O co chodzi w serwisach społecznościowych?

Od kiedy uruchomiliśmy naszą stronę-wizytówkę w popularnym serwisie Facebook tłumnie dołączacie do grona fanów, choć jak sami zaznaczyliśmy – nie dzieje się tam kompletnie nic ciekawego. W listach prosicie nas o to, by nauczyć was funkcjonować w nowoczesnym e-świecie.

Fejsbuk doradzi ci kto jest twoim najlepszym przyjacielem i kto dziś za tobą tęsknił. Prawdopodobnie wkrótce dodadzą aplikację pokazującą, która galerianką robiła ci gałę ostatnio w klubie i chyba nawet nie byłoby w tym nic złego, a przynajmniej dopóki pokolenie naszych dziadków i rodziców nie odkryje tego serwisu, bo zrobiłoby się trochę niezręcznie szczególnie w czasie familijnych spotkań.

Ale to nic, Fejsbuk będzie truł ci dupę jakimiś pojebanymi gierkami dla ludzi, którzy mają ewidentnie zbyt wiele wolnego czasu. A będzie robił to tak nachalnie i regularnie, że zanim się obejrzysz, będziesz nastawiać budzik na czwartą w nocy żeby “opierdolić” farmę i zyskać tym samym szacun społecznościowych ziomków. To nic, okaże się, że farmę opierdala twój szef, pięćdziesięcioletni wielki pan mecenas, twój szkolny katecheta, a nawet sam Ryszard Sobiesiak. Nie gra tylko Lepper, ale tylko do następnego update’u, w którym dodadzą funkcję dzierżawy gruntów. Do niedawna myśleliśmy, że żeby wstawać o piątej w nocy żeby pozrywać śliwki trzeba być jakimś popierdolonym wieśniakiem, który funkcjonuje jeszcze w mentalnym pegieerze, ale jak się okazuje wystarczy mieć internet.

Tak wlasnie wyglada gra dla pitolonych pederastów. Ludzie grajacy w tego typu gowna w naszym rankingu zajmują miejsce gdzieś między Jarkiem Kaczyńskim a Robertem Biedroniem.

Oczywiście największą atrakcją na popularnym fejsie są rzesze przyjaciół. Niepisana zasada jest taka, że im ich więcej tym lepiej, ale zawieranie nowych znajomości jest dla lamusów. Jedni postanowili zapraszać totalnie obce osoby, a jeszcze inni obrali taktykę “a, zaproszę sobie kogoś, komu kiedyś powiedziałem cześć (mimo, że mi nie odpowiedział)”. To znakomite i urzekające zarazem domniemanie, że kogokolwiek (w szczególności niemalże obcego) obchodzi to jak bardzo nie lubisz jak ci ucieka autobus i że masz piątkę z egzaminu, jeszcze kurwa najlepiej zacznij mu truć dupę żeby dołączył do twojej “Mafii” (“nie musisz grać, a bardzo mi pomożesz!”). Skąd się tacy ludzie biorą? Wyrzucili ich z Naszej-Klasy?

Fejsbuk jest trochę jak starożytna grecka agora (ha, ile się dzięki nam nauczycie). Każdy może napisać co mu się tylko podoba, wykrzyczeć swoje przekonania, a wszystko to przy uciesze gawiedzi, która lubi to i cieszy się jak głupi do sera. Jeżeli – krocząc drogą tej niezwykle celnej metafory – na facebooku miałby znaleźć się też Diogenes (grecki filozof, mieszkał w beczce, bo miał syfa, stanowił inspirację dla współczesnej architektury, nieoficjalny patron festiwalu Woodstock), to zapewne byłby to ten pedał, który regularnie jednemu z nas publikuje w profilu jakieś zasrane bitwy na poduszki.

Oczywiście jest to serwis dla lamusów, prawdziwi hardkorowcy mają bowiem konto na naszej klasie. Tylko tam znajdziesz doznania w postaci swoich starych znajomych, cieni przeszłości, o których nie bez powodu raczej już nie pamiętasz. Niestety, wizyta na Naszej-Klasie regularnie nas zaskakuje, szybko okazuje się bowiem, że znajome z podstawówki mają już swoje dzieci i kiedy my baunsujemy w studenckim rytmie one kłopoczą się nad wieloczłonowością swoich nowych nazwisk. Nasze żony jeszcze się nie urodziły, a niektórzy z nich mają za sobą już pierwsze rozwody! Czy jesteśmy niedojrzali? (nie piszcie w komentarzach, że tak, bo i tak tego nie puścimy, zresztą to nieprawda)

(potencjalne matki naszych przyszłych żon)

(potencjalne matki naszych przyszłych żon)

(w tym miejscu w pisaniu notki nastąpiła godzinna przerwa, bowiem dywagowaliśmy, które panie z powyższej fotografii są “nawet nawet’)

Spójrzmy prawdzie w oczy – nasza klasa to serwis dla starych ludzi, którzy w internecie nie za bardzo mają co robić, a niektórzy z nich są tak starzy, że nawet redtube nie daje im wystarczającej uciechy. I to by było nawet spoko, gdyby nie fakt, że w ramach serwisu obracają się także ludzie młodzi, sprowadzając jego merytoryczny poziom poniżej Rowu Mariańskiego. Nie da się również ukryć, że nasza klasa to internetowe centrum kłamstwa i obłudy.

