Od kiedy uruchomiliśmy naszą stronę-wizytówkę w popularnym serwisie Facebook tłumnie dołączacie do grona fanów, choć jak sami zaznaczyliśmy – nie dzieje się tam kompletnie nic ciekawego. W listach prosicie nas o to, by nauczyć was funkcjonować w nowoczesnym e-świecie.
Fejsbuk doradzi ci kto jest twoim najlepszym przyjacielem i kto dziś za tobą tęsknił. Prawdopodobnie wkrótce dodadzą aplikację pokazującą, która galerianką robiła ci gałę ostatnio w klubie i chyba nawet nie byłoby w tym nic złego, a przynajmniej dopóki pokolenie naszych dziadków i rodziców nie odkryje tego serwisu, bo zrobiłoby się trochę niezręcznie szczególnie w czasie familijnych spotkań.
Ale to nic, Fejsbuk będzie truł ci dupę jakimiś pojebanymi gierkami dla ludzi, którzy mają ewidentnie zbyt wiele wolnego czasu. A będzie robił to tak nachalnie i regularnie, że zanim się obejrzysz, będziesz nastawiać budzik na czwartą w nocy żeby “opierdolić” farmę i zyskać tym samym szacun społecznościowych ziomków. To nic, okaże się, że farmę opierdala twój szef, pięćdziesięcioletni wielki pan mecenas, twój szkolny katecheta, a nawet sam Ryszard Sobiesiak. Nie gra tylko Lepper, ale tylko do następnego update’u, w którym dodadzą funkcję dzierżawy gruntów. Do niedawna myśleliśmy, że żeby wstawać o piątej w nocy żeby pozrywać śliwki trzeba być jakimś popierdolonym wieśniakiem, który funkcjonuje jeszcze w mentalnym pegieerze, ale jak się okazuje wystarczy mieć internet.

Tak wlasnie wyglada gra dla pitolonych pederastów. Ludzie grajacy w tego typu gowna w naszym rankingu zajmują miejsce gdzieś między Jarkiem Kaczyńskim a Robertem Biedroniem.
Oczywiście największą atrakcją na popularnym fejsie są rzesze przyjaciół. Niepisana zasada jest taka, że im ich więcej tym lepiej, ale zawieranie nowych znajomości jest dla lamusów. Jedni postanowili zapraszać totalnie obce osoby, a jeszcze inni obrali taktykę “a, zaproszę sobie kogoś, komu kiedyś powiedziałem cześć (mimo, że mi nie odpowiedział)”. To znakomite i urzekające zarazem domniemanie, że kogokolwiek (w szczególności niemalże obcego) obchodzi to jak bardzo nie lubisz jak ci ucieka autobus i że masz piątkę z egzaminu, jeszcze kurwa najlepiej zacznij mu truć dupę żeby dołączył do twojej “Mafii” (“nie musisz grać, a bardzo mi pomożesz!”). Skąd się tacy ludzie biorą? Wyrzucili ich z Naszej-Klasy?
Fejsbuk jest trochę jak starożytna grecka agora (ha, ile się dzięki nam nauczycie). Każdy może napisać co mu się tylko podoba, wykrzyczeć swoje przekonania, a wszystko to przy uciesze gawiedzi, która lubi to i cieszy się jak głupi do sera. Jeżeli – krocząc drogą tej niezwykle celnej metafory – na facebooku miałby znaleźć się też Diogenes (grecki filozof, mieszkał w beczce, bo miał syfa, stanowił inspirację dla współczesnej architektury, nieoficjalny patron festiwalu Woodstock), to zapewne byłby to ten pedał, który regularnie jednemu z nas publikuje w profilu jakieś zasrane bitwy na poduszki.
Oczywiście jest to serwis dla lamusów, prawdziwi hardkorowcy mają bowiem konto na naszej klasie. Tylko tam znajdziesz doznania w postaci swoich starych znajomych, cieni przeszłości, o których nie bez powodu raczej już nie pamiętasz. Niestety, wizyta na Naszej-Klasie regularnie nas zaskakuje, szybko okazuje się bowiem, że znajome z podstawówki mają już swoje dzieci i kiedy my baunsujemy w studenckim rytmie one kłopoczą się nad wieloczłonowością swoich nowych nazwisk. Nasze żony jeszcze się nie urodziły, a niektórzy z nich mają za sobą już pierwsze rozwody! Czy jesteśmy niedojrzali? (nie piszcie w komentarzach, że tak, bo i tak tego nie puścimy, zresztą to nieprawda)
(w tym miejscu w pisaniu notki nastąpiła godzinna przerwa, bowiem dywagowaliśmy, które panie z powyższej fotografii są “nawet nawet’)
Spójrzmy prawdzie w oczy – nasza klasa to serwis dla starych ludzi, którzy w internecie nie za bardzo mają co robić, a niektórzy z nich są tak starzy, że nawet redtube nie daje im wystarczającej uciechy. I to by było nawet spoko, gdyby nie fakt, że w ramach serwisu obracają się także ludzie młodzi, sprowadzając jego merytoryczny poziom poniżej Rowu Mariańskiego. Nie da się również ukryć, że nasza klasa to internetowe centrum kłamstwa i obłudy.
