzydziestce, która robi sobie z forum salonik towarzyski

Pozdrowi wszystkich znajomych, wtajemniczy w każdy szczegół życia towarzystkiego, poda przepis na sałatkę rybno-warzywną i powie jak wyprać spodnie… z tym,  że w tematach o motoryzacji i fotografii cyfrowej.

<Małgorzata> Cześć January! Masz pozdrowienia od Mateusza. Pamiętasz jak zabraliśmy ostatnio dzieci do McDonalda? O! Cześć Tomek :)! Nie widziałam jak wpisałeś się w tym temacie, co tam słychać u Marty? A u Kamili? Nadal ze sobą sypiają? :) Ojej już tak dawno nie widziałam się z Marysią ciekawe co u niej. (…)

Nasza działalność edukacyjna zaczęła się w 1992 roku programem w TV, od 1994 wydawaliśmy pismo, zaś od 2009 prowadzimy bloga.

Nasza działalność edukacyjna zaczęła się w 1992 roku programem w TV, od 1994 wydawaliśmy pismo, zaś od 2009 prowadzimy bloga.

BiteFighter

Żyje tylko po to, by mieć jak najwięcej kliknięć w jakiejś kretyńskiej internetowej grze.

<Tony19> EJ SIEMA KOLEGO SUPER TEMAT, MAM ZAJEBISTE FOTKI MONIKA OLEJNIK I NELLY ROKITA NAGO NO COŚ CUDNEGO KLIKNIJCIE www.bajtfajt.pl wchoćcie!

Wybitny i znany jurysta

Właśnie zaczął studiować prawo. Jest na pierwszym roku, więc uczy się przede wszystkim historii założenia Niemiec i o chrzcie Polski, ale nie przeszkadza mu to w podawać fachowych porad prawnych.

<Gajus89> A czy ty wiesz, że zadawanie takich pytań na forum internetowym godzi w dobrej imię Coca Cola Company, której interesy być może mógłbym teraz reprezentować? Lepiej wyedytuj szybko pierwszy post, bo pozew już jest w drodze!

Student medycyny

Student medycyny przy komputerze? Hahaha, dobre sobie.

Koneser

Zna się na rzeczy, ale za bardzo się wszystkim delektuje.

<Piotr> Cherry Coke to coś wspaniałego. Jej smak delikatnie łaskocze w gardło i pieści moje kubki smakowe.

Parka

Znudzeni życiem, poszukują doznań.

<Ona38iOn40> Naszym zdaniem Pepsi Light, jeśli jesteś zainteresowany bliższą wymianą poglądów na ten temat, a także nie masz nic przeciwko, gdy mój mąż kręci wszystko kamerą, zadzwoń na podany w profilu numer.

Człowiek biznesu

Z jednej strony wielki biznesmen, z drugiej siedzi na forum o grach komputerowych dla dzieci 10-13 lat.

<PiotrFinance> Tak, tak, u nas w firmie też był organizowany przetarg na te napoje i w końcu stanęło na Cherry Coke, ponieważ Pepsi Light nie zawierała niezbędnych certyfikatów. Niestety wyszło na to, że ktoś dał w łapę i teraz bujamy się po prokuraturze.

Legalize boy

<Bob> Nie wiem stary, wyluzuj. A tak w ogóle zioło powinno być legalne.

Normalny internauta

Internetowa mniejszość.

<Adam> Kup Pepsi, ja wolę Pepsi i jest promocja w Tesco.

Czytelnik JakŻyć

To o was!

<Seksowna Ewelina> Tylko Cherry!

Internauci to bardzo ciekawa, ale i niewdzięczna grupa, bowiem starzy ludzie muszą gadać z piętnastolatkami, a wykształciuchy ze skończonymi debilami. JakŻyć po dziś dzień zastanawia się jakim cudem ten internet jeszcze nie ekspodował.

Katecheza #11: Ludziom od tej anonimowości w internecie to się w głowach popierdoliło!

Jak nie wyrywać lasek (cz. 1)?

W listach pytacie nas często “jak wyrywać laski?”. Otóż… nie wiemy, bo to one wyrywają nas, niemniej jednak z całą pewnością dziś powiemy Wam jak lasek (lasków?) nie wyrywać. Sprawa jest dość długa i skomplikowana, dlatego otrzymacie zaraz rozdział pierwszy, a następny przyjdzie za jakiś czas (byście mogli stosowną wiedzę przyswoić). Co więcej, sprawa jest na tyle poważna, że zburzymy nasz regularny szyk zajęć i katechezę umieścimy na samym początku.

Katecheza #5: Nie wyrywaj lasek w ciemno przez Gadu-Gadu. Nigdy.