Trzeba być skończonym zimnym draniem, żeby z tak perfidnym cynizmem okłamywać znajomego czy członka rodziny. Ludzie oglądają fotki swoich starych znajomych i piszą im, że są zajebiści i śliczni i choć nie widzieli się 30 lat, to nic się nie zmienili. Obłuda jest wielka, a najgorsze, że osoby komentowane we wszystko to wierzą. Jako ludzie szczerzy i uczciwi postanowiliśmy komentować fotki napotkanych na naszej klasie ludzi zgodnie z tym, co naprawdę myślimy. Możemy wam powiedzieć w związku, z tym, że komentarze:

“Moim zdaniem czas nie obszedł się z panią zbyt łaskawie”

“Moim zdaniem jest pani za gruba na tak obcisłe ubrania”

“Czy mi się wydaje czy sam sobie zrobiłeś to zdjęcie?”

“Ślicznie razem wyglądacie, Marysiu. Bardzo mi się podoba też inne zdjęcie Marka z waszą córką (już studiuje?!), o tu: [link]“

“Zaraz, zaraz, jeśli to nie Madzia, to kto?!”

NIE SĄ za bardzo na miejscu. My tego nie rozumiemy, ci ludzie są totalnie pozbawieni racjonalnej oceny sytuacji i dystansu do samych siebie.

Dla absolutnych mistrzów przeznaczony jest jeszcze Twitter. To taki serwis, w którym piszemy co robimy, a inni udają, że ich to obchodzi. Generalnie podobają nam się wszystkie wynurzenia i refleksje w stylu “robię siku”, “myję zęby”, “a w sobotę przyjeżdża do nas ciocia Basia z prezentami”, ale już wypowiedzi w stylu “właśnie w mojej kuchni jest pożar” budzą w nas już dość mieszane uczucia.

Wracając do NK: Oczywiście wieczna jest polityka kolekcjonowania jak największej liczby znajomych, ale nasza-klasa ma też swoje autorskie rytuały. Pierwszy z nich to “jebanie śledzika”, czyli mniej więcej dziesięć lat temu programiści serwisu dodali jakąś tam kretyńską funkcję i od tego czasu użytkownicy portalu publikują przynajmniej dziesięć wiadomości dziennie o tym, jaki jest okrutny (popularniejsze są tam tylko hasła odwołującego się do iście hippisowskiego motywu obdarzania miłością fizyczną funkcjonariuszy stojących na straży prawa i porządku z matematyczną precyzją stu procent). Drugim rytuałem jest natomiast zawieranie inspirujących wiadomości z przedstawicielami świata popkultury.

"A oto ja z Panem Tomaszem Jacykowem, znanym stylistą, wspaniałym celebrytem, niesamowitym sodomitą i człowiekiem wyzwolonym."

Oczywiście najlepiej takiego wyhaczyć gdzieś na ulicy. Najlepiej jak ma trzy torby i niesie je z warzywaniaka, niestety jako celebryci znamy ten ból, podlecieć i poprosić o foto. Oczywiście w dobie photoshopa nie trzeba wychodzić z domu, można się dorysować, dokleić i w ogóóóóóle nie widać. Photoshop to zresztą przekleństwo naszej klasy, a wszystko za sprawą “dowcipnisiów” którzy przerabiają swoje fotki darmowym programem i są zajebiści, bo jako 50000 osoba w historii portalu doklejają swój ryj na ryju Sfinksa. Nie lubimy też photoshopa z prywatnych powodów, za jego sprawą średnie laski prezentują się na NK całkiem okazale, ale to już zupełnie inna historia.

Katecheza numer ileśtam (naprawdę myślicie, że my to liczymy?): Serwisy społecznościowe to strata czasu i nie ma tam absolutnie nic ciekawego, ale jeśli cię tam nie ma to… czasem w ogóle cię nie ma.

Czytaj też:

Dziesięć grup społecznych, do których trochę wstyd należeć

Na naszym blogu pisaliśmy wam już o świadkach jehowy i feministkach. Przynależność do którejkolwiek z tych grup społecznych jest obciachowa. Mają zresztą wiele ze sobą wspólnego – przeważnie są brzydcy, nikt ich nie lubi, a na dodatek wpierdalają się ze swoimi poglądami gdzie popadnie, chociaż tak naprawdę wszystkich gówno to obchodzi. To jednak nie koniec długiej litanii grup społecznych, które są strasznie obciachowe. Dziś zrobimy sobie takie małe tournee po osobnikach i zachowaniach, których lepiej się wystrzegać, unikając przy tym ośmieszenia. Katalog grup społecznych jest dość otwarty, dlatego w przyszłości zapewne wrócimy do tego tematu, dziś na przykład darujemy omawianym już jehowym czy w sumie nie-tak-bardzo-groźnym (chyba, że akurat wyłączą prąd) komputerowym nerdom (ileż można naśmiewać się z flanelowych koszul?).