Trzeba być skończonym zimnym draniem, żeby z tak perfidnym cynizmem okłamywać znajomego czy członka rodziny. Ludzie oglądają fotki swoich starych znajomych i piszą im, że są zajebiści i śliczni i choć nie widzieli się 30 lat, to nic się nie zmienili. Obłuda jest wielka, a najgorsze, że osoby komentowane we wszystko to wierzą. Jako ludzie szczerzy i uczciwi postanowiliśmy komentować fotki napotkanych na naszej klasie ludzi zgodnie z tym, co naprawdę myślimy. Możemy wam powiedzieć w związku, z tym, że komentarze:
“Moim zdaniem czas nie obszedł się z panią zbyt łaskawie”
“Moim zdaniem jest pani za gruba na tak obcisłe ubrania”
“Czy mi się wydaje czy sam sobie zrobiłeś to zdjęcie?”
“Ślicznie razem wyglądacie, Marysiu. Bardzo mi się podoba też inne zdjęcie Marka z waszą córką (już studiuje?!), o tu: [link]“
“Zaraz, zaraz, jeśli to nie Madzia, to kto?!”
NIE SĄ za bardzo na miejscu. My tego nie rozumiemy, ci ludzie są totalnie pozbawieni racjonalnej oceny sytuacji i dystansu do samych siebie.
Dla absolutnych mistrzów przeznaczony jest jeszcze Twitter. To taki serwis, w którym piszemy co robimy, a inni udają, że ich to obchodzi. Generalnie podobają nam się wszystkie wynurzenia i refleksje w stylu “robię siku”, “myję zęby”, “a w sobotę przyjeżdża do nas ciocia Basia z prezentami”, ale już wypowiedzi w stylu “właśnie w mojej kuchni jest pożar” budzą w nas już dość mieszane uczucia.
Wracając do NK: Oczywiście wieczna jest polityka kolekcjonowania jak największej liczby znajomych, ale nasza-klasa ma też swoje autorskie rytuały. Pierwszy z nich to “jebanie śledzika”, czyli mniej więcej dziesięć lat temu programiści serwisu dodali jakąś tam kretyńską funkcję i od tego czasu użytkownicy portalu publikują przynajmniej dziesięć wiadomości dziennie o tym, jaki jest okrutny (popularniejsze są tam tylko hasła odwołującego się do iście hippisowskiego motywu obdarzania miłością fizyczną funkcjonariuszy stojących na straży prawa i porządku z matematyczną precyzją stu procent). Drugim rytuałem jest natomiast zawieranie inspirujących wiadomości z przedstawicielami świata popkultury.

"A oto ja z Panem Tomaszem Jacykowem, znanym stylistą, wspaniałym celebrytem, niesamowitym sodomitą i człowiekiem wyzwolonym."
Oczywiście najlepiej takiego wyhaczyć gdzieś na ulicy. Najlepiej jak ma trzy torby i niesie je z warzywaniaka, niestety jako celebryci znamy ten ból, podlecieć i poprosić o foto. Oczywiście w dobie photoshopa nie trzeba wychodzić z domu, można się dorysować, dokleić i w ogóóóóóle nie widać. Photoshop to zresztą przekleństwo naszej klasy, a wszystko za sprawą “dowcipnisiów” którzy przerabiają swoje fotki darmowym programem i są zajebiści, bo jako 50000 osoba w historii portalu doklejają swój ryj na ryju Sfinksa. Nie lubimy też photoshopa z prywatnych powodów, za jego sprawą średnie laski prezentują się na NK całkiem okazale, ale to już zupełnie inna historia.
Katecheza numer ileśtam (naprawdę myślicie, że my to liczymy?): Serwisy społecznościowe to strata czasu i nie ma tam absolutnie nic ciekawego, ale jeśli cię tam nie ma to… czasem w ogóle cię nie ma.
Czytaj też:



