Otóż tak naprawdę nie jest to Ameryka i być może nawet bez nas niektórzy doszliby do takich wniosków. I my o tym wiedzieliśmy, dlatego gdy wczoraj wieczorem zaczepiliśmy 30 losowo wybranych Warszawianek w wieku 20-25 lat, od razu przyświecał nam tylko jeden cel – przyjaźń aż po grób! Jako ludzie spontaniczni (jak być spontanicznym – tego Was nauczymy) postanowiliśmy zorganizować wyjazd w góry (jak organizować wyjazd – tego was nauczymy, jak nie organizować wyjazdu – tego tym bardziej) i zostało nam kilka wolnych miejsc, które postanowiliśmy zapełnić… ludźmi zaczepionymi na gadu-gadu. A że jesteśmy całkowicie zdrowi, nie chodzimy na żadne parady, itp., po namyśle zamiast ludzi postanowiliśmy poszukać kobiet.

Efekt poszukiwań #1. Magda, 23l, Warszawa.

Efekt poszukiwań #1. Żaneta, 20l, Warszawa.

Oczywiście co jak co, ale poszukiwania nie są najłatwiejsze. Zostaliśmy nazwani pedofilami, zboczeńcami, kretynami, pomyleńcami, idiotami, naiwniakami, a nawet desperatami, choć to ostatnie było w zasadzie dość truistyczne. W każdym razie nie wszystkie rozmówczynie z podobnym dystansem i opanowaniem reagowały na nasze propozycje.  Choć zdarzały się i łatwe, tak jak Maja, 23l.

JakŻyć
Cześć, nie znamy się, Maja, jedziesz z nami w góry w lutym?

Maja
ok

Ta dziewczyna chyba nie doświadcza zbyt wiele szacunku u kolegów i koleżanek.  A chcecie wiedzieć jak zaczęła się historia znajomości z Żanetką? (foto powyżej)

JakŻyć
Ciemne blond wlosy, okolo 170 cm wzrostu, 50 kg :)
JakŻyć
trafiliśmy coś?
Żaneta
no jestem pod wrazeniem;p

Byliśmy blisko!

Madzia
jak moge gdzies jechac jak sie nie znamy

JakŻyć
o rany, tworzysz sobie sztuczne problemy

W przyszłości żaden facet nie będzie miał z tą panienką łatwo…

Efekt #2. Oliwka, 22l, Warszawa.

Efekt #2. Oliwka, 22l, Warszawa.

W trakcie naszych wspaniałych podbojów przez GG zupełnie spontanicznie powstała też konstytucja koleżeństwa. Poniżej najlepsze fragmenty:

Art. 32, ust. 1
a) nigdy nie umawiaj sie z dziewczyną, która podoba się Twojemu koledze
b) nigdy nie umawiaj sie z siostrą kolegi
c) nigdy nie umawiaj się z matką kolegi

Przejrzyste i krótkie, a na dodatek niezbyt skomplikowane. Panie Premierze, chętnie stworzymy też nowy kodeks cywilny! Niektóre dziewczyny były też przygotowane na atak z naszej strony:

JakŻyć
czesc Izka

Izabella
jak chcesz złożyć propozycje matrymonialne to odwal sie.

JakŻyć
w zasadzie to chcialem zapytac czy jedziesz z nami w góry

Iza odebrała to dość jednoznacznie… Ale zniosła to godnie. Niestety, niektóre dziewczyny traciły nawet kontrolę nad sobą.

Malwina
jak ci wyjebie to dopiero w gory polecisz

Skoro wypowiedzi gości mamy już za sobą – pora na naukę. Kochani, nigdy, przenigdy, nie wyrywajcie lasek czy lasków przez gadu-gadu, bo to się nigdy dobrze nie kończy. Albo traficie na pedofila, albo na desperata (sami nie wiemy co gorsze), a najpewniej taka osoba nie spełni waszych oczekiwań. Dawno temu jeden z naszych uczniów zapytał nas “czy można komuś powiedzieć, że się go kocha, ale przez gadu-gadu”. Odrzekliśmy mu wówczas, że można – ale nie pierwszy raz.

Jola (24l), Warszawa - w sumie była spoko, ale była też trochę zaniedbana.

Jola (24l), Warszawa - w sumie była spoko, ale była też trochę zaniedbana.

Wracając do rozczarowań – to realne zagrożenie. W dobie naszej klasy, grona, fotki i kilku innych badziewnych serwisów (jak nie mieć konta na naszej klasie – jeszcze w lutym!) dość łatwo zidentyfikować daną osobę po numerze gadu-gadu. I rozczarowanie jest wtedy bolesne, bo nie wygląda jak trzeba, nie jest tym kim trzeba, a czasem naprawdę ma 50 lat i łapę na wacku.

Specjalnie dla Was, spod siedziby Gadu Gadu S.A. zespół JakŻyć. Nie wyrywajcie lasek i lasków na gg, nie wyrywajcie!