Nasza ostatnia notka sprzedała się naprawdę dobrze...

Nasza ostatnia notka sprzedała się naprawdę dobrze...

Nie sposób też nie odnieść się do licznych komentarzy do naszej poprzedniej notki. Dziękujemy serdecznie  za spory odzew, wszystkich nie przeczytaliśmy, bo były trochę długie i nam się nie chciało, ale tradycyjnie wycięliśmy feministki, które wypominają nam kompleksy z powodu rozmiaru penisa (jakby kiedyś jakiegokolwiek widziały) i około setkę zadeklarowanych kibiców Bayernu Monachium i Borussi Dortmund (swoją drogą przeciwko nam  zjednoczyli się ponad podziałami, po cichu liczymy na pokojową nagrodę Nobla), którzy mieli jakiś 1000 historii na temat naszych matek. Pragniemy też grupowo uświadomić kilku panów, że jeśli naprawdę nie podobają wam się cycki to tak, jesteście gejami. I lepiej żebyście dowiedzieli się o tym dziś, niż za kilka lat zostawili żonę i dzieci dla wspominanego z coraz większym sentymentem kolegi z wojska.

Jedziemy z tymi grupami, bo wódka stygnie (jakkolwiek przerażająco dla bardziej pruderyjnych czytelników brzmią to słowa o godzinie 14:00 po południu)!

1. Wyborcy Unii Polityki Realnej

Realna siła polityczna. Na szczęście tylko w polskim internecie. Gdyby wierzyć elektronicznym sondażom w przyszłych wyborach parlamentarnych mielibyśmy system monopartyjny, UPR zaś wpadłaby w niezłe kłopoty, bowiem dostałaby w polskim parlamencie więcej miejsc niż posiada członków. Korwin-Mikke zostałby naszym prezydentem, jednak z odpowiednim poparciem w sejmie, a także wolą narodu, szybko stanąłby na czele monarchii konstytucyjnej. Lewicowa Królowa okupująca rodzime ziemie wreszcie by upadła, Senyszyn (zgodnie z wolą narodu) w końcu by rozstrzelano, Kalisz schudłby  ze 100 kg, pewien były już premier pojednał się ze swoimi braćmi w wierze, zaś Unia Europejska obeszłaby się smakiem po polskich terytoriach.

jedno zdjęcie powie więcej niż 1000 słów

"niech jedno zdjęcie powie więcej niż 1000 słów"

Wyborcy UPR robią filmiki na YouTubie, komentują na Onecie, WP, Gazecie (troszkę mniej na Interii), są stałymi gośćmi portali dla pierdolniętych Racjonalistów i Poloniców (wiecie o co chodzi). Jest troszkę tak, że elektorat UPR to banda kretynów ślepo wierzących w utopijną wizję roztaczaną przez Piotrusia Pana z bliżej nam niewyjaśnioną awersją do krawatów. Prowadziliśmy wieloletnie badania, które ostatecznie pozwoliły ustalić przyczynę kiepskich wyników wyborczych Unii Polityki Realnej. Powód był prozaiczny – czynne prawo wyborcze przysługuje dopiero od 18 roku życia.

2. Studenci prawa

Typowy student prawa

Typowy student prawa

W czasach gdy 77% procent Polaków jest magistrem, pozostałe 45% ma doktorat, a większość z nich nie opanowała nawet elementarnych podstaw matematyki zaistniała potrzeba tworzenia się elit społecznych. Jedną z nich, samozwańczą, jest elita studentów prawa. Mając dobry wynik na maturze z historii lub w przeważającej wyższości po prostu płacąc wysokie czesne możesz dołączyć do elity tego narodu. Daje to liczne uprawnienia, między innymi siedzące miejsce w autobusie, możliwość szydzenia ze studentów wszystkich innych kierunków, pracowników McDonalda, kierowców taksówek, roznoszących ulotki. Elita tego narodu w wieku 19 lat musi dbać o swój image chodząc w dobrze skrojonych garniturach na wykłady, do klubu, a nawet do pobliskiego spożywczaka. Mile widziany też laptop i ostentacyjnie śledzone na każdym wykładzie nowinki giełdowe.

I tak aż do pierwszej sesji.

3. Deskorolkowcy

Gdyby Parandowski jeszcze żył (a nawet jeśli jeszcze żyje, to po śmierci Edelmana zapewne wyczuje presję otoczenia) to dziś mit o Syzyfie wyglądałby tak, że Syzyf kupiłby sobie baggy w najlepszym skejtszopie w całej Warszawie, zamówił deskę na Amazonie, a następnie wraz z kumplami spędzał przy jakimś pomniku/murku całe popołudnia (dawniej pomniki obsrywały gołębie, teraz robią to skejterzy).

As skateboardingu

As skateboardingu

Syzyfowe prace byłyby oparte na schemacie nieustannego samodoskonalenia w jeździe na deskorolce. Prawdopodobnie na świecie nie istnieje osoba, która opanowała tę trudną sztukę, bowiem wszędzie pełno jest dzieciaków, które UCZĄ się jeździć na desce i żadna sztuczka im nie wychodzi. Tony Hawk jest wyjątkiem potwierdzającym regułę, tudzież dowodem na to, że MTV to żydowskie media i kłamią.

4. Faceci na parkiecie

Nie jest tak, że nie lubimy tańca, choć TVN skutecznie od kilku lat stara się nam go obrzydzić (a gdy widzimy Kingę Rusin idziemy zwymiotować). Taniec jest nawet spoko, szczególnie kiedy tańczą panienki, nie ma jakiejś kretyńskiej choreografii, a jego dziki seksualny charakter tworzy z tego prawdziwą sztukę.

Jedyna sytuacja, kiedy facet na parkiecie wygląda (w miarę) poważnie

Jedyna sytuacja, kiedy facet na parkiecie wygląda (w miarę) poważnie

Jeśli jesteś facetem, albo nawet jeśli jesteś gejem, pamiętaj. Facet, który tańczy, nawet kurwa sam Maserak, nie wygląda fajnie. Może to kwestia cycków, może to kwestia fajnej pupy, tańczący facet wygląda jednak tragicznie. Zachowuje się jak betonowy kloc machający łapami. Największym bólem estetycznym dla oka jest wizyta w dowolnym warszawskim klubie i obserwowanie występujących tam adonisów, którzy robią wszystko, byle tylko przez ten swój klocek dens danego wieczora zamoczyć.

Nie idźcie tą drogą.

5. Autorzy internetowych blogów

Ale nie tacy fajni jak my. Tacy przyjebani. Generalnie blogi to najgorsza możliwa forma publikacji w internecie, bo w przeciwieństwie do np. serwisu, portalu, wortalu czy nawet kurwa zinu, których chyba nikt już na świecie nie czyta, blog często ma charakter smutnych, nudnych, personalnych wynurzeń. Jak nie było blogów to tacy ludzie pisali posty na forach dyskusyjnych i po prostu nikt im nie odpisywał, ale kurwa ktoś znalazł lukę na rynku i dziś musimy wyczytywać setki wynurzeń z cyklu grypa światowym spiskiem czy bzykam się z Marcinkiewiczem.

A Blog 27 to nawet trochę (za wyrazistość) lubimy. Ale nie w takim sensie w jakim lubiłby go pewien znany polski reżyser.

A Blog 27 to nawet trochę (za wyrazistość) lubimy. Ale nie w takim sensie w jakim lubiłby go pewien znany polski reżyser.

A już najbardziej wkurwiające są takie poczytne  blogi (ale nie aż tak jak my, ha), gdzie ich redaktorzy to tacy pseudocelebryci z internetu i mają kolesi, którzy też piszą blogi. I potem w swoich notkach “nawiązują do wpisu Krzysia” czy “nie zgodzą się z tezą postawioną w ostatniej notce przez mojego drogiego Slayerka”. I naprawdę nie wiadomo czy oni są gejami i to jakaś forma podrywu czy po prostu w dzieciństwie puszczali im zapętlone kwestie Kaśki Cichopek.

PS. Przypadkiem znaleźliśmy w sieci blog młodego UPR-owca. Normalnie kombo wszystkich nieszczęść.

6. KRAKUSY I POZNANIACY

Nie mamy pojęcia jak to działa i naprawdę nie wierzymy w stereotypy, ale z tym Krakowem i Poznaniem rzeczywiście coś jest na rzeczy. Pijesz z Gdańskiem, pijesz z Wrocławiem, pijesz z Warszawą, Szczecinem, Katowicami, Wąchockiem, WŁOSZCZOWĄ, flaszek na stole zawsze pod dostatkiem. Pijesz z Krakowem lub Poznaniem to nie dość, że dranie opiją cię z twojej wódki, same na stół nic nie postawią, a jak trzeba będzie skoczyć do marketu po nową dostawę, nagle znikną w niewyjaśnionych okolicznościach.

Daj nam Derdziuk wódki!

Daj nam Derdziuk wódki!

Żeby nie było, że wywyższamy stolicę, ostatnio gościliśmy na imprezie kolesia z WARSZAWY (ale na pewno miał dziadka w Krakowie!), który jak Pan Bóg nakazał wpadł na imprezę z flaszką, ale… wypił kilka litrów naszej zdrowej, zimnej czystej, po czym gdy jego się ostała… wyjął z lodówki, zabrał ze sobą i poszedł do domu (z tym, że jedna się ostała, choć zaważy to na naszym wizerunku, prosimy o wybaczenie, ale lata już nie te, a zajęcia były na ósmą rano, nawet my mamy słabsze dni). Ręce opadają. A tyle było przecież mówione o KULTURZE picia wódki.

7. Warszafka

To pojęcie tak naprawdę krzyżuje się po części z punktem drugim, czwartym i szóstym. Warszafka to określenie grupy społecznej, która tłumnie przybywa do Warszawy w poszukiwaniu łatwego zarobku lub wykształcenia. Ponieważ Warszawa ma jakieś 2 miliony mieszkańców, metro i można zobaczyć Jacykowa na Chmielnej, wielu goszczącym w stolicy najzwyczajniej odpierdala. I tak oto w swoim mniemaniu naradzają się królowie świata.

Tacy delikwenci w gruncie rzeczy od razu nadają się na odstrzał. Szczególnie ci za kółkami samochodów, którzy nasłuchali się historii o szalonych kierowcach z Warszawy, a tymczasem 3/4 z nich ma rejestracje zaczynające się od takich liter, że nawet nie wiedzieliśmy, że takie są w polskim alfabecie. I trąbią i kurwią, a przez rondo to czasem nawet po średnicy potrafią przejechać. Pójdą potem do klubu, potańczą, wyśmieją pracowników Maca, odwiedzą prestiżowy klub Underground na Świętokrzyskiej, spotkają jakąś gwiazdę telewizyjnego serialu i powiedzą jej jak bardzo ją szanują, a koniec końców wylądują w ciepłym, warszafskim łóżku, ciesząc się, że chwycili Pana Boga z ogon.

Przykładowa gwiazda serialu, z którą każdy Warszafiak pstryknie sobie foto (a potem na grono, na grono!)

Przykładowa gwiazda serialu, z którą każdy Warszafiak pstryknie sobie foto (a potem na grono, na grono!)

8. Czytelnicy Gazety Wyborczej

Nie wszyscy, ale spora część miłośników Gazety Wyborczej ma dość niezdrowe podejście do swojego ukochanego czytadła. Otóż brak jakiegokolwiek dystansu publikowanego w tego typu źródłach informacji prowadzi do pobudzenia niezdrowych relacji w społeczeństwie. Do tego – umówmy się – spora część redaktorów Gazety Wyborczej nie stanowi śmietanki polskiego dziennikarstwa. Na szczeblach lokalnych redagują ją często debile, które z niewiadomych nam przyczyn jednak ukończyły liceum. Dział polityczny to na przemian komuchy i solidarnościowcy, czyli coś na zasadzie prowadzenia telewizyjnego show jednocześnie przez Piroga i Dziwisza. O pomstę do nieba woła też dział sportowy, któremu dzielnie przewodzi facet wyglądający jakby naprawdę uwielbiał kąpać się ze swoim tatą.

A powiedz Konstantynopolitańczykowianeczka

"A powiedz Konstantynopolitańczykowianeczka"

Oczywiście poziom dziennikarstwa Gazety Wyborczej jest i tak całkiem średni, w końcu tak długo, jak totalne dno będzie wyznaczał pewien redaktor czasopisma Wprost (nie napiszemy który, bo nie wszyscy muszą wiedzieć, że chodzi o Roberta Leszczyńskiego), tak GW będzie miała i pewną formę szacunku i sporą grupkę oddanych czytelników. Aktywnych na forach i w internecie (choć w troszkę bardziej znośny sposób niż UPR’owcy).

9. Brzydkie dziewczyny, które udają, że są ładne

Nic tak nie bawi, a zarazem nie zniesmacza jak brzydkie dziewczyny, które próbują udawać, że są ładne, robiąc to przy okazji w sposób jawnego kurwienia się. Otóż, jeśli jesteś gruba, masz pryszcze, łysiejesz, a na domiar złego jesteś feministką, to choćby ci majtki zwisały do kolan spod krótkiej spódniczki (choć to w sumie bardzo zły znak), raczej nic nie wyrwiesz.

a fe

a fe (choć pewien reżyser...)

Brzydkie dziewczyny są brzydkie, ale jeszcze brzydsze są brzydkie dziewczyny, które kładą na siebie tyle tapety, że jak zaczyna padać deszcz, to po mieście płyną kolorowe potoki. Nie specjalnie fajne są też dziewczyny z serii PCC (Photoshop Czyni Cuda) czy robiące sobie fotki w lustrze lub z wyciągniętego (i bardzo dobrze widocznego na zdjęciu) łokcia. Niestety wraz z rozwojem internetu to zjawisko się potęguje, a już prawdziwym mistrzostwem świata są galerie, w których mamy ujęcie tej samej twarzy, w tym samym momencie, z jakichś 30 różnych kątów (oczywiście z łokcia albo w lustrze). Trochę humor nam poprawia fakt, iż prawdopodobnie jest to 30 fotek wyselekcjonowanych spośród 3000, ale nieznacznie.

Podobne zjawisko pewnie (nawet na pewno) tyczy się facetów, ale nie jesteśmy jakimiś pedałami, żeby od czasu do czasu obczajać ich galerie.

9 i 3/4 Bananowe dzieci

Miał być oddzielny akapit, ale w sumie bananów ci powyżej dostatek. Tych takich z serii “przejedźmy 3/4 Warszawy żeby zjeść śniadanie w Jeffie” i zróbmy tam sobie fotki żeby je potem wrzucić na grono.

10. Pedofile

Spójrzmy prawdzie w oczy, być pedofilem to mieć przejebane, bo nie dość, że leci się na laski, które najczęściej nie mają jeszcze nawet cycków, to i społeczeństwo jakoś się tak dziwnie patrzy. Na szczęście niedawno opinia publiczna zweryfikowała swoją opinię na temat tej dewiacji seksualnej, zaś szanowane postaci ze świata mediów, kultury i polityki zdają się nawet nie tylko liberalizować, ale wręcz popierać przedstawicieli tej jakże dyskryminowanej mniejszości seksualnej.

Brawa za odwagę!

A tak zupełnie bez okazji, ostatnio znów oglądaliśmy "Pianistę" Romana Polańskiego, piękny film.

Męczennikiem popkultury, swoistym Jackiem Poniedziałkiem pedofilów został tym razem pewien polski reżyser. To niezwykły akt odwagi. Na dzień dzisiejszy potępiamy pedofilię, uważamy ją za obleśną i trochę obciachową, ale doceniamy działania polskich celebrytów w walce z zaściankowością i nietolerancją niektórych przedstawicieli naszego społeczeństwa.

Katecheza: Jeśli jesteś z Krakowa lub Poznania to postaw czasem wódkę na stół, co ci szkodzi?

Jak być porządnym Świadkiem Jehowy!

W dniu wczorajszym jeden z nas (gdzieś tak trzeci raz w tym roku) został wzięty w ogień krzyżowych “porozmawiajmy o Bogu”. Szanowni państwo, JakŻyć jest szczerze rozczarowane i nieusatysfakcjonowane jakością warszawskich Świadków Jehowy. Świadkowie – nie znacie się na swojej robocie. Już my was nauczymy jak porządnie wykonywać to swoje powołanie!
Lekcja #1 – Sztab rekrutacyjny

Kochani Świadkowie, kiedy podchodzicie w parku do przystojnego, seksownego, oczytanego młodzieńca, któremu inteligencja i urok osobisty na kilometr biją z oczu, liczcie się z tym, iż ma on pewne wymagania odnośnie swoich rozmówców.

ŹLE

ŹLE

Umiłowani bracia i siostry, musicie liczyć się z tym, iż starsze panie śmierdzące naftaliną i śmiercią nie przekonają nikogo normalnego do czegokolwiek. Jeśli chcecie sprzedać swój produkt musicie zainwestować w wizerunek i jeśli (w co nie wątpimy) nie znajdziecie nikogo odpowiedniego w swoich szeregach – skontaktować się z odpowiednią agencją reklamową. Jak się postaracie, to około 90% zdrowych psychicznie mężczyzn kupi w ciemno te Wasze pierdolenie dyskusje o istocie wszechświata.

Powiedzmy, że dobrze.

Powiedzmy, że dobrze.

Lekcja #2 – Wybór kandydata

Wybór odpowiedniej “ofiary” (przepraszamy jeśli tym słowem uraziliśmy Wasze uczucia!) jest niezwykle istotny. Przede wszystkim trzeba być skończonym idiotą żeby uderzać, co tak często robicie, do człowieka w glanach po kolana, czarnym skórzanym płaszczu, piętnastu dziarach na ramieniu i włosach do pasa. Szanowni świadkowie, metali nie ruszamy!

To prawda, że wielu z nich to prawdziwe piczki i zamiast czcić szatana jak Lucyfer nakazał, często pieszczą swojego kotka na kolanach, a co niedzielę chodzą z wianuszkiem na msze do kościoła, ale jednak – dbając o ich image – zostawcie czcicieli szatana w spokoju. Zostawcie też studentów, którzy nawet jeśli nie przeszli jeszcze kryzysu wiary, mają was w dupie tak długo, jak nie pojawicie się przed nimi z przynajmniej 0,7l w ręce.

Nie jest dobrym pomysłem zaczepiać na ulicy Kamila Durczoka, który lubi przechadzać się Krakowskim Przedmieściem wieczorami. Jak przystało na gwiazdę serwisu informacyjnego TVN’u, Pan Kamil co chwila rzuca groźne miny przechodniom, a z jego wzroku bije soczyste “Rurku…”. Jeśli już koniecznie chcecie przeciągnąć na swoją stronę celebrytów (co marketingowo wydaje się być słusznym zabiegiem), zainteresujcie się takimi personami jak Kuba Wojewódzki i Tomasz Jacyków. Naszym zdaniem obaj panowie byliby strzalem w dziesiątkę.

No więc ja myślę, że – uch – Krzysio Ibisz zajebiście zrobił, że sobie zoperował twarz. Krzysiu, nie słuchaj nagonki tych katolickich – uch – gównianych portali. Wyglądasz zajebiście, pismo święte mówi o tym, iż już apostołowie rozkminiali takie zajebiste – uch – zabiegi. Mam nadzieję, że w trakcie zabiegu nie transplantowali ci krwi? Bo byłoby zajebiście – uch – szkoda!

- zapewne mówiłby naczelny stylista III RP. Sami widzicie – warto.

Ta

Ta, z tym obrazkiem lekcja numer dwa wydaje się być kompletna.

Lekcja #3 – erystyka

Stosowane przez was chwyty erystyczne oraz stała i niezmienna argumentacja z serii wstawianie nogi między drzwi a framugę nie są szczególnie skuteczne. Specjalnie dla was przebadaliśmy – naszym zdaniem – erystycznego mistrza dzisiejszych mediów. Jak uczyć się, to od najlepszych. Świadkowie… przed Wami Stefan Niesiołowski.

Jak robicie to Wy:

My, Świadkowie Jehowy, nie zgadzamy się z teorią jakoby Maryja zaszła w ciążę za sprawą niepokolanego poczęcia. Jest to sprzeczne z naszymi dogmatami wiary, na dodatek pismo święte mówi inaczej.

Jak robi to mistrz:

TO JEST KŁAMSTWO, nieprawda, obłuda. Medialna prowokacja, próba oszukania uczciwych ludzi. Mili państwo, to jest obrzydlistwo, oszustwo, manipulacja, skurwysyństwo!!!

Jak robicie to wy:

Nie będziemy rozmawiać o tych sprawach, ponieważ nie chcemy znacząco urazić uczuć religijnych innych osób.

Jak robi to mistrz:

Nie będę rozmawiał o tych sprawach, bo to kłamstwo, bzdura, obłuda, obrzydlistwo. Nic więcej nie powiem, każdy przecież wie, że to stek bzdur, radziecka prowokacja, manipulacja ze strony Kaczyńskich. I po co tu pani jeszcze stoi? Przecież odmawiam komentarza, nie powiem wam co myślę o tych moralnych karłach, oszustach, kłamcach lustracyjnych, bezpiece, wywrotowcach!

FIGHT FOR JEHOWA!!!

FIGHT FOR JEHOWA!!!

Lekcja #4 – przestańcie nadawać swoim dzieciom głupie imiona

Henrietta, Kungeunda , Eufagenia. Litości! Myślicie, że ktoś będzie je traktował poważnie?

Lekcja #5 – przestańcie wpierdalać się ludziom na chatę!

Naprawdę czujemy się zażenowani faktem, iż musimy przekazać wam tak oczywistą prawdę. Statystyki wykazują, iż około 85% Polaków przynajmniej raz w życiu marzy o życiu w USA. A wiecie co tak wypacza te statystyki? Właśnie Świadkowie Jehowy!

W Teksasie prawo jest takie wspaniałe, że można was zastrzelić. Gdyby tak było w Polsce nie musielibyśmy jeździć do Zakopanego na narty, bo przy odrobinie szczęścia mielibyśmy całkiem sowity kopiec usypany przed domem!

Pragniemy delikatnie zasugerować, że wpierdalanie się do kogoś do domu i zawracanie dupy w środku poranka kiedy każdy porządny człowiek śpi, jest niegrzeczne. Wyjątkiem jest dostawca pizzy, ale zapewniamy was serdecznie, że cenimy go po stokroć bardziej niż tego waszego Jehowę.

Mesjasz - jedyne oficjalne zdjęcie (bierzcie i jedzcie)

Mesjasz - jedyne oficjalne zdjęcie (bierzcie i jedzcie)

Lekcja #6 – Strażnica

Czasopismo, które wydajecie jest całkiem interesujące. Niestety teksty w skrócie można podsumować słowami “gówno prawda” i “chuja tam”. W takim razie naszym zdaniem powinniście nieco popracować nad zawartością merytoryczną Strażnicy. Proponujemy, by od następnego numeru pismo zawierało płytę z dwoma filmami do wyboru, ładną torebkę w stylu glamour, kącik dowcipów i jakąś fajną rozkładówkę. Poczytność wzrośnie o 1000%. Znamy się, zaufajcie nam.

Katecheza #15: Pogódź się z tym – jesteś chujowym świadkiem jehowy. Ale z naszymi poradami wyjdziesz na ludzi.

Jacyków: Za “JakŻyć” stoją Żydzi

A dziś, może trochę wyjątkowo, mniej będzie odpowiedzi, więcej zaś pytań. Pytania to będą jednakże w większości retoryczne, a wasi mistrzowie wierzą, iż skłonią was one do refleksji. Tytuł nie jest przypadkowy bowiem dziś będzie o tabloidyzacji mediów, czyli pokrótce wyjaśnimy wam dlaczego prasa codzienna od jakiegoś czasu robi wszystko, by nie wybijać się ponad poziom FAKTu czy innego Pudelka, kto czyta w Polsce prasę, kto ogląda dzienniki, a przede wszystkim postaramy się znaleźć odpowiedź na pytanie – kim, a raczej czym, jest Jolanta Rutowicz. To wszystko już dziś na JakŻyć, zapraszamy na kolejny odcinek naszego show!

Że niby FAKT? Tak, ale my chcieliśmy pokazać Wam CYCKI. Teraz mamy przynajmniej pewność, że zwrócicie na nas uwagę. No i niestety - stabloidyzowaliśmy się :(

Że niby FAKT? Tak, ale my chcieliśmy pokazać wam CYCKI. Teraz mamy przynajmniej pewność, że zwrócicie na nas uwagę. No i niestety - ztabloidyzowaliśmy się :(

Oczywiście nie zarzucamy tabloidyzacji FAKTowi czy innemu Pudelkowi, bo to przecież punkt wyjścia. Boli nas jednak to, co ostatnio robi ze sobą Gazeta Wyborcza, kilka “poważnych” czasopism czy przede wszystkim portale internetowe. No bo spójrzcie sami – newsem dnia na Wirtualnej Polsce nie jest kryzys gospodarczy (swoją drogą temat ztabloidyzowany do granic możliwości), wybór szefa NATO czy trudna sytuacja polityczna na Bliskim Wschodzie. Czego dowiaduje się czytelnik? NO JASNE! Skrzynecka ma sztuczne cycki!

I nie żebyśmy mieli coś przeciwko cyckom Skrzyneckiej (jednak mamy), ale jest rzeczą chyba dość oczywistą, że serwis informacyjny powinien przede wszystkim pełnić funkcje… no tak, tak – informacyjne. I to mówiąc o informacji w rozumieniu polityka/wydarzenia/gospodarka, a nie cycki (no w każdym razie nie takie, które były naocznym świadkiem narodzin trójpolówki, na litość boską). Królem tabloidyzacji wśród polskich portali zdaje się być gazeta.pl. Nie do końca rozumiemy biznesowy model działania tego serwisu, ale na podstawie naszych domysłów jeśli przynajmniej raz dziennie nie obsmaruje się tam Naszej Klasy/Małysza/Kaczyńskiego (do wyboru, najczęściej robi się kilka dla bezpieczeństwa) to zarząd grozi zwolnieniem ekipy serwisu informacyjnego. Sportowcom z gazeta.pl kompletnie nie przeszkadza naprzemienne publikowanie artykułów w stylu “Małysz ciota”, “Małysz mistrz”, zaś dziennikarze śledczy serwisu informacyjnego dzień w dzień odkrywają kolejną masońską aferę na naszej klasie, z “WYSŁAŁA SMS, A NIE MOŻE WGRAĆ FOTKI” czy “KOBIETA ZOSTAŁA SUPER TATĄ” na czele. Jest to na tyle zabawne, że połowa tych – pożal się Boże – dziennikarzyn w swoich artykułach nie radzi sobie z podstawami ortografii, o interpunkcji już nie wspominając!

kaczkacz

Straszne! (czyli newsy dnia na gazeta.pl)

I żeby było jasne, JakŻyć nie piętnuje samego faktu publikacji takich ploteczek, każdy z nas (czy się do tego przyzna czy nie) lubi sobie przejrzeć luźniejsze niusy. Cała sprawa jednak tyczy się tego, iż czołowe serwisy internetowe budują swoją potęgę obecnie nie na znanych nazwiskach dziennikarzy, nie na pierwszeństwie w publikacji materiałów, ale na tego typu bzdurach, a podstawę oglądalności każdego większego portalu powoli zaczynają stanowić idioci i masochiści gotowi podziwiać cycki Skrzyneckiej. W efekcie media zaczynają dostosowywać się do nich, a cierpi na tym inteligentny nabywca, jakim jest m.in. typowy czytelnik JakŻyć (za CNS OBOP).

W kwestii dostosowywania się mediów do potrzeb widza najpiękniejszy przykład z możliwych daje nam telewizja, która od kilkunastu miesięcy uparcie lansuje największego głąba, jakiego mogła wydać nasza piękna polska ziemia. Jolanta Rutowicz, znana z tego, że jest znana, a także z niebanalnie wysokiego poczucia wartości, której nie posiada (zresztą, co wam będziemy opowiadać…) uparcie lansowana jest przez media tylko i wyłącznie dlatego, iż w Polsce znalazł się target spragnionych głębszych doznań metafizycznych kur domowych. I oto jest, wylansowany specjalnie na ich potrzeby produkt, którym przy okazji obrywa się po dobrym smaku jakimś pozostałym 25 mln Polaków.

Jeśli masz jaja lub jajniki - spluń na monitor!

Jeśli masz jaja lub jajniki - pokaż to i spluń na monitor!

Tabloidyzacja dotarła zresztą do każdej możliwej dziedziny życia, a żywym tego przykładem jest polityka i Janusz Palikot, który już dawno postarał się o pudelkowe metody prowadzenia polityki. Rafał Olbrychski przez tabloidy rozlicza się z ojcem (a może tylko promuje nową płytę, która jest tak chu**wa, że żadne radio mimo supportu Maryli nie chce go puszczać?), więcej niż o grzmoceniu na boisku, mówi się o tym kogo Boruc grzmoci po meczu, i tak długo byśmy jeszcze mogli.

Katecheza #14: Ale my tabloidyzacji mediów mówimy nie!